Kategoria: Żużel

  • Tendencja spadkowa u Bartosza Zmarzlika. Motor Lublin z uśmiechem patrzy w przyszłość

    Tendencja spadkowa u Bartosza Zmarzlika. Motor Lublin z uśmiechem patrzy w przyszłość

    Sezon żużlowy 2026 przynosi zaskakujące zwroty akcji. Bartosz Zmarzlik, wieloletni dominator światowego speedwaya, notuje wyraźny regres w kluczowych statystykach, podczas gdy mistrz Polski z Lublina z optymizmem obserwuje rozwój sytuacji na torach PGE Ekstraligi i w cyklu Grand Prix.

    Najważniejsze fakty

    • Bartosz Zmarzlik ma zaledwie 1 punkt przewagi nad Bradym Kurtzem w klasyfikacji generalnej GP po trzech rundach.
    • Motor Lublin został wskazany jako główny faworyt do tytułu mistrza Polski w power rankingu klubów.
    • Falubaz Zielona Góra, beniaminek PGE Ekstraligi, typowany jest do spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej.
    • Bayersystem GKM Grudziądz sensacyjnie przewodzi tabeli PGE Ekstraligi po siedmiu kolejkach.

    Zmarzlik traci aurę nieomylności

    Jeszcze rok temu nikt nie odważyłby się postawić złotówki przeciwko Zmarzlikowi w walce o kolejne mistrzostwo świata. Teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Po trzech rundach Grand Prix Polak ma na koncie 95 punktów, ale przewaga nad Australijczykiem Bradym Kurtzem stopniała do jednego punktu.

    Zmarzlik przez lata budował swoją legendę na niesamowitej regularności. Tymczasem statystyki PGE Ekstraligi 2026 ujawniają słabość, której wcześniej nie było — Zmarzlik tracił pozycje aż 26 razy w trakcie sezonu ligowego. To najgorszy wynik wśród czołówki rankingu.

    W kategorii wyprzedzeń prym wiedzie Leon Madsen z 42 udanymi manewrami w 18 meczach (średnia 2,33 na spotkanie). Dla porównania, Emil Zmarzlik zanotował 39 wyprzedzeń, a Bartosz w tym zestawieniu nie znalazł się w ogóle.

    Lublin spokojny o przyszłość

    Motor Lublin nie ma powodów do zmartwień. Zespół, który w ostatnich latach zdominował krajowe podwórko, został wskazany przez ekspertów jako główny kandydat do mistrzostwa w power rankingu klubów PGE Ekstraligi. Marcin Kuźbicki z Eurosportu i Eleven Sports ocenia, że Orlen Oil Motor to nadal najmocniejszy skład w lidze.

    Za plecami lubinian czai się jednak Betard Sparta Wrocław z Artiomem Łagutą na czele. Rosjanin jest wskazywany jako najskuteczniejszy żużlowiec sezonu 2026 i wyraźny lider wrocławskiego zespołu. Trzecim kandydatem do medalu pozostaje KS Apator Toruń.

    Falubaz na dnie rankingu

    W Zielonej Górze panują zupełnie inne nastroje. Beniaminek PGE Ekstraligi, Falubaz, został sklasyfikowany na ostatnim, ósmym miejscu w zestawieniu „siły rażenia". To oznacza, że według analityków to właśnie zielonogórzanie mają największe szanse na opuszczenie elity.

    Liderem Falubazu jest Jarosław Hampel — zawodnik z ogromnym doświadczeniem, ale ostatnie lata nie dają gwarancji, że pociągnie on zespół w kluczowych momentach. Czy 40-latek zdoła przeciwstawić się młodszym rywalom? Statystyki nie napawają optymizmem.

    Sensacja w tabeli

    Na boisku rzeczywistość potrafi jednak zaskakiwać. Bayersystem GKM Grudziądz sensacyjnie objął prowadzenie w tabeli PGE Ekstraligi po zwycięstwie 46:44 nad Motorem Lublin. Zespół z Grudziądza ma na koncie 5 wygranych, 1 remis i 1 porażkę — łącznie 11 punktów, a kluczową postacią jest Max Fricke.

    Dodatkowo GKM pozostaje liderem rankingu juniorów, choć dwa ostatnie mecze były w ich wykonaniu nieco słabsze. Formacja młodzieżowa grudziądzan wciąż jednak budzi respekt w całej lidze.

    Co dalej z Grand Prix?

    Przed Bartoszem Zmarzlikiem trudne wyzwanie. Minimalna przewaga nad Kurtzem oznacza, że każdy błąd może kosztować utratę pozycji lidera. Australijczyk ma też mniej rozegranych rund, co sugeruje, że jego średnia punktowa na zawody jest wyższa.

    Jeśli Zmarzlik chce utrzymać koronę, musi wrócić do stabilności, która charakteryzowała go w poprzednich latach. Sezon 2026 dopiero nabiera rozpędu, ale już teraz widać, że droga po kolejne złoto będzie bardziej wyboista niż kiedykolwiek wcześniej.


    Źródła

  • Walasek rozbroił wszystkich w Magazynie Ekstraligi. „Trzeba iść na stację paliw, kupić piwo i zapomnieć”

    Walasek rozbroił wszystkich w Magazynie Ekstraligi. „Trzeba iść na stację paliw, kupić piwo i zapomnieć”

    Grzegorz Walasek po raz kolejny udowodnił, że potrafi zachować dystans do rzeczywistości żużlowej, nawet po bolesnej porażce. Menadżer Stelmetu Falubazu Zielona Góra w programie Magazyn Ekstraligi na antenie Canal+ skomentował niedzielną przegraną 40:50 z Orlen Oil Motorem Lublin w sposób, który rozbawił wszystkich obecnych w studiu. „Trzeba iść na stację paliw, kupić piwo i zapomnieć o tym meczu” – powiedział ze stoickim spokojem, co wywołało falę śmiechu.

    Co musisz wiedzieć o występie Walaska i meczu w Zielonej Górze

    • Grzegorz Walasek w Magazynie Ekstraligi rozładował napięcie po domowej porażce Stelmetu Falubazu z Motorem Lublin.
    • Falubaz przegrał u siebie 40:50, notując kolejną wpadkę w sezonie 2026.
    • Cytat menadżera o stacji paliw i piwie szybko stał się popularny w żużlowym środowisku.
    • Motor Lublin odniósł przekonujące zwycięstwo, kontrolując wynik od pierwszych biegów.

    Gorzki wieczór w Zielonej Górze

    Niedzielny mecz od początku nie układał się po myśli gospodarzy. Motor, prowadzony przez dobrze dysponowanego tego dnia Lindgrena, szybko narzucił swoje warunki. Falubaz przez większość spotkania gonił wynik, a pojedyncze odjazdy liderów nie wystarczyły, by realnie zagrozić faworyzowanym gościom. Końcowe 40:50 oddaje skalę problemów zielonogórzan – szczególnie na własnym torze, gdzie punkty są kluczowe dla utrzymania w Ekstralidze.

    Walasek przyznał, że chciałby jak najszybciej zapomnieć o tym meczu. Zamiast jednak analizować błędy czy krytykować konkretnych zawodników, postawił na humor. Taka szczerość jest cenna w żużlu, gdzie presja wyniku potrafi być przytłaczająca.

    Piwo i stacja paliw, czyli jak rozładować napięcie

    Sceny z Magazynu Ekstraligi szybko zyskały popularność w mediach społecznościowych. „Idziemy na stację, kupujemy piwo i zapominamy” – powtórzył Walasek, rozkładając ręce. Jego komentarz szybko stał się tematem rozmów wśród kibiców i dziennikarzy. Każdy fan żużla zna to uczucie – gdy nic nie idzie, czasem lepiej po prostu odpuścić.

    Menadżer pokazał, że nawet w trudnych momentach potrafi zachować luz. To istotna cecha w drużynie, która walczy o przetrwanie w elicie. Kibice doceniają taki styl, zwłaszcza gdy za słowami idzie realna praca nad poprawą wyników.

    Sytuacja w tabeli robi się napięta

    Porażka z Motorem sprawia, że Falubaz traci cenny grunt w Ekstralidze. Każdy punkt zdobyty u siebie był w tym sezonie kluczowy, a wpadka z Lublinem może mieć poważne konsekwencje w kontekście walki o play-offy lub o utrzymanie.

    Dla Motoru to kolejny krok w kierunku obrony mistrzowskiego tytułu. Lublinianie pokazali, że potrafią narzucić własny styl jazdy nawet na wyjeździe i zdobyć komplet punktów. Forma zespołu z Lubelszczyzny w czerwcu 2026 roku robi wrażenie i stawia ich w roli jednego z głównych faworytów rozgrywek.

    Humor na trudne czasy

    Żużel to sport, w którym emocje sięgają zenitu, a ciśnienie bywa nie do wytrzymania. Dlatego słowa Walaska o stacji paliw i piwie trafiły na podatny grunt. Pokazują, że nawet na najwyższym poziomie rywalizacji można zachować dystans i poczucie humoru.


    Źródła

  • Łaguta wraca po złamaniu, ale trener Sparty dmucha na zimne

    Łaguta wraca po złamaniu, ale trener Sparty dmucha na zimne

    Artiom Łaguta wystąpił na torze podczas meczu Betard Sparty Wrocław z Bayersystem GKM-em Grudziądz, jednak trener Sparty postanowił oszczędzać swojego lidera. Łaguta, były mistrz świata, przyznał: "Trener oszczędza moją rękę". Zawodnik wraca do formy po złamaniu, a sztab szkoleniowy nie chce ryzykować poważniejszego urazu przed kluczową częścią sezonu.

    Najważniejsze informacje

    • Artiom Łaguta powrócił na tor po złamaniu ręki, którego doznał podczas zawodów w Malilli w Szwecji.
    • Trener Sparty celowo nie wystawia zawodnika w biegach nominowanych.
    • Były mistrz świata zapowiada szybki powrót do pełni formy, mówiąc: "znam siebie, wrócę szybko".
    • Sparta zmaga się z wieloma kontuzjami – Łaguta jest trzecim poważnie kontuzjowanym zawodnikiem w ciągu tygodnia.

    Kontuzja w Malilli i powrót na tor

    Wypadek miał miejsce podczas rywalizacji w Malilli, gdzie Łaguta upadł. Badania w szwedzkim szpitalu potwierdziły złamanie ręki. Na szczęście uraz nie okazał się poważny, co pozwoliło zawodnikowi na stosunkowo szybki powrót do ścigania.

    Łaguta nie traci optymizmu. W mediach społecznościowych napisał: "Wczoraj na torze w Malilli złamałem rękę. W tej chwili nie wiadomo, jak długo mnie nie będzie na torze. Znam siebie, wrócę szybko". Jego słowa świadczą o determinacji i silnym charakterze.

    Jednak w meczu z GKM-em Grudziądz Łaguta, mimo że pojawił się na torze, nie był w najlepszej formie. Trener Sparty zdecydował się nie wystawiać go w biegach nominowanych, co zawodnik skomentował w Canal+ Sport.

    Trzeci kontuzjowany w ciągu tygodnia

    Wrocławski klub przeżywa trudne chwile. Kontuzja Łaguty to już trzecia poważna w ciągu tygodnia. Wcześniej Daniel Bewley doznał złamania uda, co wykluczyło go z jazdy na dłuższy czas. Sytuacja kadrowa jest niekorzystna w kluczowym momencie sezonu.

    Zespół musiał zmienić podejście do zarządzania siłami zawodników. Trener Sparty postawił na ostrożność, dając Łagucie tyle minut, ile było absolutnie konieczne. To rozsądna strategia, ponieważ zbliżają się play-offy, a brak zdrowego Łaguty może znacząco wpłynąć na wyniki drużyny.

    Długoterminowa inwestycja klubu

    Wbrew wcześniejszym spekulacjom, Łaguta przedłużył kontrakt z Betard Spartą do 2028 roku. Klub ogłosił to jako ważny krok, podkreślając, że to nie jest krótka umowa, lecz długoterminowa.

    To pokazuje, jak bardzo Sparta ceni swojego lidera. Decyzja o oszczędzaniu go w obecnych meczach wpisuje się w długofalową strategię klubu, który zainwestował w Łagutę nie tylko finansowo, ale także w zaufanie. Teraz musi chronić tę inwestycję.

    Nowy menedżer, nowe porządki

    Nowy menedżer, nowe porządki
    Źródło: v.wpimg.pl

    Warto również zauważyć zmiany w sztabie szkoleniowym. Po zwolnieniu Dariusza Śledzia, Piotr Protasiewicz objął stanowisko trenera. Nowy menedżer musi zmierzyć się z wyzwaniem, jakim jest łączenie walki o wyniki z koniecznością rotacji składu w obliczu kontuzji.

    Protasiewicz przyznał, że forma niektórych zawodników, zwłaszcza juniorów, jest niepokojąca. W rozmowach po meczach mówił, że styl jazdy młodzieżowców bywa "załamujący". Wprowadzenie Łaguty, nawet w ograniczonym zakresie, może przynieść zespołowi potrzebne doświadczenie i jakość w decydującej fazie rozgrywek.

    Co dalej?

    Artiom Łaguta wraca do zdrowia we własnym tempie, ale jak sam mówi – szybciej.


    Źródła

  • Nowy lider PGE Ekstraligi! Sparta Wrocław na szczycie, GKM Grudziądz spada na trzecie miejsce

    Nowy lider PGE Ekstraligi! Sparta Wrocław na szczycie, GKM Grudziądz spada na trzecie miejsce

    Betard Sparta Wrocław w ciągu zaledwie czterech dni zdobyła sześć punktów i w piątkowy wieczór, w 10. kolejce sezonu 2026, przejęła prowadzenie w tabeli PGE Ekstraligi. Zespół trenera Dariusza Śledzia pokonał GKM Grudziądz 51:39. Wcześniejsze zwycięstwo PRES Grupa Deweloperska Toruń nad Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa 67:23 spowodowało istotne zmiany w czołówce. GKM Grudziądz, który do tej pory znajdował się w ścisłej czołówce, po drugiej z rzędu porażce spadł na trzecie miejsce, tracąc kontakt z wrocławianami.

    Kluczowe fakty:

    • Betard Sparta Wrocław awansowała na pozycję lidera z 17 punktami po zwycięstwie 51:39 nad GKM-em Grudziądz.
    • GKM Grudziądz po drugiej porażce z rzędu spadł na trzecie miejsce i ma obecnie 14 punktów.
    • PRES Grupa Deweloperska Toruń pokonała Włókniarza Częstochowa 67:23, umacniając się na drugiej pozycji z 16 punktami.
    • Nowy system play-off od sezonu 2025 premiuje lidera rundy zasadniczej prawem wyboru rywala w półfinale, co zwiększa znaczenie każdego punktu.

    Sparta wrocławskim walcem

    Wrocławianie przystąpili do meczu z GKM-em Grudziądz po efektownym zwycięstwie w zaległym spotkaniu i od początku pokazali, że nie zamierzają oddać inicjatywy. Gospodarze szybko zbudowali przewagę, a liderzy – Artiom Łaguta i Maciej Janowski – dyktowali warunki na torze. Goście z Grudziądza starali się odpowiedzieć za sprawą Kevina Małkiewicza i juniorów, jednak na dobrze przygotowanej nawierzchni nie zdołali nawiązać równorzędnej walki. Wynik 51:39 odzwierciedlał kontrolę Sparty, która w całym spotkaniu ani razu nie pozwoliła rywalom zbliżyć się na mniej niż sześć punktów.

    Toruń miażdży, GKM słabnie

    Równolegle na Motoarenie odbyło się jednostronne widowisko. Torunianie, mistrzowie Polski z sezonu 2025, nie dali szans Włókniarzowi Częstochowa, aplikując mu najwyższą porażkę w sezonie – 67:23. Dla klubu z Częstochowy to kolejny cios, który utwierdza ich na ostatnim miejscu z zerowym dorobkiem. GKM Grudziądz, który jeszcze niedawno otwierał tabelę, przeżywa mini kryzys. Po porażce w Toruniu i teraz we Wrocławiu zespół stracił nie tylko punkty, ale i pewność siebie. Trener Robert Kościecha ma jednak nadzieję, że przerwa przed kolejną kolejką pozwoli odbudować formę, bo przewaga nad czwartą drużyną wciąż jest bezpieczna, choć już nie tak komfortowa jak tydzień temu.

    Tabela i statystyki – nowy układ sił

    Tabela i statystyki – nowy układ sił
    Źródło: v.wpimg.pl

    Po 10. kolejce PGE Ekstraligi czołówka wygląda następująco: Betard Sparta Wrocław (17 pkt), PRES Grupa Deweloperska Toruń (16 pkt), GKM Grudziądz (14 pkt). Za nimi trwa zacięta walka o czwarte miejsce, które uprawnia do gry w play-offach. Nowy system rozgrywek, obowiązujący od ubiegłego roku, sprawia, że pierwsze miejsce po rundzie zasadniczej daje prawo wyboru przeciwnika w półfinale – to przywilej, który może zadecydować o medalowych szansach. Sparta liczy na utrzymanie pozycji lidera, a Toruń jest gotów skorzystać z każdego potknięcia rywali.

    W meczu we Wrocławiu ponownie wyróżniał się Łaguta, zdobywając 13+1 punktów, a Janowski dołożył 11+2. Po stronie gości najskuteczniejszy był Małkiewicz z 10 punktami. W Toruniu dominacja gospodarzy była tak wyraźna, że liderzy – Emil Sajfutdinow i Paweł Przedpełski – notowali dwucyfrowe zdobycze, korzystając z bezradności częstochowian.

    Perspektywy na dalszą część sezonu

    Dla GKM-u Grudziądz kluczowe będzie najbliższe spotkanie, w którym zespół musi wrócić na zwycięską ścieżkę, aby nie stracić dystansu do czołówki. Sparta Wrocław udowodniła, że potrafi regularnie zdobywać punkty nawet w napiętym terminarzu. Toruń pozostaje głównym faworytem do obrony mistrzostwa, a wysoka wygrana nad Włókniarzem tylko potwierdziła ich siłę.

    W kolejnych kolejkach emocji nie zabraknie – walka o pierwszą czwórkę i związane z tym przywileje będzie się zaostrzać. Kibice z niecierpliwością czekają na bezpośrednie starcia potentatów, które mogą przynieść nowe zmiany w tabeli. Sezon 2026 PGE Ekstraligi dostarcza żużlowych wrażeń na najwyższym poziomie, a Sparta Wrocław nie zamierza oddawać zdobytej pozycji.


    Źródła

  • Żużlowy piątek: PRES Toruń może roznieść włókniarza, a we Wrocławiu starcie gigantów o fotel wicelidera

    Żużlowy piątek: PRES Toruń może roznieść włókniarza, a we Wrocławiu starcie gigantów o fotel wicelidera

    W piątkowy wieczór 26 czerwca PGE Ekstraliga zaserwuje kibicom emocjonujące mecze w ramach 9. kolejki. O godzinie 18:00 na Motoarenie w Toruniu PRES Toruń, który ostatnio osiągnął znakomite wyniki, zmierzy się z Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa, który zmaga się z kryzysem. O 20:30 na Stadionie Olimpijskim odbędzie się starcie o drugie miejsce w tabeli między Betard Spartą Wrocław a Bayersystem GKM-em Grudziądz. Oba spotkania przyciągają uwagę fanów żużla — pierwsze może pokazać dominację gospodarzy, a drugie zapowiada się jako emocjonujący mecz, w którym stawką są nie tylko punkty, ale także prestiż.

    Kluczowe informacje przed piątkowymi meczami

    • PRES Toruń jest w dobrej formie po wygranej 61:29 z Motor Lublin i chce kontynuować zwycięski marsz na własnym torze przeciwko Włókniarzowi.
    • Krono-Plast Włókniarz Częstochowa zajmuje ostatnie miejsce w tabeli z jednym punktem i przyjeżdża do Torunia jako wyraźny faworyt do przegranej, próbując przerwać złą passę.
    • Betard Sparta Wrocław plasuje się na 3. miejscu z 6 punktami i bilansem +54, a skład na mecz pozostaje bez zmian po wygranej nad Stalą Gorzów 51:39.
    • Bayersystem GKM Grudziądz to niespodzianka sezonu, z 7 punktami na koncie, która zmierzy się we Wrocławiu z poważnym wyzwaniem.
    • Oba mecze są częścią 9. kolejki PGE Ekstraligi, a atmosfera na trybunach i torze ma być intensywna.

    Toruńska maszyna do wygrywania

    Ostatni występ żużlowców PRES Toruń przeszedł do historii. Wynik 61:29 z Orlen Oil Motorem Lublin — drużyną, która była jednym z faworytów do medalu — mówi sam za siebie. Torunianie zdominowali rywala na własnym torze, nie dając mu szans od pierwszego biegu. Taka dominacja na Motoarenie sprawiła, że kibice zaczęli porównywać aktualną formę zespołu do najlepszych sezonów w historii klubu.

    W piątek do Torunia przyjeżdża Włókniarz Częstochowa, który z jednym punktem na koncie zamyka tabelę PGE Ekstraligi. Zespół trenera Lecha Kędziory przegrał siedem z ośmiu dotychczasowych spotkań, a jedyny punkt zdobyty w dwumeczu z beniaminkiem z Rybnika tylko pogłębił frustrację kibiców. Włókniarz boryka się z problemami kadrowymi — liderzy nie prezentują oczekiwanej formy, a młodzieżowcy nie są w stanie regularnie zdobywać punktów.

    Scenariusz na piątek wydaje się być jasny — gospodarze będą chcieli szybko narzucić tempo, a goście mogą mieć trudności w obronie przed toruńską ofensywą. Jeśli PRES Toruń utrzyma koncentrację i uniknie błędów, może powtórzyć wynik z Lublina. Atmosfera w zespole jest znakomita, a kibice, którzy licznie zapełnią trybuny Motoareny, będą dodatkowym atutem.

    Wrocławskie starcie na szczycie — Sparta kontra rewelacja z Grudziądza

    Drugi piątkowy mecz to bez wątpienia hit kolejki. Betard Sparta Wrocław, która w ostatnim meczu pokonała Gezet Stal Gorzów 51:39 i zdobyła punkt bonusowy, zmierzy się z Bayersystem GKM Grudziądz — drużyną, która zaskoczyła wszystkich w lidze. Goście po ośmiu kolejkach mają na koncie 7 punktów i zajmują drugie miejsce w tabeli, ustępując jedynie liderowi z Torunia.

    Wrocławianie przystępują do tego spotkania w niezmienionym składzie, co potwierdził oficjalny profil klubu. Oznacza to, że liderzy Sparty, z Danielem Bewleyem na czele, będą chcieli wykorzystać atut własnego toru, aby przerwać dobrą passę rywala. Bilety na to spotkanie wyprzedały się błyskawicznie, co przypomina sytuację z meczu ze Stalą Gorzów, kiedy wszystkie wejściówki zniknęły w jeden dzień. Stadion Olimpijski ponownie będzie pełen, a kibice stworzą gorącą atmosferę, która może być dodatkowym wsparciem dla gospodarzy.

    GKM Grudziądz przyjeżdża do Wrocławia po serii dobrych występów, ale Stadion Olimpijski to zupełnie inny poziom trudności. Sparta od lat jest znana z mocnej jazdy u siebie i w tym sezonie tylko raz dała się zaskoczyć — w derbach z Falubazem Zielona Góra, co było raczej wyjątkiem niż regułą. Goście będą musieli dać z siebie wszystko, jeśli chcą myśleć o sprawieniu niespodzianki.

    Kontekst ligowy i stawka spotkań

    Dla obu piątkowych meczów stawka jest wysoka. W Toruniu każdy inny wynik niż wygrana gospodarzy…


    Źródła

  • Żużel. Start Gniezno balansuje na krawędzi: „Nie jest tajemnicą, że mamy zaległości”

    Żużel. Start Gniezno balansuje na krawędzi: „Nie jest tajemnicą, że mamy zaległości”

    Start Gniezno, jeden z najbardziej zasłużonych klubów w historii polskiego żużla, boryka się z poważnymi problemami finansowymi, które mogły doprowadzić do jego upadku po sezonie 2025. Dyrektor klubu, Radosław Majewski, w rozmowie z WP SportoweFakty przyznał, że sytuacja jest trudna, ale działacze robią wszystko, aby uratować żużel w Gnieźnie. "Mamy świadomość, że część rozliczeń za odbyte spotkania pozostaje jeszcze do uregulowania" – powiedział, jednocześnie dementując część krążących plotek. Klub ujawnił szczegółowy budżet na sezon 2026, który pokazuje, jak cienka jest granica między przetrwaniem a katastrofą.

    Kluczowe fakty o sytuacji Startu Gniezno

    • Budżet na sezon 2026 zakłada przychody w wysokości 3 877 728 zł przy kosztach 3 705 000 zł, co daje zaledwie 172 728 zł nadwyżki.
    • Zaległości finansowe wobec zawodników i kontrahentów wciąż nie zostały w pełni uregulowane, co jest skutkiem kryzysu z jesieni 2025 roku.
    • Dwie kary finansowe od GKSŻ za zachowanie kibiców (użycie serpentyn) dodatkowo obciążyły i tak napięty budżet.
    • Zmiana na stanowisku prezesa – Paweł Siwiński przekazał stery klubu, a nowe kierownictwo szuka oszczędności i stabilizacji.
    • Sportowe rozczarowanie – drużyna odpadła w półfinale Krajowej Ligi Żużlowej, co ograniczyło potencjalne wpływy z biletów i premii.

    Szczegółowa analiza budżetu na sezon 2026

    Oficjalny komunikat Startu Gniezno przedstawia liczby, które stoją za walką o przetrwanie. Klub oszacował swoje dochody na podstawie kilku filarów. Największy udział mają reklamy i dotacje, które mają przynieść aż 3 605 360 zł. To pokazuje, jak bardzo klub polega na wsparciu sponsorów i samorządu – bez nich dalsze funkcjonowanie byłoby niemożliwe. Sprzedaż biletów i karnetów, choć ważna, prognozowana jest na skromne 749 300 zł, co odzwierciedla ograniczoną frekwencję i siłę nabywczą kibiców w niższej lidze. Dodatkowe wydarzenia i gastronomia to kolejne, choć znacznie mniejsze źródła przychodów, oszacowane odpowiednio na 269 000 zł i 213 500 zł.

    Co kluczowe, wszystkie te wyliczenia opierają się na założeniu realizacji prognoz w 80 procentach. W praktyce oznacza to, że klub planuje dysponować kwotą 3 877 728 zł. Po stronie kosztów największą pozycją są kontrakty i rozliczenia z zawodnikami, które pochłoną łącznie ponad 2,3 mln zł. To pokazuje, że nawet w Krajowej Lidze Żużlowej koszty utrzymania składu są ogromne. Administracja, szkolenie młodzieży, organizacja zawodów i koszty techniczne to kolejne setki tysięcy złotych. Całkowity budżet po stronie kosztów wynosi 3 705 000 zł. Działacze zdołali znaleźć oszczędności w wysokości 242 506 zł, porównując wydatki z sezonu 2025 i 2026, ale bilans i tak pozostawia minimalny margines bezpieczeństwa – zaledwie 172 728 zł nadwyżki.

    Zaległości i walka o zaufanie

    Radosław Majewski nie ukrywał, że klub ma "spore zaległości finansowe". To pokłosie dramatycznej jesieni, gdy Start był "bliski upadku". Choć nie podano dokładnej kwoty długów, jasne jest, że dotyczą one zarówno rozliczeń z zawodnikami za poprzedni sezon, jak i bieżących zobowiązań. Taka sytuacja uderza w wiarygodność klubu na rynku transferowym i może zniechęcać potencjalnych nowych sponsorów. Dyrektor zapewnił jednak, że trwają intensywne prace nad uregulowaniem zaległości. "Rozmawiamy z zawodnikami, szukamy rozwiązań" – podkreślił.

    Dodatkowym ciosem były kary nałożone przez Główną Komisję Sportu Żużlowego za niewłaściwe zachowanie kibiców, konkretnie za użycie serpentyn podczas meczów. Dwie kary finansowe to kolejny wydatek, na który klub nie był przygotowany i który jeszcze bardziej uszczupla i tak napięty budżet. Zarząd apeluje do fanów o rozwagę, bo każda dodatkowa sankcja może mieć opłakane skutki dla przyszłości żużla w mieście.

    Perspektywy sportowe i przyszłość klubu

    Sezon 2025 był rozczarowaniem – odpadnięcie w półfinale Krajowej Ligi Żużlowej oddaliło marzenia o awansie. Teraz priorytetem jest utrzymanie się na powierzchni i spokojne planowanie sezonu 2026. Klub, zdeterminowany, by "ocalić żużel w Gnieźnie", stawia na rozwój młodzieży i szukanie nowych źródeł dochodu. Władze liczą też na większe wsparcie lokalnej społeczności i kibiców, których frekwencja i zaangażowanie mogą realnie wpłynąć na kondycję finansową.

    Sytuacja Startu Gniezno to przestroga dla całego polskiego żużla, zwłaszcza na niższych szczeblach rozgrywek, gdzie balansowanie na granicy rentowności jest codziennością. Przetrwanie klubu zależy od dyscypliny budżetowej i umiejętności pozyskania dodatkowych środków. Na razie każdy złoty jest na wagę złota.


    Źródła

  • Totalna klęska Motoru w Toruniu. „To jest wstyd” — grzmi menedżer mistrza Polski

    Totalna klęska Motoru w Toruniu. „To jest wstyd” — grzmi menedżer mistrza Polski

    Orlen Oil Motor Lublin przegrał w Toruniu z PRES Grupą Deweloperską 29:61, a menedżer mistrza Polski Jacek Ziółkowski nie miał wątpliwości co do skali porażki. — To jest wstyd po prostu. Brak mi słów — powiedział w Magazynie PGE Ekstraligi, sugerując, że sezon 2026 może zakończyć się dla jego drużyny znacznie wcześniej niż planowano.

    Co się wydarzyło?

    • Orlen Oil Motor Lublin przegrał w Toruniu 29:61, osiągając jedną z najniższych zdobyczy punktowych w historii klubu.
    • Jacek Ziółkowski wyraził swoje niezadowolenie, nazywając sytuację "wstydem" i sugerując, że sezon może się szybko zakończyć.
    • Mistrz Polski może nie awansować do fazy play-off, co byłoby dużą niespodzianką w PGE Ekstralidze.
    • Motor nie rozegrał żadnego sparingu na własnym torze, co mogło wpłynąć na formę zespołu.

    Porażka, która boli podwójnie

    29 punktów na torze rywala to wynik, który trudno wytłumaczyć zmęczeniem czy pechem. Motor przyjechał do Torunia jako faworyt, a wyjechał w złym stanie. Ziółkowski podkreślił, że drużyna nie miała pomysłu na ten mecz.

    Nikt nie spodziewał się takiego wyniku. Mistrz Polski, zespół, który w ostatnich latach dominował w lidze i regularnie docierał do finałów, został brutalnie zweryfikowany.

    Bez sparingów, bez formy?

    Przed rozpoczęciem rozgrywek pojawiały się informacje, że Motor nie rozegrał żadnego meczu towarzyskiego na swoim torze. To zaskakujące, ponieważ większość drużyn Ekstraligi testuje sprzęt i warunki w takich sparingach.

    Brak tych testów mógł mieć wpływ na wynik. Zespół wszedł w sezon bez odpowiedniego rytmu meczowego, co w żużlu może szybko przynieść negatywne skutki. Dodatkowo kontuzje i problemy sprzętowe nie pozostawiły Motorowi marginesu błędu.

    Play-off realnie zagrożony

    Wypowiedź Ziółkowskiego o możliwości braku awansu do play-off wstrząsnęła środowiskiem. Mistrz Polski bez fazy pucharowej? To wydaje się nieprawdopodobne, ale przyglądając się tabeli, nie jest to niemożliwe.

    Motor ma jeszcze kilka meczów, aby poprawić swoją sytuację. Jednak strata punktowa i forma rywali nie napawają optymizmem. Jeśli zespół nie wygra dwóch lub trzech najbliższych spotkań, może stracić szansę na obronę tytułu znacznie wcześniej niż się spodziewano.

    Ostre słowa menedżera

    Ziółkowski nie zamierzał niczego ukrywać. Mówił o wstydzie i braku słów, co jest rzadkością wśród osób zarządzających klubem, które zazwyczaj starają się być dyplomatyczne. Tym razem nie było miejsca na wymówki.

    Te słowa wskazują również na napiętą atmosferę w drużynie. Gdy menedżer otwarcie przyznaje, że sezon może zakończyć się przedwcześnie, to sygnał, że problemy są głębsze niż tylko pojedyncza porażka.

    Motor Lublin znalazł się w sytuacji, której nie brał pod uwagę przed sezonem. Walka o play-off stała się nagle realnym wyzwaniem, a nie formalnością.


    Źródła

  • Szef sędziów PGE Ekstraligi potwierdza: arbiter popełnił błąd w meczu włókniarza z Unią

    Szef sędziów PGE Ekstraligi potwierdza: arbiter popełnił błąd w meczu włókniarza z Unią

    Leszek Demski, przewodniczący kolegium sędziów żużlowej PGE Ekstraligi, przyznał, że arbiter Michał Sasień popełnił błąd podczas piątkowego meczu Włókniarza z Unią. Kontrowersja dotyczyła pierwszego wyścigu, a jej skutki mogły wpłynąć na końcowy wynik spotkania.

    Demski stwierdził, że Ben Cook powinien zostać wykluczony, a to nie on opuścił tor po incydencie. W Magazynie PGE Ekstraligi omówił sytuację, wskazując na kluczowy problem w ocenie zdarzenia.

    Co ustalono w sprawie

    • Leszek Demski potwierdził błąd arbitra w meczu PGE Ekstraligi między Włókniarzem a Unią.
    • Kontrowersja miała miejsce w pierwszym biegu, gdy sędzia Michał Sasień wykluczył niewłaściwego zawodnika.
    • Szef sędziów uważa, że Ben Cook był sprawcą kolizji i to on powinien opuścić tor.
    • Decyzja arbitra mogła wpłynąć na wynik całego spotkania w Częstochowie.

    Co dokładnie wydarzyło się na torze?

    Pierwszy bieg piątkowego meczu przyniósł zamieszanie. Na torze doszło do kontaktu między zawodnikami, a arbiter po krótkiej analizie zdecydował o wykluczeniu jednego z nich. Demski zauważył, że Sasień pomylił się w ocenie, który z żużlowców doprowadził do niebezpiecznej sytuacji.

    W kluczowym momencie zabrakło właściwej interpretacji, kto był sprawcą kolizji. Ta ocena, jak wielokrotnie podkreślał Demski w kontekście innych spornych wyścigów, jest fundamentem sędziowskiego rzemiosła w żużlu.

    Demski nie ma wątpliwości: Cook winny

    Szef sędziów, analizując zapis wideo z pierwszego biegu, stwierdził, że Ben Cook z Unii sprowokował kontakt i powinien ponieść konsekwencje. Decyzja arbitra poszła w innym kierunku.

    „Sędzia popełnił błąd” — powiedział Demski w Magazynie PGE Ekstraligi. Przyznał, że wynik meczu mógłby być inny, gdyby nie pomyłka w pierwszym wyścigu. To rzadki przypadek, gdy tak wysoki rangą działacz sędziowski krytykuje pracę swojego podwładnego.

    Pomyłki przy wykluczeniach budzą ogromne emocje, ponieważ w żużlu każdy punkt ma duże znaczenie, zwłaszcza w tak wyrównanej lidze jak PGE Ekstraliga.

    Błędy sędziowskie w żużlu — szerszy problem

    To nie pierwszy raz, gdy Demski musi tłumaczyć kontrowersyjne decyzje arbitrów. Wcześniejsze analizy dotyczyły na przykład meczu w Grudziądzu, gdzie również kluczowe było ustalenie, kto zainicjował kontakt na torze.

    W żużlu granica między odważnym atakiem a niebezpieczną jazdą bywa cienka. Sędzia ma ułamki sekund na decyzję, a późniejsza analiza w zwolnionym tempie często ujawnia niuanse niewidoczne gołym okiem. Jednak pomyłka w pierwszym biegu meczu PGE Ekstraligi to poważna sprawa — nie ma wielu okazji, by naprawić jej skutki.

    Konsekwencje dla Włókniarza i Unii

    Błąd arbitra najbardziej dotknął gospodarzy z Częstochowy. Utrata punktów w pierwszym wyścigu wpłynęła na presję w kolejnych biegach, a mecz mógł potoczyć się inaczej, gdyby decyzja była prawidłowa.

    Dla Unii decyzja okazała się korzystna — zamiast straty Cooka i potencjalnej porażki w inauguracyjnym biegu, drużyna gości zyskała dodatkowy impuls w kluczowym momencie spotkania.

    Cała sytuacja prawdopodobnie wróci podczas szkoleń sędziowskich. Demski wielokrotnie podkreślał, że analiza błędów to jedyna droga do podnoszenia poziomu arbitrażu w polskiej lidze. Ten mecz będzie teraz materiałem szkoleniowym numer jeden.


    Źródła

  • Lider IPE U17 powalczy u siebie, a w Anglii dwa hitowe starcia

    Lider IPE U17 powalczy u siebie, a w Anglii dwa hitowe starcia

    Poniedziałkowy wieczór przyniesie kibicom żużla emocjonujące wydarzenia — w Toruniu odbędzie się piąta runda Indywidualnego Pucharu Ekstraligi U17, a w Anglii zaplanowano dwa mecze Premiership. Na Motoarenie zaprezentuje się lider cyklu młodzieżowego, który wystąpi przed własną publicznością.

    Toruń jest regularnie gospodarzem zawodów IPE U17, co jest efektem długotrwałego zaangażowania miasta w szkolenie młodych sportowców oraz posiadania jednego z najlepiej przygotowanych torów w Polsce. Poniedziałkowe zawody mogą znacząco wpłynąć na układ sił w całym cyklu.

    • Piąta runda IPE U17 w Toruniu to okazja dla lidera cyklu na umocnienie przewagi przed własną publicznością.
    • W angielskiej Premiership zmierzą się King's Lynn Stars z Leicester Lions oraz Belle Vue Aces z Ipswich Witches.
    • Brady Kurtz, Max Fricke i Ben Cook to tylko niektóre gwiazdy, które wystąpią na torach w Wielkiej Brytanii.
    • Rywalizacja w IPE U17 wchodzi w decydującą fazę — pozostało jeszcze kilka rund sezonu 2025.

    IPE U17 — młodzież walczy o prestiż i rozwój

    Indywidualny Puchar Ekstraligi U17 to stosunkowo nowy cykl, który już zdążył udowodnić swoją wartość. Młodzi zawodnicy mają szansę rywalizować na torach, gdzie na co dzień ścigają się seniorzy PGE Ekstraligi. To cenne doświadczenie.

    Pierwsza runda odbyła się we Wrocławiu i przyniosła niespodziankę — Karol Szmyd i Krystian Gręda zakończyli zawody z identycznym dorobkiem 13 punktów, dzieląc się zwycięstwem. Kolejne rundy w Lublinie, Toruniu i Grudziądzu pokazały, że rywalizacja w czołówce jest niezwykle wyrównana. Jeden słabszy bieg może zepchnąć zawodnika poza podium.

    Dla lidera cyklu start w Toruniu to więcej niż kolejny turniej. To występ przed znajomą publicznością na dobrze znanym torze. Presja jest obecna, ale także komfort, który jest nieoceniony, gdy walczy się o każdy punkt.

    Premiership w poniedziałek — dwa mecze, wiele emocji

    Angielska liga nie zwalnia tempa. W poniedziałek kibice będą świadkami dwóch spotkań, które mogą wpłynąć na układ tabeli. King's Lynn Stars podejmie Leicester Lions, a Belle Vue Aces zmierzy się z Ipswich Witches. Oba mecze zapowiadają się pasjonująco.

    King's Lynn od lat stara się wrócić do czołówki Premiership, ale Leicester to niewygodny przeciwnik — twardy i walczący do ostatniego biegu. Belle Vue, z silnym składem i Maxem Frickiem na czele, podejmie Ipswich, które w tym sezonie radzi sobie lepiej, niż przewidywali eksperci.

    Warto zwrócić uwagę na Bena Cooka, który w ostatnich tygodniach notuje świetne występy po obu stronach kanału La Manche. Australijczyk jest jednym z najbardziej zapracowanych żużlowców — startuje w Polsce, Szwecji i Anglii, a jego forma nie słabnie.

    Co dalej z cyklem IPE U17?

    Sezon 2025 Indywidualnego Pucharu Ekstraligi U17 zbliża się do rozstrzygnięcia. Po toruńskiej rundzie zawodnicy będą mieli do rozegrania jeszcze starty w Gorzowie i Częstochowie. Terminarz jest napięty, a każda wpadka może kosztować utratę pozycji w klasyfikacji generalnej.

    Dla młodych żużlowców to także szansa na zwrócenie uwagi klubów z wyższych lig. Dobre występy w IPE U17 w przeszłości otwierały drzwi do drużyn Metalkas 2. Ekstraligi, a nawet PGE Ekstraligi. Presja jest, ale nagroda warta ryzyka.

    Poniedziałek zapowiada się jako dzień, który może przynieść odpowiedzi na kilka pytań — kto zostanie młodzieżowym mistrzem cyklu, jak potoczy się rywalizacja w Premiership i czy lider IPE U17 wykorzysta atut własnego toru. Kibice nie powinni narzekać na nudę.


    Źródła

  • Sam Max Fricke nie wystarczył. Musielak błyszczał w lidze angielskiej

    Sam Max Fricke nie wystarczył. Musielak błyszczał w lidze angielskiej

    Ipswich Witches pokonało King's Lynn Stars 51:38 w meczu brytyjskiej Premiership, a Sam Max Fricke, mimo zdobycia 12 punktów, nie zdołał wpłynąć na wynik spotkania. Goście przyjechali na Foxhall Stadium z ambitnym planem, jednak gospodarze od pierwszego wyścigu narzucili własne warunki. Szczególnie wyróżnił się Tobiasz Musielak, który przyczynił się do pewnego zwycięstwa "Wiedźm".

    Kluczowe fakty ze spotkania Ipswich – King's Lynn

    • Ipswich Witches od początku dominowało na własnym torze, prowadząc po kilku biegach różnicą 10 punktów.
    • Sam Max Fricke zdobył 12 punktów dla gości, jednak jego wysiłek nie wystarczył z powodu słabszej postawy kolegów z drużyny.
    • Tobiasz Musielak miał udane spotkanie, zdobywając 10 punktów oraz jeden bonus.
    • King's Lynn Stars nie miało wsparcia w drugiej linii — pozostali seniorzy gości zawiedli.

    Sam Max Fricke znów osamotniony

    Australijczyk od początku sezonu pokazuje, że jest zawodnikiem światowej klasy. W barwach Bayersystem GKM Grudziądz w PGE Ekstralidze osiąga średnią biegopunktową przekraczającą 2,0, a jego kontrakt opiewa na ponad milion złotych za przygotowanie do rozgrywek oraz 10 tysięcy za każdy zdobyty punkt. Takie pieniądze zobowiązują, co jest dobrze znane kibicom w Polsce.

    Jednak Sam Max Fricke regularnie przekonuje się, że nawet najlepszy indywidualny wynik nie zapewnia drużynowego zwycięstwa. W meczu z Ipswich starał się, wygrywał starty i atakował na dystansie, ale koledzy z zespołu nie byli w stanie nawiązać walki. Podobny scenariusz miał miejsce kilka tygodni temu w Grudziądzu, gdy GKM przegrał u siebie ze Spartą Wrocław, a Fricke również był praktycznie sam na placu boju, co skutkowało krytycznymi recenzjami.

    Krytycy wskazują, że w kluczowych momentach zawodzi. "Ostatni występ z Betard Spartą to była kompromitacja" — komentowano po tamtym spotkaniu. Mecz w Premiership tylko potwierdził, że jeden lider to za mało, by regularnie wygrywać.

    Tobiasz Musielak w roli kata

    Sytuacja w ekipie Ipswich wyglądała zupełnie inaczej. "Wiedźmy" postawiły na zespół, co przyniosło efekty. Tobiasz Musielak i Jason Doyle stworzyli duet, który już na pierwszym łuku zostawiał rywali w tyle. Polak punktował równo, nie popełniał błędów i ani razu nie dał się zaskoczyć na trasie.

    Musielak w tym sezonie często pozostaje w cieniu głośniejszych nazwisk brytyjskiej Premiership. Mecz pokazał, że jego forma rośnie z tygodnia na tydzień. Dla 31-latka to ważny moment — dobra dyspozycja w Anglii może przełożyć się na oferty z polskich klubów, które latem często szukają wzmocnień przed fazą play-off.

    Wychowanek Unii Leszno w Ipswich czuje się pewnie. Tor na Foxhall Stadium odpowiada jego agresywnemu stylowi jazdy, a zaufanie ze strony menedżera przynosi efekty. W środę Musielak nie tylko zdobywał punkty, ale też wspierał młodszych kolegów, pokazując doświadczenie zdobyte przez lata startów w Metalkas 2. Ekstralidze i za granicą.

    Kolektyw kontra indywidualności — stara prawda żużla

    Mecz Ipswich z King's Lynn to kolejny dowód na to, że żużel drużynowy rządzi się własnymi regułami. Możesz mieć w składzie mistrza świata juniorów i medalistę Speedway of Nations, ale bez wsparcia drugiej linii nie ma mowy o wygrywaniu spotkań. Sam Max Fricke wraca do Grudziądza z kolejną lekcją pokory.

    Tymczasem Musielak i jego zespół pokazują, że wyrównany skład to klucz do sukcesu. Gdy każdy dokłada swoją cegiełkę, nawet brak wybitnej gwiazdy nie przeszkadza w pewnym zwycięstwie nad teoretycznie mocniejszym rywalem. Dlatego Ipswich jest w tym sezonie tak groźne, a King's Lynn ma problem, który wykracza daleko poza formę Sam Max Fricke'a.


    Źródła