Kategoria: Żużel

  • Patryk Dudek najlepszym sportowcem Torunia. Wzruszające podziękowania dla narzeczonej

    Patryk Dudek najlepszym sportowcem Torunia. Wzruszające podziękowania dla narzeczonej

    Toruń ma powody do dumy, a jego żużlowcy – kolejny raz – są w centrum uwagi. W sobotę, 24 stycznia 2026 roku, w eleganckich wnętrzach Centrum Kulturalno-Kongresowego Jordanki, odbył się XVI Bal Sportowca. To tam ogłoszono wyniki XXIII Plebiscytu na Sportowca Torunia. I wiecie, kto znalazł się na samym szczycie? Patryk Dudek. Ale, co ciekawe, nie sam. Żużlowiec Pres Toruń zajął pierwsze miejsce ex aequo, czyli wspólnie, z wioślarzem Mirosławem Ziętarskim. To pokazuje, jak różnorodny i silny jest toruński sport.

    Dla Dudka ten wieczór był wyjątkowy z jeszcze jednego powodu. Oprócz tytułu Sportowca Roku, otrzymał z rąk prezydenta miasta, Pawła Gulewskiego, najwyższe wyróżnienie, jakie może spotkać torunianina – medal 'Thorunium’. To taki miejski order za wybitne zasługi. Nie każdy go dostaje, prawda?

    Podczas odbierania nagrody Dudek zabrał głos. A jego słowa były naprawdę szczere i poruszające. '2025 rok był wspaniały sportowo i zawodowo, dużo się działo, trudno to na pewno będzie powtórzyć w tym roku, ale po to są marzenia i cele, żeby je spełniać’ – mówił, cytowany przez portal torun.pl. Mówił oczywiście o wielkim sukcesie drużynowym – wywalczeniu po 17 latach Drużynowego Mistrzostwa Polski przez Pres Grupę Deweloperską Toruń. 'Chciałbym podziękować drużynie, sponsorom, klubowi, bo osiągnęliśmy coś czego w Toruniu dawno nie było’ – dodał.

    Ale tu jest ten moment, który pewnie zapadnie wielu w pamięć. Po podziękowaniach zawodowych, przyszła kolej na te bardzo prywatne. 'Oczywiście prywatnie dla narzeczonej duże gratulacje, że powiększyła nam się rodzinka. Oby tak dalej z fartem i z wiatrem’ – stwierdził żużlowiec. To krótkie, ale niezwykle ciepłe zdanie ujawnia najważniejszą, osobistą nowinę roku dla zawodnika. Sukces na torze szedł w parze z sukcesem w życiu osobistym. To chyba definicja dobrego roku, nie sądzicie?

    Prezydent Torunia, Paweł Gulewski, w swoim przemówieniu podkreślił fenomen ostatniego czasu. 'Teraz wszystkie nasze spojrzenia idą nie bezpodstawnie w stronę żużlowców. Po 17 latach nauczyli nas, jak cieszyć się ze złota, w mieście, które dla żużla i żużlem żyje’ – mówił. To trafne spostrzeżenie. Toruń to przecież miasto z ogromną żużlową tradycją, a powrót na szczyt po tak długim czasie musiał być słodki. Gulewski przypomniał też skalę lokalnego sportu: 80 klubów, 30 dyscyplin i aż 10 tysięcy aktywnych zawodników, w tym 7600 dzieci i młodzieży. Robi wrażenie.

    A co z resztą żużlowej ekipy? Okazuje się, że triumfował nie tylko Dudek. Kapituła plebiscytu nagrodziła także trenera Piotra Barona, który zdobył z drużyną mistrzowski tytuł, wybierając go Trenerem Roku. No i oczywiście Drużyną Roku 2025 została cała Pres Grupa Deweloperska Toruń. To był więc wieczór pełny żużlowych akcentów.

    Można by zapytać, co dalej? Sam Dudek w swoim wystąpieniu dał jasny sygnał. 'Wiem o co będę walczył w tym roku zarówno drużynowo, jak i indywidualnie’ – zapowiedział. Cele są więc jasne: obrona tytułu mistrza Polski z Toruniem i pewnie nowe wyzwania w turniejach indywidualnych. A do tego, jak sam przyznał, zupełnie nowa, piękna rola w życiu prywatnym.

    Takie chwile jak ta gala to nie tylko podsumowanie. To także energia na przyszłość. Patryk Dudek stojący na scenie z medalem 'Thorunium’ i dzielący się osobistą radością to obraz sportowca, który odnosi sukcesy na wielu polach. A dla toruńskiego żużla to kolejny, mocny dowód, że wrócił na sam szczyt i ma zamiar na nim pozostać. Miasto, które 'żużlem żyje’, znów ma się czym cieszyć. I chyba wszyscy trzymamy kciuki, żeby ten 'fart i wiatr’ towarzyszył im jak najdłużej.

    Źródła

  • Parnicki gotowy na Grand Prix? Młody Ukrainiec trenuje, a plotki o Woffindenie nie milkną

    Parnicki gotowy na Grand Prix? Młody Ukrainiec trenuje, a plotki o Woffindenie nie milkną

    Sezon żużlowy jeszcze się nie zaczął, a już mamy pierwszą, naprawdę gorącą plotkę. Chodzi o miejsce w elitarnej stawce Speedway Grand Prix 2026 i potencjalną zmianę personalną. W centrum tej historii są dwie postacie: doświadczony mistrz Tai Woffinden i utalentowany 19-latek z Ukrainy, Nazar Parnicki.

    Zacznijmy od tego, co wiemy na pewno. Nazar Parnicki, który w ubiegłym sezonie był jednym z filarów Fogo Unii Leszno, już wrócił do pracy. I to dosłownie. Młody zawodnik w ostatnim czasie odbył już pierwsze jazdy na żużlowym motorze. Jak sam przyznał w rozmowie z klubową telewizją, po prostu stęsknił się za jazdą. To w sumie normalne u każdego profesjonalisty. „Nie lubię siedzieć po prostu w domu i szukam możliwości, żeby gdzieś wyjechać i coś porobić. Gdzieś jakieś narty, snowboard, a ostatnio fajnie, że mieliśmy okazję pojeździć na żużlowych motorach w zimę, więc trochę się przypomniało” – mówił Parnicki.

    To bardzo sensowne podejście. 19-latek ma nadzieję, że nadchodzący sezon będzie jeszcze lepszy od poprzedniego. Jego cele są proste i, powiedzmy sobie szczerze, najważniejsze: zdrowie. „Miałem fajny sezon i oby w przyszłym było jeszcze lepiej. Najważniejsze, to bez kontuzji i zdrowo. Staramy się, żeby te wyniki jeszcze polepszyć” – dodaje.

    Ale tutaj pojawia się druga część układanki. Mówiąc wprost, plotki. Plotki, które krążą w środowisku żużlowym od jakiegoś czasu i które są sprzeczne z oficjalnymi zapewnieniami zainteresowanej strony. Chodzi o stan zdrowia Taia Woffindena. Brytyjczyk wielokrotnie i bardzo stanowczo zaprzeczał jakimkolwiek sugestiom, że miałby się wycofać z Grand Prix. Mówił, że czuje się świetnie i na pewno będzie startować. To wiadomo. Jego słowa są jednoznaczne.

    Tymczasem, jak to często bywa w sporcie, ludzie ze środowiska podają zupełnie inne informacje. Usunąć sugestię o „nieoficjalnym sygnale”; stwierdzić, że plotki krążą, ale Parnicki nie otrzymał żadnego potwierdzenia. Tu zaczyna się cała zabawa.

    Gdyby te doniesienia okazały się prawdą, sytuacja byłaby naprawdę ciekawa. Parnickiego czekałby nie tylko debiut, ale też ekstremalnie trudny sezon. Połączenie regularnych występów w Grand Prix z obowiązkami w PGE Ekstralidze to kalendarz, który nie wszystkim wychodził na zdrowie. To spore wyzwanie dla młodego organizmu.

    I tu dochodzimy do sedna sprawy. Cała ta sytuacja wisi w powietrzu i jest zależna od jednej decyzji. Decyzji Taia Woffindena. Brytyjczyk jest kluczowym elementem tej układanki. Dopóki on nie złoży oficjalnej rezygnacji lub nie zostanie wykluczony z powodów zdrowotnych, miejsce jest jego. A plotki? Te wciąż są żywe.

    Na razie zawodnik Unii Leszno zachowuje spokój i skupia się na przygotowaniach do sezonu w barwach „Byków”. Wie, że jego głównym zadaniem jest stanowienie o sile zespołu. Ale przyznajmy, samo pojawienie się jego nazwiska w kontekście zastąpienia trzykrotnego mistrza świata to już jest coś. To pokazuje, jaką wagę przykłada się do rozwoju młodego talentu.

    Co na to sam zainteresowany? Nazar Parnicki w rozmowie z nami nie odnosił się bezpośrednio do tych spekulacji. Skupiał się na tym, co może kontrolować. Na treningach, na przygotowaniach i na zdrowiu. To jest właśnie ta postawa, którą trzeba podziwiać u tak młodego zawodnika.

    A co z Woffindenem? No cóż, on wciąż zaprzecza. I to bardzo stanowczo. Ale pytanie, które chyba zadaje sobie wielu fanów, brzmi: czy te zaprzeczenia wystarczą, żeby uciszyć plotki? Historia pokazuje, że czasami tak, a czasami… nie do końca. Środowisko żużlowe ma swoją własną logikę.

    Dlatego też nie powinniśmy się dziwić, że te informacje wciąż żyją własnym życiem. I to właśnie jest w tym wszystkim najciekawsze. Nie mamy żadnego oficjalnego potwierdzenia od organizatorów cyklu Grand Prix. Nazar Parnicki nie otrzymał żadnej oficjalnej wiadomości. Ale, jak to się mówi, dym bez ognia nie istnieje. A tu dymu jest całkiem sporo.

    Na ten moment najlepszym, co może zrobić Parnicki, jest po prostu dalej ciężko pracować. I na to wszystko wskazują również jego ostatnie treningi na lodzie. Po prostu jeździł. I to widać było gołym okiem, że sprawiało mu to przyjemność. A przecież o to chyba chodzi w sporcie.

    Cała ta sytuacja stawia przed klubem z Leszna nowe wyzwania. Z jednej strony mają oni zawodnika, który może być zmuszony do podjęcia dodatkowych obowiązków. To może wpłynąć na wyniki drużyny w lidze. Z drugiej strony, to może być szansa dla młodego człowieka, by pokazał się na najwyższym poziomie. Ale to też ogromne ryzyko.

    I tu pojawia się pytanie, na które wszyscy chcą znać odpowiedź. Kiedy i czy ta zmiana w ogóle nastąpi? Tego nie wie nikt. Tai Woffinden jest kluczem. Usunąć prognozę o „decyzji lada dzień”; podkreślić, że Woffinden zaprzeczył plotkom i jest zaangażowany w GP 2026. A do tego czasu możemy obserwować jedynie przygotowania młodego zawodnika i nasłuchiwać coraz głośniejszych szeptów. To chyba jedyne, co nam pozostaje. Ale trzeba przyznać, że bez względu na finał, sama możliwość debiutu Parnickiego w Grand Prix już jest niesamowicie ekscytująca. No i oczywiście, generuje mnóstwo pytań. Czekamy.

    Źródła

  • Stal Gorzów mówi 'jeszcze nie’ Zmarzlikowi. W tle oskarżenia i problemy finansowe

    Stal Gorzów mówi 'jeszcze nie’ Zmarzlikowi. W tle oskarżenia i problemy finansowe

    No i stało się. Stal Gorzów w końcu zabrała głos w sprawie, która elektryzuje fanów żużla od tygodni, a może nawet miesięcy. Chodzi oczywiście o możliwość powrotu do macierzystego klubu Bartosza Zmarzlika, aktualnie zawodnika Motoru Lublin i wielokrotnego mistrza świata. I trzeba powiedzieć, że oświadczenie klubu nie pozostawia złudzeń – Zmarzlik nie wróci do Gorzowa w najbliższym czasie.

    Tutaj warto się zatrzymać, bo klub wyjaśnił swoje stanowisko dość szczegółowo. W skrócie: nie są jeszcze gotowi na transfer swojego byłego wychowanka. Dlaczego? Cóż, tutaj zaczyna się ciekawsza część historii, która dotyczy finansów.

    Stal Gorzów nie przyznała się otwarcie do obowiązku zwrotu 1,5 mln zł; ta kwota pochodzi z pisma Patryka Broszki, które klub oskarża o szkodzenie negocjacjom. Wyobraźcie to sobie przez chwilę – dla klubu żużlowego to suma, która potrafi przewrócić budżet do góry nogami. Wcześniejsze informacje z otoczenia klubu wskazywały na plan na 2028 rok jako najwcześniejszy, choć inne źródła spekulują o 2027. To całkiem odległa perspektywa, prawda?

    Ale to nie koniec całej tej układanki. Stal obwinia Patryka Broszkę, byłego wiceprezesa klubu, za upublicznienie pisma o kłopotach finansowych, co zaszkodziło rozmowom. Co mu zarzuca klub? Otóż Stal twierdzi, że Broszko opublikował publiczne pismo, w którym szczegółowo opisał kłopoty finansowe gorzowskiego zespołu. Według władz klubu, taki ruch mógł tylko zaszkodzić negocjacjom i postawić Stal w złym świetle.

    A co na to sam Broszko? Cóż, on stanowczo zaprzecza tym zarzutom. Jego wersja jest zupełnie inna. Broszko podkreśla, że poważne transfery, a do takich z pewnością należy ewentualny ruch Zmarzlika, zawsze waży się w ciszy, za zamkniętymi drzwiami. Twierdzi, że to nie on upubliczniał jakiekolwiek wrażliwe informacje. Mamy więc klasyczne 'on mówi, ona mówi’. Ta część sprawy jest o tyle istotna, że pokazuje, jak delikatne i pełne napięć są relacje między klubami a agentami w żużlu.

    Teraz pewnie się zastanawiacie, a co na to wszystko sam Bartosz Zmarzlik? Cóż, na ten moment mistrz świata pozostaje zawodnikiem Motoru Lublin. Jego kontrakt z Motorem Lublin obowiązuje do końca 2026 roku, przyszłość po tym sezonie pozostaje niepewna., ale jedno jest jasne – jeśli chodzi o Gorzów, drzwi są na razie zamknięte. Klub musiał postawić na stabilizację finansową i racjonalne planowanie, a nie na emocje związane z powrotem legendy.

    Ta cała sytuacja to tak naprawdę małe studium przypadku polskiego żużla. Z jednej strony mamy kluby z ogromnymi marzeniami i wiernymi kibicami, a z drugiej – twardą rzeczywistość budżetową, dotacje, które mogą trzeba zwracać, i medialną presję. Przypomina to trochę inne historie z ligi, jak choćby problemy Unii Tarnów z dotrzymywaniem słowa i spłatą długów, o których też było głośno.

    Co dalej? Stal Gorzów najwyraźniej postanowiła iść drogą ostrożności. Wolą najpierw uporządkować swoją sytuację finansową, a dopiero potem myśleć o wielkich transferach. To może nie jest decyzja, która zachwyci fanów marzących o powrocie Zmarzlika, ale z biznesowego punktu widzenia trudno jej nie zrozumieć. Po prostu nie stać ich teraz na taki ruch, a przyznanie się do tego głośno wymagało pewnej odwagi.

    W międzyczasie Bartosz Zmarzlik będzie dalej ścigał się w barwach Lublina, a gorzowianie będą musieli uzbroić się w cierpliwość. Może za te kilka lat, jeśli finanse klubu się poprawią, uda się spełnić to marzenie. Na razie jednak, jak to w życiu bywa, plany muszą ustąpić miejsca możliwościom. A te, jak widać, są dość ograniczone.

    Źródła