Nieoficjalny, ale wymowny. Pierwszy sparing nowego sezonu dla Bayersystem GKM-u Grudziądz nie mógł przebiec gorzej, zwłaszcza w kontekście najgłośniejszego transferu zimy. Maksym Drabik, na którego klub wydał fortunę, w debiucie w nowych barwach zaliczył wyjątkowo słaby występ. Pres Grupa Deweloperska Toruń pewnie pokonała drużynę Roberta Kościechy na Motoarenie 54:36, ale wynik był drugoplanowy. Wszystkie oczy były bowiem zwrócone na nową gwiazdę Grudziądza, a ta wyraźnie zawiodła.
Sparing obserwowało około 1500 osób, a przebieg spotkania mógł zmrozić serca kibiców GKM-u. Klub z Kujaw dopiero po trzecim meczu kontrolnym odniósł pierwsze zwycięstwo, choć wcześniej stoczył dwa wyrównane pojedynki ze Stelmet Falubazem Zielona Góra. Tym razem jednak różnica klas była widoczna. Trener Piotr Baron mógł być zadowolony z formy swoich liderów, podczas gdy goście szukali odpowiedzi na coraz więcej pytań.
Trudny pierwszy test dla Grudziądza
„Pierwszy test z silnym rywalem” – tak przed meczem zapowiadali sami grudziądzanie w mediach społecznościowych. I rzeczywiście, mistrzowie Polski okazali się sprawdzianem ponad siły, przynajmniej na tę chwilę. W zespole GKM-u tylko jeden zawodnik wyszedł z tego starcia z podniesioną głową – Wadim Tarasienko. Rosjanin z polskim obywatelstwem pojechał trzy razy, zdobywając 8 punktów, i odpuścił jeden wyścig, by dać szansę młodszemu koledze.
Poza nim trudno było znaleźć jasne punkty. Michael Jepsen Jensen, jeden z filarów drużyny, pojechał tylko w trzech biegach. Max Fricke obudził się dopiero pod sam koniec zawodów, w ostatnim wyścigu. Największe rozczarowanie zafundował jednak ten, na którego przyjście czekano z największą niecierpliwością.
Koszmar Drabika: trzy zera i wielkie pytania
Maksym Drabik był bez wątpienia bombą transferową nie tylko GKM-u, ale całej PGE Ekstraligi. Po fenomenalnym sezonie 2025 w Innpro ROW-ie Rybnik, gdzie osiągnął średnią 2,136 punktu na bieg i był piątym najlepszym Polakiem w lidze, samo podpisanie kontraktu kosztowało Grudziądz ponad milion złotych. To była spektakularna przemiana zawodnika, który jeszcze na początku poprzednich rozgrywek wypadł ze składu Rybnika.
Jednak jego historyczne wyniki na torze w Toruniu już wcześniej wzbudzały lekki niepokój. Jako senior nigdy nie zdobył tam dwucyfrowego dorobku, a w 2025 roku w swoim jedynym występie na Motoarenie zaliczył słaby rezultat. Mimo to analitycy uspokajali, że obecna forma Drabika może zniwelować te stare demony.
Niestety, sparing w Toruniu pokazał, że demony wciąż są żywe. Debiut Drabika w nowym zespole można określić jednym słowem: fatalny. Polak zaliczył aż trzy biegi bez punktów, a do tego jedną dwójkę i jedną wygraną. Jego końcowy dorobek to marne 5 punktów. Szczególnie zastanawia jedyne zwycięstwo – odniósł je, pokonując juniora Mikołaja Duchińskiego i zawodnika U24 Noricka Bloedorna. Z czołowymi żużlowcami Torunia, takimi jak Robert Lambert czy Emil Sajfutdinow, nie miał żadnych szans.
Po takim występie zawodnik zapewne będzie zastanawiać się nad sprzętem i ustawieniami. To nie był widok, którego oczekiwano po najdroższym nabytku zimy. „Krótko mówiąc – słabo” – tak podsumowałby to każdy obserwator.
Pedersen też bez blasku, liderzy Torunia w formie
Problemy GKM-u nie ograniczały się tylko do Drabika. Drugi z nowych nabytków, Duńczyk Bastian Pedersen, również nie zachwycił na powitanie. Jego start był bardzo słaby – zaczął od dwóch zer, by później nieco poprawić skuteczność i zakończyć sparing z dorobkiem 6+1 punktów. Dopiero pod koniec złapał rytm.
Zupełnie inaczej prezentowała się druga strona. Pres Grupa Deweloperska Toruń nie musiała się specjalnie przemęczać. Niepokonany był Robert Lambert (9 punktów), a Emil Sajfutdinow zgubił tylko jeden punkt. Nieco słabiej, ale wciąż stabilnie, jechał Mikkel Michelsen. Najwięcej jazdy mieli za to Patryk Dudek (10+3), Norick Bloedorn (8+2) oraz młodzież: Mikołaj Duchiński (8) i Bartosz Derek (4+1). W toruńskim składzie zabrakło Antoniego Kawczyńskiego, który wcześniej w sparingu z Zieloną Górą złamał obojczyk.
Co dalej z GKM-em?
Wynik sparingu 54:36 jest do przełknięcia. Presja i oczekiwania związane z debiutem Drabika – już nie. To był pierwszy, ale bardzo głośny sygnał, że integracja nowej gwiazdy z zespołem i specyficznym toruńskim obiektem może potrwać. Klub Roberta Kościechy zbudował tegoroczny zespół wokół trójki: Jepsen Jensen, Fricke i właśnie Drabik. Jeśli jeden z tych filarów będzie niestabilny, cała konstrukcja może się zachwiać.
Wadim Tarasienko pokazał, że jest w dobrej formie. Kevin Małkiewicz jako junior również zaprezentował się całkiem nieźle. Problem leży w górze składu. Max Fricke potrzebował czasu, by się rozkręcić, a Michael Jepsen Jensen nie miał wielu okazji do jazdy. Największa niewiadoma, czyli Maksym Drabik, na razie tylko potwierdziła najczarniejsze scenariusze związane z jego adaptacją w nowym miejscu.
Podsumowanie
Sparing to tylko sparing, ale w żużlu nastroje i pewność siebie buduje się od pierwszych metrów. Fatalny debiut Maksyma Drabika w barwach Bayersystem GKM-u Grudziądz rzuca cień na początek nowej ery w tym klubie. Inwestycja, która miała wynieść zespół na wyższy poziom, w pierwszym teście zawiodła. Nie oznacza to oczywiście, że sezon dla Drabika i Grudziądza jest stracony – to dopiero początek długiej drogi.
Jednak presja, którą sami na siebie nałożyli, dokonując tak spektakularnego transferu, jest już ogromna. Kibice i działacze będą teraz czekać na szybką reakcję. Kolejne sparingi i początek sezonu w PGE Ekstralidze pokażą, czy słaby start w Toruniu był tylko chwilową zadyszką, czy może symptomem głębszego problemu z adaptacją gwiazdy w nowym środowisku. Dla GKM-u odpowiedź na to pytanie będzie kluczowa.


Dodaj komentarz