Żużel. Opisał upadek, po którym doznał kontuzji! „Moja wina”

Dwóch zawodników na motorach żużlowych w wyścigu

Żużlowy sezon przygotowawczy 2026 roku okazuje się wyjątkowo pechowy dla zawodników. Fala kontuzji, która przetacza się przez europejskie tory, nie oszczędza nikogo – od doświadczonych weteranów po utalentowaną młodzież. Wśród tych, którzy w ostatnich dniach boleśnie przekonali się o nieprzewidywalności tego sportu, jest Antoni Kawczyński. Młody talent KS Apatora Toruń w szczery i dojrzały sposób opisał swój feralny upadek podczas sparingu, biorąc za niego pełną odpowiedzialność.

Szczere wyznanie młodego torunianina

Incydent miał miejsce podczas meczu sparingowego pomiędzy Falubazem Zielona Góra a Apatorem Toruń. W 10. biegu Kawczyński zaliczył groźnie wyglądający wypadek, którego efektem okazało się złamanie obojczyka. Niespełna 18-letni junior pojawił się później na Motoarenie, by kibicować kolegom w kolejnym sparingu z GKM-em Grudziądz, i tam opowiedział, co dokładnie się wydarzyło.

– Moja wina – przyznał bez ogródek Kawczyński. – Po starcie Przemek (Pawlicki) mnie zamknął, ja trochę przymknąłem gaz. Chciałem jakoś to nadrobić i odchyliłem się do tyłu, ale złapało mnie w koleinie, no i niestety uderzyłem w Przemka, a potem jeszcze przejechał po mnie Mitchell McDiarmid – relacjonował zawodnik.

To rzadkie, by tak młody sportowiec od razu i tak klarownie wskazywał na własny błąd. Jego słowa świadczą o dojrzałości i świadomości ryzyka, jakie niesie ze sobą każdy wyjazd na tor.

Szczęście w nieszczęściu i bolesna rzeczywistość powrotu

Mimo bólu i rozczarowania Kawczyński stara się zachować dystans. Podkreśla, że choć straci okres przygotowawczy, to moment wypadku mógł być gorszy. – Boli to, że stracę okres przygotowawczy, ale z drugiej strony to szczęście w nieszczęściu, że przytrafiło się to teraz, a nie przed jakimś ważnym meczem – mówił.

Zawodnik zwrócił też uwagę na to, jak groźnie wyglądała sama kraksa. – Oglądając ten wypadek, nikt by chyba nie pomyślał, że skończy się tylko na obojczyku, bo wyglądało to nieciekawie. Mam też inne obrażenia poza obojczykiem, jestem poobijany. Gdyby upadek skończył się bez przejechania po mnie, byłoby lepiej – dodał. To ważna obserwacja, która pokazuje, jak cienka jest granica między lekką kontuzją a tragedią na żużlowym torze.

Kawczyński wspomniał również o aspekcie psychicznym. – Wiem też, że po powrocie głowa nie będzie problemem, bo miewałem już poważne upadki – stwierdził. Pewność siebie i odporność mentalna są w tym sporcie często tak samo ważne jak kondycja fizyczna.

Wyścig z czasem przed inauguracją Ekstraligi

Kluczowe pytanie dla toruńskiego klubu i kibiców brzmi: kiedy Kawczyński wróci na tor? Trener drużyny, Piotr Baron, wyjaśnił procedurę i wyraził nadzieję na szybką rekonwalescencję. – Do meczu w Lublinie jest jeszcze sporo czasu. Przy takim urazie i tak przeprowadzonym zabiegu wraca się do sprawności szybciej, niż dzieli nas od meczu z Motorem. Nie będziemy na niego naciskać, ale myślę, że za kilka dni przyjdzie taki moment, że sam będzie chciał wsiąść na motocykl – mówił Baron.

Trener podziękował także za sprawną operację. – Jeżeli ma się założone płytki, to wyciąga się je dopiero jesienią. Ten obojczyk jest stabilny i wszystko zostało zrobione perfekcyjnie. Naprawiał nam Antka doktor Worek i dziękuję mu za szybkie działanie – w piątek był upadek, a w sobotę po południu zawodnik był już po zabiegu – przekazał.

Sam Kawczyński podchodzi do tematu powrotu bardzo rozsądnie. – Szczerze mówiąc, jeszcze nie wiem, kiedy mam zdejmowanie szwów, ale na pewno nie wsiądę na motocykl, jeśli nie będę czuł się dobrze. Chciałbym bardzo pojechać do Lublina, ale jeśli zdrowie nie będzie pozwalało, to myślę, że nikt nie będzie naciskał, żebym jechał na siłę – zadeklarował. Taka ostrożność jest w obecnej sytuacji zupełnie zrozumiała.

Fala kontuzji w marcu 2026: pechowy start sezonu

Niestety przypadek Antoniego Kawczyńskiego nie jest odosobniony. Marzec 2026 roku zapisuje się jako wyjątkowo pechowy okres dla żużlowców. Tylko w weekend poprzedzający 22 marca odnotowano co najmniej siedem poważnych kontuzji w Europie.

Jedną z najpoważniejszych jest uraz Sebastiana Szostaka z Włókniarza Częstochowa. Podczas zawodów 22 marca doznał on złamania w obrębie kręgosłupa piersiowego i szyjnego po wielokrotnym koziołkowaniu. Pierwsze diagnozy wykluczały go na kilka tygodni, ale pojawiły się też optymistyczne głosy, że może zdążyć na inaugurację PGE Ekstraligi. Klub wsparł go w mediach społecznościowych krótkim: „Sebastian, wracaj do zdrowia!”.

Lista poszkodowanych jest długa. Gleb Czugunow z Ostrowa upadł na treningu, a wstępna diagnoza wskazuje na kontuzję barku. Do szpitala trafił też Dastin Łukaszczyk z Opola po treningu 15 marca. Poza granicami Polski również nie jest bezpiecznie. Niels Kristian Iversen doznał pęknięcia płuca podczas turnieju pożegnalnego Nicolaia Klindta. W lidze łotewskiej fatalnej kontuzji ręki (wpadła w koło rywala) doznał Emil Breum z Lokomotivu Daugavpils.

Szczególnie drastyczny jest przypadek Argentyńczyka Agustina Kredera, który po upadku w mistrzostwach Argentyny w Bolivar doznał otwartego złamania kości piszczelowej i strzałkowej. Jego sezon został zakończony, a 19 marca 2026 przeszedł już drugą operację z powodu braku zrostu kości. W Wielkiej Brytanii Charles Wright z Redcar zwichnął i złamał bark podczas rywalizacji o Tyne-Tees Trophy.

Ta ponura statystyka wyraźnie pokazuje, jak niebezpiecznym elementem żużla są kontuzje. Sezon przygotowawczy, który powinien być czasem nabierania formy i pewności siebie, dla wielu zamienia się w walkę o powrót do zdrowia.

Podsumowanie

Historia Antoniego Kawczyńskiego to opowieść o odwadze, dojrzałości i nieuchronnym ryzyku wpisanym w żużel. Jego szczere przyznanie się do błędu i trzeźwa ocena sytuacji budzą szacunek. Jednocześnie jego przypadek, wraz z całą serią innych marcowych kontuzji, przypomina, że pod warstwą emocji, rywalizacji i widowiskowości sport żużlowy wciąż pozostaje dyscypliną ekstremalną. Każdy wyścig to nie tylko walka o punkty, ale także potencjalne starcie z losem. Powroty po takich urazach to zawsze test charakteru, a kibice z pewnością będą trzymać kciuki za wszystkich kontuzjowanych zawodników, by jak najszybciej mogli wrócić na tor.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *