Kategoria: Historia sportu

  • Stal po raz drugi wygała sparingowe derby. Falubaz jednak zanotował wyraźną poprawę

    Stal po raz drugi wygała sparingowe derby. Falubaz jednak zanotował wyraźną poprawę

    Gezet Stal Gorzów po raz drugi z rzędu okazała się lepsza od Stelmet Falubazu Zielona Góra w sparingowym starciu o prymat na Ziemi Lubuskiej. Tym razem walka na gorzowskim „Jancarzu” była jednak znacznie bardziej zacięta. Gospodarze zwyciężyli 48:42, ale goście, po poniedziałkowej wyraźnej porażce u siebie 37:52, zaprezentowali się w dużo lepszym stylu, budząc nadzieje przed startem ligi.

    Frekwencja sięgająca około trzech tysięcy widzów jasno pokazała, że kibice stęsknili się za żużlem. Mimo że był to tylko sparing, atmosfera przypominała prawdziwe derby, a na torze widoczne były już pierwsze taktyczne posunięcia i walka o każdy punkt.

    Lepszy początek gości i przebudzenie Madsena

    Pierwsze wrażenia po środowym meczu były zdecydowanie korzystniejsze dla zespołu z Zielonej Góry niż te sprzed dwóch dni. Falubaz od razu objął prowadzenie i przez znaczną część spotkania to on dyktował warunki. W pierwszych biegach znakomicie prezentowali się Przemysław Pawlicki i Oskar Hurysz. Ten pierwszy pokonał w premierowej gonitwie Jacka Holdera, a Hurysz dołożył zwycięstwo w drugim biegu.

    Dużą rolę odegrał też Andrzej Lebiediew, który w czwartym wyścigu stoczył zacięty bój z Oskarem Paluchem. Niespodzianką były punkty zdobyte przez Kacpra Witrykusa, który pokonał Adama Bednara. Po pierwszej serii Falubaz prowadził 13:11, a po drugiej – nadal minimalnie, 18:12 (biorąc pod uwagę sumę punktów). To pokazuje, że zielonogórzanie potrafili wykorzystać słabsze momenty gospodarzy.

    Kluczową postacią w przebudzeniu gości w środkowej fazie meczu był Leon Madsen. Duńczyk w pierwszych startach wyglądał niemrawo, zdobywając zaledwie jeden punkt. W drugiej połowie spotkania pokazał jednak swoją prawdziwą klasę. Dziesiąty bieg wygrał wspólnie z Huryszem, przynosząc drużynie cenne 5:1, a w trzynastym ponownie triumfował, tym razem z Pawlickim. Jego forma w końcówce spotkania to jasny sygnał, że z każdym dniem będzie tylko lepiej.

    Niepokonany Thomsen i siła Holdera

    Mimo dobrej postawy Falubazu, Stal miała swojego asa w rękawie. Był nim Anders Thomsen. Duńczyk zakończył sparing ze statusem niepokonanego, zdobywając dziewięć punktów w trzech startach (komplet trzech „trójek”). Jego najważniejsza wygrana miała miejsce w dziewiątym biegu, kiedy to pokonał niepokonanego do tej pory Przemysława Pawlickiego. Ta jazda dała gospodarzom impuls i pozwoliła im po raz pierwszy w meczu wyjść na prowadzenie 28:26.

    Znacząco poprawił się też Jack Holder. Po słabszym początku Australijczyk rozkręcił się i stał się jednym z filarów zespołu. Jego zwycięstwa w siódmym i jedenastym biegu były kluczowe dla utrzymania równowagi, a później dla budowania przewagi. Równie ważna była postawa drugiej pary – Huberta Jabłońskiego i Pawła Przedpełskiego. Choć, jak relacjonowano, nieco męczyli się na gorzowskim torze, to w decydujących, nominowanych biegach (czternastym i piętnastym) przywieźli Stali dwa zwycięstwa 5:1, które ostatecznie przechyliły szalę zwycięstwa na ich stronę.

    Powody do niepokoju w Zielonej Górze

    Mimo że Falubaz wyglądał lepiej niż w poniedziałek, w jego szeregach wciąż widać problemy, które muszą zostać rozwiązane przed startem PGE Ekstraligi. Największym znakiem zapytania pozostaje forma Damiana Ratajczaka. Zawodnik w Gorzowie wyglądał niemrawo, a jego jedyne zwycięstwo w dwunastym biegu przyszło przy słabym czasie powyżej 61 sekund. Jak na kluczowego zawodnika formacji U-24, to wciąż za mało.

    Kłopoty ma też cała sekcja młodzieżowa zespołu. Mitchell McDiarmid zdobył zaledwie dwa punkty, a Michał Curzytek w ogóle nie wyjechał na tor w środowym spotkaniu. W perspektywie całego sezonu takie wsparcie może okazać się niewystarczające, co będzie dodatkowym obciążeniem dla liderów. Kontuzja Dominika Kubery, który wycofał się z jazdy po trzecim starcie, to kolejny niepokojący sygnał.

    Kontekst przed startem sezonu

    Oba sparingi były ważnym elementem przygotowań do nadchodzącego sezonu. Falubaz zaplanował łącznie sześć takich sprawdzianów, by dopracować formę i taktykę. Dla Stali te dwa zwycięstwa nad odwiecznym rywalem mają ogromne znaczenie psychologiczne, zwłaszcza że wielu ekspertów typuje gorzowski zespół do walki o utrzymanie w elicie.

    PGE Ekstraliga rozpocznie się już 10 i 12 kwietnia. Prawdziwe, ligowe derby lubuskie zaplanowano na maj. Pierwsze starcie odbędzie się 15 lub 17 maja w Gorzowie, a rewanż – 14 lub 16 sierpnia w Zielonej Górze. Jeśli sparingi są miarodajnym prognostykiem, zapowiadają one emocjonującą i wyrównaną rywalizację.

    Podsumowanie sprawdzianu

    Sparing na „Jancarzu” potwierdził kilka ważnych obserwacji. Stal Gorzów, z niepokonanym Thomsenem i rozkręcającym się Holderem, prezentuje się bardzo solidnie i zespołowo. Drużyna ma mocnych liderów, którzy potrafią przejąć inicjatywę w kluczowych momentach, a zawodnicy tacy jak Jabłoński czy Przedpełski potrafią dopełnić dzieła.

    Falubaz Zielona Góra z kolei pokazał, że ma potencjał, by nawiązać walkę z najlepszymi. Powrót do dobrej dyspozycji Pawlickiego i Madsena oraz solidna postawa Hurysza i Lebiediewa to mocne fundamenty. Aby jednak myśleć o wysokich celach, sztab musi znaleźć sposób na pobudzenie juniorów i ustabilizowanie jazdy Ratajczaka. Dwa sparingowe mecze dały obu stronom bogaty materiał do analizy przed prawdziwą bitwą, która rozpocznie się za kilka tygodni.

  • Krono-Plast Włókniarz Częstochowa Kompletuje Sztab i Planuje Przedsezon. Sebastian Szostak Nową Twarzą

    Krono-Plast Włókniarz Częstochowa Kompletuje Sztab i Planuje Przedsezon. Sebastian Szostak Nową Twarzą

    Kolejny sezon, zupełnie nowa twarz. Krono-Plast Włókniarz Częstochowa sfinalizował budowę składu na nadchodzące zmagania w PGE Ekstralidze 2026, a ostatnim elementem układanki został Sebastian Szostak. To właśnie on, jako zawodnik U24, ma zastąpić Wiktora Lamparta. Ta decyzja zamyka okres intensywnej przebudowy ekipy, która po dramatycznym sezonie 2025 i batalii o utrzymanie postawiła na świeży impuls.

    Odejścia były głośne i dotyczyły filarów drużyny. Jason Doyle, Piotr Pawlicki i Kacper Woryna – każdy z nich przenosi się do innego klubu Ekstraligi. To oznacza, że z poprzedniego trzonu zespołu pozostaje właściwie tylko Mads Hansen. W takiej sytuacji menedżerom klubu pozostało niemal całkowite zbudowanie drużyny od nowa.

    Nowa era, nowi liderzy: Tungate i Lidsey na czele

    Odpowiedzią na utratę doświadczonych gwiazd stały się przemyślane transfery. Kluczowym nabytkiem ma być Rohan Tungate, który do Częstochowy przychodzi jako lider ROW-u Rybnik. Prezes Jakub Michalski podkreśla, że Australijczyk był „przemyślanym i ambitnym wyborem”. W klubie wierzą, że na większym i szybszym częstochowskim torze pokaże jeszcze więcej niż w Rybniku. To na niego ma spaść główny ciężar prowadzenia zespołu w trudnych meczach wyjazdowych.

    Drugim Australijczykiem w składzie będzie Jaimon Lidsey, młody, ale już utytułowany zawodnik, medalista indywidualnych mistrzostw świata juniorów. Jego podpis to prawdziwy sukces transferowy Włókniarza. Do tego duetu doświadczenia i talentu dochodzą znany z polskich torów Jakub Miśkowiak oraz wspomniany Mads Hansen. To właśnie Hansen, jako jedyny przedstawiciel „starej gwardii”, będzie musiał wziąć na siebie część odpowiedzialności za wyniki i stabilność formy.

    Sebastian Szostak: wychowanek Staszewskiego z misją

    Najciekawszym ruchem z perspektywy przyszłości może okazać się jednak pozyskanie Sebastiana Szostaka. Młody zawodnik z Ostrowa Wielkopolskiego przejmuje po Wiktorze Lamparcie pozycję zawodnika U24. Lampart kończył sezon 2025 ze średnią 1,047, co jasno wskazywało na potrzebę wzmocnienia tej formacji.

    Szostak nie jest postacią anonimową w środowisku. To wychowanek Mariusza Staszewskiego, który teraz, jako trener Włókniarza, ponownie będzie go prowadził. Staszewski nie kryje nadziei związanych z podopiecznym. „Sebastian jest moim wychowankiem… jeżeli bardziej uwierzy w siebie, jestem pewien, że zobaczymy u niego duży progres… liczę na to, że podobną dyspozycję przeniesie na warunki ekstraligowe. Oby tylko omijały go kontuzje” – mówił trener.

    Te słowa są kluczowe. Szostak zakończył 2025 rok w dobrej formie, błyszcząc w barwach Ostrovii w Metalkas 2. Ekstralidze. Teraz czeka go sprawdzian w najwyższej klasie rozgrywkowej. Jego rozwój może zrównoważyć utratę punktów zdobywanych wcześniej przez bardziej doświadczonych graczy, a współpraca ze znającym go od podstaw trenerem daje nadzieję na szybką adaptację. Sukces tego transferu będzie jednym z filarów, na których Włókniarz chce budować swoją nową tożsamość.

    Przedsezon pod znakiem integracji i testów

    Klub nie zwleka z przygotowaniami do sezonu 2026. Plany przedsezonowe są już jasno nakreślone i skupiają się na budowaniu zgrania oraz weryfikacji formy. Jednym z pierwszych sprawdzianów będzie turniej Speedway Silesia Cup 2026, czyli Memoriał im. Bronisława Idzikowskiego i Marka Czernego, zaplanowany na 22 marca.

    Co ważne, w wydarzeniu tym wystąpią nowi zawodnicy. Na starcie w Częstochowie pojawią się Rohan Tungate, Jakub Miśkowiak, Mads Hansen i Sebastian Szostak. To nie będzie zwykły trening, lecz pierwsza oficjalna okazja, by zespół w nowym kształcie poczuł ducha rywalizacji i sprawdził się na tle rywali. Początkowo planowano też start Piotra Pawlickiego, jednak ostatecznie wycofał się on z powodu zaplanowanego sparingu z Orlen Oil Motorem Lublin.

    Mecze kontrolne i turnieje mają ogromne znaczenie. Po tak dużej rotacji w składzie kluczowe jest, by zawodnicy jak najszybciej znaleźli wspólny język na torze. Zgranie się w warunkach treningowych i mniej oficjalnych pojedynkach pozwoli wypracować zaufanie niezbędne w ekstraligowych bataliach. Dla Szostaka to także szansa na oswojenie się z presją w nowych barwach.

    Wyzwania i oczekiwania przed sezonem 2026

    Strategia Włókniarza jest czytelna: po trudnym finansowo i sportowo okresie klub stawia na mieszankę sprawdzonego doświadczenia (Tungate, Miśkowiak) z wysokiej klasy młodym talentem (Lidsey, Szostak). To ryzykowna, ale ambitna droga.

    Głównym wyzwaniem będzie zapełnienie luki po Doyle’u i Pawlickim. Tungate musi być gotowy na rolę lidera z prawdziwego zdarzenia, a Lidsey – na szybkie wejście w buty kluczowego punktora. Druga kwestia to głębia składu. Sukces w dzisiejszej PGE Ekstralidze zależy od postawy każdego zawodnika w biegu. Tu rola Hansena i Szostaka będzie nie do przecenienia. Muszą oni regularnie punktować, zwłaszcza w meczach u siebie.

    Kolejnym znakiem zapytania jest historia urazów części zawodników. Wypowiedź Staszewskiego o Szostaku („Oby tylko omijały go kontuzje”) nie jest przypadkowa. W zespole o mniejszej liczbie wartościowych rezerwowych każda dłuższa absencja może być bolesna. Od tego, czy uda się zminimalizować ryzyko kontuzji, zależy stabilność wyników w całym, długim sezonie.

    Podsumowanie

    Krono-Plast Włókniarz Częstochowa wkracza w nowy rozdział. Po emocjach związanych z walką o utrzymanie i głośnych odejściach przyszedł czas na odbudowę. Kadra na sezon 2026 jest już kompletna i widać w niej wyraźną myśl: połączyć doświadczenie z potencjałem młodości.

    Kluczem do sukcesu, mierzonego na początek pewnym miejscem w fazie play-off, będzie szybka integracja. Zaplanowane sparingi i turnieje przedsezonowe to pierwszy krok w tym kierunku. Oczy kibiców będą zwrócone szczególnie na nowy duet australijskich liderów oraz na Sebastiana Szostaka, który ma szansę stać się symbolem nowej formacji częstochowskich „Lwów”.

    Początek kwietnia i pierwsze mecze PGE Ekstraligi zweryfikują te założenia. Na razie pod Jasną Górą panuje atmosfera ostrożnego optymizmu i wiary, że po burzy przyszedł czas na stabilizację.

  • Fatalny debiut Drabika! Nowe gwiazdy GKM-u nie błyszczą

    Fatalny debiut Drabika! Nowe gwiazdy GKM-u nie błyszczą

    Nieoficjalny, ale wymowny. Pierwszy sparing nowego sezonu dla Bayersystem GKM-u Grudziądz nie mógł przebiec gorzej, zwłaszcza w kontekście najgłośniejszego transferu zimy. Maksym Drabik, na którego klub wydał fortunę, w debiucie w nowych barwach zaliczył wyjątkowo słaby występ. Pres Grupa Deweloperska Toruń pewnie pokonała drużynę Roberta Kościechy na Motoarenie 54:36, ale wynik był drugoplanowy. Wszystkie oczy były bowiem zwrócone na nową gwiazdę Grudziądza, a ta wyraźnie zawiodła.

    Sparing obserwowało około 1500 osób, a przebieg spotkania mógł zmrozić serca kibiców GKM-u. Klub z Kujaw dopiero po trzecim meczu kontrolnym odniósł pierwsze zwycięstwo, choć wcześniej stoczył dwa wyrównane pojedynki ze Stelmet Falubazem Zielona Góra. Tym razem jednak różnica klas była widoczna. Trener Piotr Baron mógł być zadowolony z formy swoich liderów, podczas gdy goście szukali odpowiedzi na coraz więcej pytań.

    Trudny pierwszy test dla Grudziądza

    „Pierwszy test z silnym rywalem” – tak przed meczem zapowiadali sami grudziądzanie w mediach społecznościowych. I rzeczywiście, mistrzowie Polski okazali się sprawdzianem ponad siły, przynajmniej na tę chwilę. W zespole GKM-u tylko jeden zawodnik wyszedł z tego starcia z podniesioną głową – Wadim Tarasienko. Rosjanin z polskim obywatelstwem pojechał trzy razy, zdobywając 8 punktów, i odpuścił jeden wyścig, by dać szansę młodszemu koledze.

    Poza nim trudno było znaleźć jasne punkty. Michael Jepsen Jensen, jeden z filarów drużyny, pojechał tylko w trzech biegach. Max Fricke obudził się dopiero pod sam koniec zawodów, w ostatnim wyścigu. Największe rozczarowanie zafundował jednak ten, na którego przyjście czekano z największą niecierpliwością.

    Koszmar Drabika: trzy zera i wielkie pytania

    Maksym Drabik był bez wątpienia bombą transferową nie tylko GKM-u, ale całej PGE Ekstraligi. Po fenomenalnym sezonie 2025 w Innpro ROW-ie Rybnik, gdzie osiągnął średnią 2,136 punktu na bieg i był piątym najlepszym Polakiem w lidze, samo podpisanie kontraktu kosztowało Grudziądz ponad milion złotych. To była spektakularna przemiana zawodnika, który jeszcze na początku poprzednich rozgrywek wypadł ze składu Rybnika.

    Jednak jego historyczne wyniki na torze w Toruniu już wcześniej wzbudzały lekki niepokój. Jako senior nigdy nie zdobył tam dwucyfrowego dorobku, a w 2025 roku w swoim jedynym występie na Motoarenie zaliczył słaby rezultat. Mimo to analitycy uspokajali, że obecna forma Drabika może zniwelować te stare demony.

    Niestety, sparing w Toruniu pokazał, że demony wciąż są żywe. Debiut Drabika w nowym zespole można określić jednym słowem: fatalny. Polak zaliczył aż trzy biegi bez punktów, a do tego jedną dwójkę i jedną wygraną. Jego końcowy dorobek to marne 5 punktów. Szczególnie zastanawia jedyne zwycięstwo – odniósł je, pokonując juniora Mikołaja Duchińskiego i zawodnika U24 Noricka Bloedorna. Z czołowymi żużlowcami Torunia, takimi jak Robert Lambert czy Emil Sajfutdinow, nie miał żadnych szans.

    Po takim występie zawodnik zapewne będzie zastanawiać się nad sprzętem i ustawieniami. To nie był widok, którego oczekiwano po najdroższym nabytku zimy. „Krótko mówiąc – słabo” – tak podsumowałby to każdy obserwator.

    Pedersen też bez blasku, liderzy Torunia w formie

    Problemy GKM-u nie ograniczały się tylko do Drabika. Drugi z nowych nabytków, Duńczyk Bastian Pedersen, również nie zachwycił na powitanie. Jego start był bardzo słaby – zaczął od dwóch zer, by później nieco poprawić skuteczność i zakończyć sparing z dorobkiem 6+1 punktów. Dopiero pod koniec złapał rytm.

    Zupełnie inaczej prezentowała się druga strona. Pres Grupa Deweloperska Toruń nie musiała się specjalnie przemęczać. Niepokonany był Robert Lambert (9 punktów), a Emil Sajfutdinow zgubił tylko jeden punkt. Nieco słabiej, ale wciąż stabilnie, jechał Mikkel Michelsen. Najwięcej jazdy mieli za to Patryk Dudek (10+3), Norick Bloedorn (8+2) oraz młodzież: Mikołaj Duchiński (8) i Bartosz Derek (4+1). W toruńskim składzie zabrakło Antoniego Kawczyńskiego, który wcześniej w sparingu z Zieloną Górą złamał obojczyk.

    Co dalej z GKM-em?

    Wynik sparingu 54:36 jest do przełknięcia. Presja i oczekiwania związane z debiutem Drabika – już nie. To był pierwszy, ale bardzo głośny sygnał, że integracja nowej gwiazdy z zespołem i specyficznym toruńskim obiektem może potrwać. Klub Roberta Kościechy zbudował tegoroczny zespół wokół trójki: Jepsen Jensen, Fricke i właśnie Drabik. Jeśli jeden z tych filarów będzie niestabilny, cała konstrukcja może się zachwiać.

    Wadim Tarasienko pokazał, że jest w dobrej formie. Kevin Małkiewicz jako junior również zaprezentował się całkiem nieźle. Problem leży w górze składu. Max Fricke potrzebował czasu, by się rozkręcić, a Michael Jepsen Jensen nie miał wielu okazji do jazdy. Największa niewiadoma, czyli Maksym Drabik, na razie tylko potwierdziła najczarniejsze scenariusze związane z jego adaptacją w nowym miejscu.

    Podsumowanie

    Sparing to tylko sparing, ale w żużlu nastroje i pewność siebie buduje się od pierwszych metrów. Fatalny debiut Maksyma Drabika w barwach Bayersystem GKM-u Grudziądz rzuca cień na początek nowej ery w tym klubie. Inwestycja, która miała wynieść zespół na wyższy poziom, w pierwszym teście zawiodła. Nie oznacza to oczywiście, że sezon dla Drabika i Grudziądza jest stracony – to dopiero początek długiej drogi.

    Jednak presja, którą sami na siebie nałożyli, dokonując tak spektakularnego transferu, jest już ogromna. Kibice i działacze będą teraz czekać na szybką reakcję. Kolejne sparingi i początek sezonu w PGE Ekstralidze pokażą, czy słaby start w Toruniu był tylko chwilową zadyszką, czy może symptomem głębszego problemu z adaptacją gwiazdy w nowym środowisku. Dla GKM-u odpowiedź na to pytanie będzie kluczowa.

  • Żużel. „Nie wygląda to pocieszająco”. Kibice Włókniarza załamani postawą tego zawodnika

    Żużel. „Nie wygląda to pocieszająco”. Kibice Włókniarza załamani postawą tego zawodnika

    Początek sezonu 2026 dla Krono-Plast Włókniarza Częstochowa już teraz zwiastuje spore problemy. Zespół, którego skład oceniany był jako jeden z najsłabszych w PGE Ekstralidze, boryka się z lawiną trudności – od kontuzji kluczowych zawodników, przez dramatyczne braki kadrowe, aż po słabą formę tych, którzy mieli być filarami drużyny. Szczególnie bolesne jest to, że młodzi żużlowcy, w których kibice pokładali nadzieję, nie spełniają oczekiwań. Najwięcej frustracji wśród fanów budzi postawa Franciszka Karczewskiego.

    Sparingowe rozczarowanie Karczewskiego

    Dotychczasowe starty przygotowawcze zawodnika nie pozostawiają złudzeń. W trzynastu rozegranych wyścigach zdobył zaledwie dwa punkty, a wśród pokonanych rywali figuruje tylko Radosław Kowalski podczas sparingu w Krośnie. Kibiców najbardziej poirytował jego występ podczas Memoriału Bronisława Idzikowskiego i Marka Czernego na własnym torze, gdzie Karczewski zanotował aż trzy defekty.

    Jego problemy są złożone. Zawodnikowi brakuje zarówno prędkości na dystansie, jak i dobrego momentu startowego, co zresztą obserwatorzy wskazują jako bolączkę całego zespołu w tej fazie przygotowań. Fani zauważają również niepokojącą tendencję do przedwczesnego „przymykania gazu” w wielu biegach. Trener Mariusz Staszewski stara się tonować nastroje, ale jego słowa nie brzmią optymistycznie. – Nie wygląda to pocieszająco, ale to dopiero początek sezonu. Na początku zeszłego roku też nie było najlepiej, mamy czas i będziemy z nimi dużo pracować – komentował dla mediów.

    Nadchodzące sparingi – najpierw ze Spartą Wrocław, a potem z Cellfast Wilkami Krosno – będą ostatnim sprawdzianem przed inauguracją Ekstraligi. Na dziś jednak wszystko wskazuje na to, że Karczewski przegra rywalizację o miejsce w składzie na mecz w Lesznie na rzecz młodszego Alana Ciurzyńskiego. To właśnie na nim kibice zaczynają skupiać swoje, już mocno ograniczone, nadzieje.

    Kontuzja Szostaka ciossem w serce zespołu

    Problemy Włókniarza są jednak znacznie głębsze niż tylko słaba forma jednego juniora. Drużynę dotknęła poważna kontuzja, która komplikuje plany na start sezonu. Podczas tego samego Memoriału Idzikowskiego i Czernego, w czwartym biegu, Sebastian Szostak doznał poważnego urazu.

    Po kolizji z Robertem Chmielem, który wjechał w tylne koło częstochowianina, Szostak upadł i został przewieziony do szpitala. Diagnoza jest poważna: złamanie w obrębie kręgosłupa piersiowego oraz szyi. Na szczęście, jak poinformował klub, uraz nie wymaga leczenia operacyjnego. Czeka go jednak kilka tygodni przerwy w startach oraz intensywna rehabilitacja. Oficjalny komunikat brzmiał: „Sebastiana Szostaka czeka kilka tygodni przerwy w startach oraz konieczna rehabilitacja. Sebastian, wracaj do zdrowia!”.

    Dla zespołu strata Szostaka jest dotkliwa z kilku powodów. Po pierwsze, był to podstawowy zawodnik z kategorii U24, Polak, co w kontekście limitów składu ma ogromne znaczenie. Po drugie, to właśnie on był ostatnim elementem układanki w planach na sezon 2026, zawodnikiem z doświadczeniem w walce o medale mistrzostw świata. Jego kontuzja tuż przed startem rozgrywek stawia pod znakiem zapytania i tak już kruche szanse zespołu na dobre wyniki.

    Plątanina kadrowa i atmosfera niepewności

    Sytuacja w częstochowskim klubie przypomina domek z kart. Kontuzja Szostaka wywołała efekt domina, odsłaniając słabości i zaniedbania w budowie składu. Zespół ma związane ręce limitami obcokrajowców. Trio w postaci Rye’a Tugate’a, Madsa Hansena i Jaimona Lidseya blokuje możliwość sprowadzenia innego zagranicznego żużlowca na zastępstwo.

    Pozostaje więc szukanie rozwiązania wśród Polaków do lat 24, a tu pojawiają się kolejne złe wieści. Kontuzjowany jest już nie tylko Szostak. Szymon Ludwiczak (18 lat) odczuwa ból ręki po ostatnich startach i, jak potwierdził trener Staszewski, zabraknie go przez kilka tygodni. Wcześniej wykluczony został także Alan Ciurzyński. Do dyspozycji pozostają więc inni juniorzy: wspomniany Karczewski, Kacper Halkiewicz i Bartosz Śmigielski, ale ich forma i doświadczenie budzą uzasadnione obawy.

    Kibice śledzący tę sytuację są załamani. Perspektywa walki o utrzymanie w Ekstralidze, która i tak wydawała się bardzo trudna, teraz stała się niemal misją niemożliwą. Klub, który jeszcze niedawno świętował sukcesy, dziś zmaga się z problemami finansowymi i organizacyjnymi.

    Widmo play-downów i rozpad kadry na 2026 rok

    To, co dzieje się teraz, ma bezpośredni wpływ na przyszłość. Budowa składu na sezon 2026 przedstawia się dramatycznie. Klub zmaga się z długami – głośno jest choćby o 650 tysiącach złotych zaległości wobec Pawła Przedpełskiego z 2023 roku. Generuje to konflikty i odstrasza potencjalnych zawodników.

      Nawet umowa z Jaimonem Lidseyem, która miała być światełkiem w tunelu, w obliczu zaległości finansowych nie jest pewna. Sytuację pogarsza ryzyko spadku. Jeśli Włókniarz będzie zmuszony do gry w barażach (play-down), jak to miało miejsce po porażce ze Stalą Gorzów pod koniec zeszłego sezonu, negocjacje z wartościowymi zawodnikami staną się jeszcze trudniejsze. Wizja żużla na niższym szczeblu w Częstochowie, choć niegdyś nie do pomyślenia, dziś wydaje się realnym scenariuszem.

      Co dalej z Krono-Plast Włókniarzem?

      Przed drużyną Mariusza Staszewskiego ostatnie dni na dopracowanie formy i taktyki przed wyjazdem do Leszna. Będzie to sprawdzian w ekstremalnie trudnych warunkach – przeciwko jednej z czołowych drużyn ligi, w roli wyraźnego outsidera.

      Kluczowe będzie to, czy uda się znaleźć choćby namiastkę zastępstwa za Szostaka wśród młodzieży oraz czy któryś z młodszych zawodników, jak Ciurzyński czy Halkiewicz, zaskoczy pozytywnie. Trener Staszewski ma przed sobą tytaniczną pracę motywacyjną i taktyczną. Musi zbudować zespół z zawodników, którzy niekoniecznie wierzą w sukces, oraz przekonać kibiców, że mimo wszystko warto wspierać drużynę.

      Słowa „Nie wygląda to pocieszająco”, wypowiedziane przez szkoleniowca w kontekście formy Karczewskiego, można niestety odnieść do całej sytuacji klubu. Kontuzje, problemy kadrowe, niepewność finansowa i słabe wyniki sparingowe tworzą mieszankę wybuchową. Kibice, przyzwyczajeni do walki o najwyższe cele, muszą się teraz zmierzyć z zupełnie inną rzeczywistością – walką o przetrwanie.

      Nadzieja? Zawodnicy mają jeszcze czas na poprawę dyspozycji. Sezon jest długi, a w żużlu często zdarzają się niespodzianki. Być może presja i rola zdecydowanego underdoga zadziałają na zespół mobilizująco. Na razie jednak wszystko, co dzieje się w obozie częstochowskiego klubu, wskazuje na to, że nadchodzące miesiące będą jednym z najtrudniejszych okresów w jego historii.

    • Sensacja w Zielonej Górze. Stal Gorzów naprawdę to zrobiła

      Sensacja w Zielonej Górze. Stal Gorzów naprawdę to zrobiła

      Wszystkie prognozy przed sezonem były jasne. Wzmocniony Stelmet Falubaz Zielona Góra to czarny koń nadchodzącej PGE Ekstraligi, drużyna, która ma straszyć gigantów z Torunia, Wrocławia czy Lublina. Gezet Stal Gorzów, po słabszym poprzednim sezonie, miała zaś walczyć o utrzymanie, a optymistyczny scenariusz zakładał uniknięcie stresu związanego z barażami. Te teorie rozwiał jeden, pozornie nieważny mecz kontrolny. W niedzielę 23 marca 2026 roku na stadionie w Zielonej Górze Stal nie tylko wygrała, ale zrobiła to w stylu, który każe na nowo spojrzeć na układ sił w lidze. Zwycięstwo gości to nie tylko wygrana, to wyraźny sygnał.

      Falubaz przystępował do tego sparingu z zupełnie innym bagażem doświadczeń. Dla zielonogórzan była to już trzecia kontrolna potyczka, po wcześniejszym dwukrotnym pokonaniu aktualnych mistrzów Polski – Apatora Toruń. Gorzowianie natomiast dopiero rozkręcali sezon, stawiając pierwsze kroki na żużlowym torze. Mimo to właśnie oni dyktowali warunki od pierwszej minuty.

      Bezkompromisowy początek i rosnąca dominacja

      Spotkanie zaczęło się idealnie dla gości. W pierwszym biegu Jack Holder, kapitan i filar Stali, nie pozostawił złudzeń, wygrywając i od razu wyprowadzając zespół na prowadzenie. To był zaledwie wstęp do tego, co miało nadejść. Gorzowianie punktowali równomiernie, a ich przewaga rosła z biegu na bieg. Kluczowa okazała się druga połowa zawodów, w której Stal po prostu odjechała rywalom.

      Widoczne były problemy z koncentracją i sprzętem po stronie gospodarzy. Falubaz, zamiast prezentować siłę potencjalnego czarnego konia, walczył z własnymi słabościami. Defekty dotknęły m.in. Michała Curzytka czy Mitchella McDiarmida, co tylko pogłębiało frustrację i dezorientację w ich szeregach. Na tym tle Stal prezentowała się niezwykle stabilnie i konsekwentnie.

      Gorzowskie atuty: od liderów po młodzież

      Analizując skład Gorzowa, eksperci często wskazywali na duet Jack Holder – Anders Thomsen jako pewny punkt. I rzeczywiście, obaj liderzy stanowili solidną podstawę. Prawdziwą siłą tego zespołu okazała się jednak głębia składu i formacja młodzieżowa.

      Niezwykle pozytywne wrażenie zrobili Mathias Pollestad oraz Adam Bednar. Norweg punktował w każdym swoim starcie, dowożąc do mety cenne punkty. Bednar zaś zaliczył popis w 13. biegu, którego ranga była ogromna. Gdy gospodarze wysłali do boju swoją superparę – Leona Madsena i Andrzeja Lebiediewa – trenerzy Stali zaskoczyli wszystkich, wycofując Andersa Thomsena. Na tor wyjechał właśnie Bednar i wygrał, rozdzielając duet Grand Prix Zielonej Góry. To był moment symboliczny, pokazujący wiarę sztabu w młodych zawodników i ich wielki potencjał.

      Równie ważny był wkład pozostałych. Oskar Paluch i Hubert Jabłoński świetnie dopełniali siódemkę, a Paweł Przedpełski zapewniał stabilność w środku stawki. To drużyna, która nie opiera się wyłącznie na dwóch czy trzech zawodnikach, ale ma do dyspozycji szeroką, punktującą kadrę. Taka wyrównana forma jest w lidze na wagę złota.

      Zielonogórskie rozczarowanie i znaki zapytania

      Po drugiej stronie, mimo wysokich notowań przed sezonem, pojawiło się więcej pytań niż odpowiedzi. Najlepiej w zielonogórskich barwach zaprezentował się… były zawodnik Stali, Andrzej Lebiediew, który rok temu startował dla Gorzowa. Dobrze spisał się też Leon Madsen, co jest dobrą wiadomością, biorąc pod uwagę jego słabe wejście w poprzedni sezon.

      Niepokój muszą jednak budzić występy pozostałych. Dominik Kubera, pozyskany z Motoru Lublin, zdobył punkty, ale nie był to dominujący występ. Najbardziej niepokojąco wyglądała forma młodzieżowców. Damian Ratajczak zakończył zawody z niewielkim dorobkiem, a Oskar Hurysz wrócił do parku maszyn z zerem na koncie. W sparingu takie słabości można jeszcze tłumaczyć testowaniem ustawień, ale w lidze podobne luki będą natychmiast i bezlitośnie karane.

      Problemem były też wspomniane kłopoty techniczne. W sportach motorowych awarie są wpisane w ryzyko, jednak ich nagromadzenie w jednym meczu psuje rytm drużyny i podcina skrzydła zawodnikom, którzy tracą pewność siebie. Falubaz ma jeszcze czas, by uporządkować te kwestie, ale niedzielny wieczór na pewno nie był tym, czego oczekiwano po czarnym koniu ligi.

      Co ten wynik mówi o Stali Gorzów?

      Przede wszystkim potwierdza, że gorzowianie mają w zanadrzu ogromny, niewykorzystany dotąd potencjał. Mają sprawdzonych, światowej klasy liderów w osobach Holdera i Thomsena. Mają głodnych sukcesu, utalentowanych młodych żużlowców, którzy są gotowi wskoczyć na wyższy poziom. I mają zgrany zespół, który – jak pokazał sparing – potrafi się zmobilizować i zaskoczyć.

      To mecz, który powinien dać Stali ogromną dawkę pewności siebie. Pokazali, że mogą nawiązać równorzędną walkę z zespołem uznawanym za faworyta. Nie była to wygrana szczęśliwa czy wynikająca wyłącznie z chwilowej słabości rywala. To była zwycięska jazda od początku do końca, oparta na dobrych startach, lepszym przygotowaniu motocykli i woli walki każdego zawodnika.

      Dla ligowych rywali to wyraźny sygnał ostrzegawczy. Gezet Stal Gorzów nie zamierza w tym sezonie walczyć jedynie o przetrwanie. Ten zespół ma ambicje, by mierzyć znacznie wyżej, i dysponuje ku temu odpowiednim materiałem ludzkim.

      Perspektywy przed startem sezonu

      Oczywiście należy zachować zdrowy rozsądek. To był tylko sparing, pierwszy w wykonaniu Stali. Wyniki meczów kontrolnych zawsze trzeba traktować z pewnym dystansem. Nie zmienia to jednak faktu, że pewne elementy widać gołym okiem. Stabilność, głębia składu i dobra forma młodzieży to atuty, które w Gorzowie wyglądają imponująco.

      Dla Falubazu to z kolei dzwonek alarmowy. Mają czas do oficjalnego startu rozgrywek, by wyeliminować słabe ogniwa, uporządkować sprawy techniczne i znaleźć optymalny rytm. Potencjał w tym zespole na pewno drzemie, o czym świadczą wcześniejsze zwycięstwa z Toruniem. Kluczowe będzie wyciągnięcie z tej lekcji właściwych wniosków.

      Podsumowanie

      Niedzielny wieczór w Zielonej Górze przyniósł jedną z większych sparingowych sensacji tego okresu przygotowawczego. Gezet Stal Gorzów, skazywana na trudny sezon, pojechała do rywala z wyższej półki i odniosła wyraźne zwycięstwo. Pokazali żużel w najlepszym wydaniu: nieprzewidywalny, emocjonujący i weryfikujący przedsezonowe założenia. Papierowe układy i eksperckie prognozy legły w gruzach na zielonogórskim torze.

      Ten wynik idzie w świat i każe na nowo ocenić siłę gorzowskiej drużyny. Mają liderów, mają młodzież, mają głębię składu. Jeśli uda im się utrzymać tę formę i determinację, mogą być największym pozytywnym zaskoczeniem nadchodzącego sezonu PGE Ekstraligi. A dla Falubazu to jasna informacja, że droga do elity będzie wymagała jeszcze dużo pracy. Sezon żużlowy 2026 zapowiada się niezwykle ciekawie.

    • Daniel Bewley poruszył trudny temat. „Ludzie są bardzo krytyczni”

      Daniel Bewley poruszył trudny temat. „Ludzie są bardzo krytyczni”

      W żużlowym świecie mówi się wiele, ale często po cichu, za zamkniętymi drzwiami. Daniel Bewley, jeden z liderów światowego speedwaya, postanowił zabrać głos publicznie. Brytyjczyk, którego ostatnie lata w PGE Ekstralidze i serii SGP/IMŚ były pełne zarówno sukcesów, jak i trudnych momentów, otwarcie wskazał na fundamentalne problemy hamujące rozwój żużla w jego ojczyźnie. Szczególnie mocno wybrzmiała jego opinia na temat presji środowiska: „Ludzie są bardzo krytyczni”.

      Krytyczna presja i realia finansowe

      Bewley w rozmowie z brytyjskim magazynem „Speedway Star” nie owijał w bawełnę. Jego diagnoza jest jasna – brytyjski żużel ma poważne problemy strukturalne, a jednym z ich symptomów jest często niesprawiedliwa krytyka ze strony kibiców i ekspertów.

      – Ludzie są bardzo krytyczni. Czasem niesprawiedliwie. A prawda jest taka, że wielu zawodników nie startuje w Anglii, bo to się po prostu nie opłaca – tłumaczył zawodnik.

      To stwierdzenie dotyka sedna współczesnego żużla, w którym ekonomia coraz częściej decyduje o sportowych wyborach. Presja, aby brytyjskie gwiazdy występowały w rodzimej lidze, często ignoruje realia finansowe. Kontrakty w polskiej PGE Ekstralidze czy nawet w innych europejskich ligach bywają znacznie bardziej atrakcyjne, co dla zawodnika jest podstawową kalkulacją. Bewley, który sam jest czołowym reprezentantem Wielkiej Brytanii w światowych rozgrywkach, takich jak Speedway Grand Prix i Drużynowy Puchar Świata, zna tę sytuację od podszewki.

      Brak zaplecza szkoleniowego jako główna blokada

      Poza komentarzem na temat krytyki Bewley wskazał konkretne, systemowe przeszkody. Według niego rozwój dyscypliny w Wielkiej Brytanii jest hamowany głównie przez brak odpowiedniego zaplecza szkoleniowego dla młodych adeptów.

      – Potrzebujemy więcej zawodów młodzieżowych i treningów. Ludzie pytają, jak zacząć, a odpowiedź nie jest prosta – mówił.

      Ta trafna obserwacja ukazuje lukę, która od lat istnieje w brytyjskim speedwayu. System szkolenia młodzieży jest często fragmentaryczny i niesystematyczny, co w konsekwencji prowadzi do kurczenia się puli nowych talentów gotowych do rywalizacji na poziomie międzynarodowym. W Polsce, Danii czy Szwecji struktury lig młodzieżowych i programów szkoleniowych są znacznie bardziej rozwinięte, co przekłada się na ciągłość pokoleniową utalentowanych zawodników.

      – Budujemy sport, ale dopóki nie zaczniemy organizować zawodów młodzieżowych i treningów, nie będzie nowych zawodników. Jeśli chcemy rozwijać tę dyscyplinę, musimy ułatwić ludziom wejście do żużla – zauważył Bewley.

      Kontekst osobistych doświadczeń Bewleya

      Wypowiedź Brytyjczyka nie pada z ust osoby nieznającej realiów. Bewley w ostatnich sezonach sam doświadczył różnych form presji i trudności. Jego styl jazdy i podejście do treningów również bywały przedmiotem dyskusji i krytyki w mediach oraz wśród fanów.

      Jednocześnie, gdy sytuacja sprzętowa się poprawiała, jego forma wyraźnie rosła, co pokazało, że potencjał zawodnika jest ogromny, o ile zapewni mu się odpowiednie warunki. Te osobiste doświadczenia z pewnością kształtują jego perspektywę i sprawiają, że słowa o potrzebie stworzenia stabilnych, przyjaznych warunków dla rozwoju żużlowców brzmią szczególnie autentycznie.

      Ekonomia vs. emocje kibiców

      Wypowiedź Bewleya świetnie ilustruje uniwersalny konflikt w światowym żużlu: ekonomia kontra emocje i oczekiwania kibiców. Fanom w Wielkiej Brytanii zależy na tym, aby ich narodowe gwiazdy regularnie pojawiały się na torach w kraju. To buduje lokalną historię, identyfikację i atmosferę.

      Z drugiej strony zawodnik musi podejmować decyzje, które zapewnią mu stabilność finansową i optymalne warunki do rozwoju sportowego. Polska Ekstraliga oferuje nie tylko wyższe zarobki, ale też regularność startów, dostęp do najlepszej infrastruktury, trenerów i konkurencji na najwyższym poziomie. To trudny wybór, który często nie jest doceniany przez krytyków oczekujących patriotycznej lojalności bez względu na koszty.

      – Chciałbym zobaczyć więcej Brytyjczyków w lidze. Nie chcę wywierać presji na kluby, ale trzeba o tym mówić – podkreślił Bewley, balansując między własnym pragnieniem rozwoju brytyjskiego żużla a realistycznym spojrzeniem na sytuację.

      Porównanie z systemami w Europie

      Problem wskazany przez Bewleya staje się jeszcze bardziej widoczny, gdy porównamy brytyjski system z tymi funkcjonującymi w innych krajach europejskich. Polska ma rozbudowaną piramidę ligową: PGE Ekstraliga, Metalkas 2. Ekstraliga, Krajowa Liga Żużlowa, a także liczne rozgrywki młodzieżowe. Szwecja, Dania i Niemcy również mają stabilne, wielopoziomowe struktury.

      W Wielkiej Brytanii liga często boryka się z problemami organizacyjnymi, finansowymi i brakiem regularności. To sprawia, że dla młodego zawodnika ścieżka rozwoju jest pełna niepewności. Brakuje klarownych etapów: od szkolenia młodzieżowego, przez ligę rozwojową, aż po najwyższy poziom. Bewley, jako zawodnik, który tę ścieżkę przebył, widzi te braki wyraźniej niż wielu innych.

      Czy krytyka jest motywująca, czy destrukcyjna?

      Kluczowym elementem wypowiedzi Bewleya jest też refleksja nad naturą krytyki w środowisku żużlowym. Zdanie „Ludzie są bardzo krytyczni” można interpretować dwojako. Z jednej strony zdrowa, konstruktywna krytyka jest częścią sportu i może motywować do poprawy. Z drugiej strony nadmierna, często nieuzasadniona presja i negatywne komentarze mogą obniżać morale zawodnika, szczególnie gdy zmaga się on z problemami technicznymi lub spadkiem formy.

      Wielu żużlowców, nie tylko z Wielkiej Brytanii, doświadcza tego w dobie mediów społecznościowych i natychmiastowego wystawiania publicznych ocen. Bewley, który sam był bohaterem wielu takich dyskusji, zwraca uwagę na potrzebę większego zrozumienia i wsparcia, szczególnie dla młodych osób rozpoczynających karierę.

      Perspektywy na przyszłość

      Mimo mocnych słów na temat systemu Bewley zachowuje pozytywne nastawienie do przyszłości. Dla niego kluczowy pozostaje rozwój osobisty i przyjemność z jazdy. Jego wypowiedź nie jest wołaniem o pomoc, lecz rzeczową analizą i apelem do środowiska – zarówno do działaczy, klubów, jak i kibiców – aby wspólnie pracować nad poprawą sytuacji.

      Szczególnie ważny jest jego nacisk na „ułatwienie ludziom wejścia do żużla”. Oznacza to nie tylko więcej treningów i zawodów młodzieżowych, ale może dotyczyć też prostszych procedur, dostępności sprzętu dla początkujących czy programów wsparcia finansowego dla młodych talentów. Bez tego fundamentu jakiekolwiek dyskusje o krytyce czy braku brytyjskich zawodników w lidze są jedynie rozmową o symptomach, a nie o przyczynach.

      Wnioski

      Daniel Bewley, mówiąc wprost o krytyce i systemowych problemach brytyjskiego żużla, wykonał ważny krok. Jego wypowiedź przenosi dyskusję z poziomu emocjonalnych komentarzy na poziom analizy realnych przeszkód stojących przed rozwojem dyscypliny w jego kraju. Problem nie jest wyłącznie brytyjski – w różnych formach dotyka też innych narodowych federacji, które muszą konkurować z dominacją i atrakcyjnością polskiego systemu ligowego.

      Kluczowe przesłanie jest jednak optymistyczne: aby sport się rozwijał, potrzebuje świadomego, długoterminowego budowania struktur od podstaw. Krytyka, nawet jeśli powszechna, powinna być kierowana w stronę zmian systemowych, a nie tylko indywidualnych zawodników. Bewley, jako jeden z czołowych reprezentantów swojego kraju na światowych torach, wykorzystał swoją pozycję, aby zwrócić uwagę na coś ważniejszego niż bieżące wyniki – na przyszłość całego sportu.

    • Falubaz może wszystkich zaskoczyć! Klub z Zielonej Góry gotowy do odbicia się po sezonie 2025

      Falubaz może wszystkich zaskoczyć! Klub z Zielonej Góry gotowy do odbicia się po sezonie 2025

      Przed rokiem Stelmet Falubaz Zielona Góra zakończył rozgrywki na piątym miejscu, daleko od upragnionej fazy play-off. Teraz, po kilku miesiącach intensywnych przygotowań, wszystko wskazuje na to, że zespół z toru przy Wrocławskiej 69 może być jednym z największych czarnych koni nadchodzącego sezonu. Zamknięty skład, nowy trener, świeże kevlary na jubileusz i ambicje sięgające podium – oto przepis na wielki powrót zielonogórskiej drużyny.

      Skład zamknięty, budżet wydany. Cel to medal PGE Ekstraligi

      Prezes Adam Goliński nie oszczędzał, by wzmocnić drużynę po rozczarowującym początku minionego sezonu. Ofensywa transferowa była szeroka i skuteczna. Podstawę zespołu na najbliższe dwa lata będą stanowić dwie nowe, mocne postaci: Dominik Kubera, który przeniósł się z Orlen Oil Motoru Lublin, oraz uczestnik cyklu Speedway Grand Prix, Łotysz Andrzej Lebiediew. Do zespołu dołączył także Duńczyk Leon Madsen, który ma stać się filarem formacji.

      Klub postawił na ciągłość, budując skład wokół kluczowych zawodników. Jednym z najgłośniejszych ruchów było wzmocnienie pozycji U24. W tej roli postawiono na 17-letniego Australijczyka, Mitchella McDiarmida, który w poprzednim sezonie zdobył ponad 100 punktów w lidze młodzieżowej. Ta mieszanka doświadczenia, sprawdzonych ligowców i głodu zwycięstw u młodzieży ma jeden, jasno wytyczony cel: walkę o podium PGE Ekstraligi.

      Grzegorz Walasek przejmuje stery. Pierwsze testy już za nami

      Nowy sezon to nowy trener. Po zakończeniu bogatej kariery żużlowej za sterami Falubazu zasiadł Grzegorz Walasek. Jego zadaniem jest nie tylko taktyczne poprowadzenie zespołu, ale również zintegrowanie nowych zawodników i wydobycie maksimum potencjału z całego składu. Planuje on pierwsze oficjalne spotkanie z zawodnikami jeszcze przed zimą, by od razu ustalić wspólną wizję przygotowań.

      Przygotowania ruszyły już pełną parą. Zawodnicy przeszli kompleksowe badania wydolnościowe na Uniwersytecie Zielonogórskim, które pozwolą sztabowi medycznemu i trenerskiemu dopasować indywidualne plany treningowe. Oficjalny powrót na tor planowany jest na marzec.

      Prawdziwy sprawdzian czeka zielonogórzan jednak nieco później. Falubaz zmierzy się w sparingach z jednym z faworytów ligi, KS Apatorem Toruń. Pierwszy mecz odbędzie się w Zielonej Górze 23 marca, a rewanż już dwa dni później na toruńskiej Motoarenie. To właśnie podczas tych spotkań kibice po raz pierwszy zobaczą drużynę w nowych strojach.

      Kevlary #KSF26 – styl i funkcjonalność na jubileuszowy sezon

      Klub postanowił uczcić nadchodzący sezon specjalną odsłoną kevlarów. Powstały dwa nowe projekty oznaczone hasłem #KSF26, które zadebiutują podczas marcowych sparingów z Toruniem. Jak na jubileusz przystało, stroje mają być wyjątkowe nie tylko wizualnie.

      Entuzjazmu nie kryją zawodnicy. – To jedne z najfajniejszych kevlarów, jakie w żużlu widziałem – przyznał jeden z nich. – Wyglądają świetnie, a do tego są bardzo wygodne i funkcjonalne. Czuć, że to specjalny sezon dla naszego klubu! – dodał. Taka opinia to najlepsza rekomendacja dla pracy projektantów i technologów.

      Tor przy Wrocławskiej 69 – twierdza, która ma przynosić punkty

      Jednym z kluczy do sukcesu w nadchodzącym sezonie ma być forma drużyny w meczach domowych. Po słabym starcie rok temu, teraz celem jest dominacja przed własną publicznością. O potencjale Falubazu na własnym torze pozytywnie wyrażał się były żużlowiec, Piotr Markuszewski. Jego zdaniem zespół po dokonanych wzmocnieniach może wygrać wszystkie spotkania u siebie.

      – Z Falubazem będzie bardzo ciężko, bo dokonali dobrych wzmocnień. Przyszli Kubera i Lebiediew, są bardzo dobrzy juniorzy, zakontraktowano Madsena. To mocny zespół – oceniał Markuszewski. Jeśli ta prognoza się sprawdzi, komplet punktów w domowych pojedynkach będzie solidnym fundamentem pod walkę o play-off.

      Kibice wypatrują szczególnie powrotu do najwyższej formy Leona Madsena. Choć poprzedni sezon był jego najsłabszym od 2016 roku, i tak został liderem drużyny i siódmym zawodnikiem całej ligi pod względem średniej biegowej. Problemem na początku sezonu miały być testowane silniki. Gdy Duńczyk zmienił koncepcję, jego wyniki znacząco się poprawiły. Jeśli od pierwszej kolejki uda mu się jeździć na swoim wysokim poziomie, może nie tylko prowadzić Falubaz do zwycięstw, ale też włączyć się do walki o czołowe miejsca w statystykach indywidualnych ligi.

      Inauguracja TAURON SEC 2026 w Zielonej Górze

      Sezon 2026 będzie dla zielonogórskich kibiców wyjątkowy nie tylko z powodu ambicji ligowych klubu. To właśnie na torze przy Wrocławskiej 69 odbędzie się inauguracja prestiżowego cyklu TAURON Speedway Euro Championship. 18 lipca w Zielonej Górze wystartują czołowi żużlowcy Starego Kontynentu.

      Udział w tych rozgrywkach potwierdził zawodnik Falubazu, Leon Madsen. To nie tylko wielka promocja klubu, ale też niepowtarzalna okazja dla lokalnych kibiców, by dopingować swojego faworyta w rywalizacji o tytuł najlepszego żużlowca Europy. Obecność w gronie europejskiej elity z pewnością dodaje prestiżu i wiary w siłę zespołu.

      Podsumowanie: Zielona Góra budzi się z letargu

      Po sezonie, który uznano za rozczarowanie, Stelmet Falubaz wykonał wyraźny krok naprzód. Działania transferowe były przemyślane i zdecydowane, łącząc pozyskanie gwiazdorskich nazwisk z inwestycją w młode talenty. Za sterami drużyny stanął nowy, ambitny trener z bogatym doświadczeniem. Kibice mogą liczyć na atrakcyjne stroje i, co najważniejsze, na drużynę nastawioną wyłącznie na sukces.

      Sparingi z Toruniem, inauguracja sezonu ligowego (pierwsze mecze Falubazu będą wyjazdowe), a w lipcu wielkie święto żużla z TAURON SEC – kalendarz pęka w szwach. Wszystko wskazuje na to, że żużlowy świat może być w 2026 roku pozytywnie zaskoczony odrodzeniem drużyny z Zielonej Góry. Klub zrobił wszystko, by z piątego miejsca wskoczyć do ścisłej czołówki. Teraz czas na realizację tych planów na torze.

    • Żużel. Tylko jeden klub PGE Ekstraligi nie zadzwonił do Pawlickiego

      Żużel. Tylko jeden klub PGE Ekstraligi nie zadzwonił do Pawlickiego

      Transfery w żużlu potrafią zaskakiwać, a czasem przybierają nieoczekiwany obrót. Okazuje się, że po udanym sezonie 2025 Piotr Pawlicki był jednym z najbardziej pożądanych zawodników na rynku. Choć ostatecznie wrócił do macierzystego klubu, jego droga do Fogo Unii Leszno była daleka od oczywistości. Zawodnik zdradził, że w okresie negocjacji odezwała się do niego niemal cała Ekstraliga.

      Sezon, który przywrócił wiarę

      Rok 2025 był dla Piotra Pawlickiego czasem udanych powrotów. Do Krono-Plast Włókniarza Częstochowa trafił z misją pomocy drużynie w utrzymaniu się w PGE Ekstralidze. Zadanie wykonał znakomicie, będąc jednym z filarów zespołu prowadzonego przez trenera Mariusza Staszewskiego.

      Dzięki jego stabilnej formie częstochowska drużyna nie tylko uniknęła nerwowej walki w barażach, ale mogła też patrzeć w przyszłość z większym spokojem. Sam Pawlicki prezentował dyspozycję zbliżoną do tej z najlepszych lat swojej kariery. Jego udane występy naturalnie zwróciły uwagę menedżerów innych klubów.

      Pokazał, że jest gotów ponownie pełnić funkcję lidera w ekstraligowym składzie.

      Telefony się urywały

      Okres transferowy po zakończeniu sezonu bywa gorący, ale dla Pawlickiego był wyjątkowo intensywny. Jak sam przyznał w rozmowie dla Magazynu PGE Ekstraligi, zainteresowanie jego osobą było ogromne. To, co może zaskakiwać, to skala tego zjawiska.

      – W czasie, gdy rozmawia się już z zawodnikami, nie zadzwonił do mnie chyba tylko klub z Torunia – ujawnił żużlowiec. To oznacza, że z pozostałymi klubami najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce prowadził rozmowy lub przynajmniej otrzymał od nich sygnały. Taka sytuacja jasno pokazuje jego wysoką pozycję na rynku i uznanie, jakim cieszy się wśród działaczy.

      Te negocjacje, choć liczne, nie zmieniły jednak jego priorytetów. Od samego początku miał jeden główny cel: powrót do Leszna.

      Ryzykowne oczekiwanie na awans

      Decyzja Pawlickiego nie była prosta ani wolna od ryzyka. Mimo wielu konkretnych ofert z ustabilizowanych klubów Ekstraligi, postanowił czekać. Czekał na rozstrzygnięcie jednej kwestii: czy Fogo Unia Leszno awansuje z powrotem do PGE Ekstraligi.

      To była gra o wysoką stawkę. Gdyby Leszno nie zdołało wywalczyć awansu, Pawlicki mógł zostać z niczym, podczas gdy inne atrakcyjne opcje byłyby już dawno zajęte. Jego determinacja, by wrócić właśnie tam, skąd pochodzi, okazała się silniejsza.

      – Nasza rozmowa była dość krótka, bo mam duże zaufanie do ludzi działających w Unii. Pracowaliśmy ze sobą przez wiele sezonów. To było mi najbliższe. Poza tym jestem przecież stąd. Tu się urodziłem i wychowałem – tłumaczył swoją decyzję zawodnik.

      Ta emocjonalna więź z klubem i miastem przeważyła nad czysto sportową kalkulacją. Wierzył w siłę swojego macierzystego zespołu i ta wiara się opłaciła.

      Gorzowskie spekulacje bez potwierdzenia

      W trakcie tego transferowego maratonu głośno było o rzekomym przejściu Pawlickiego do Gezet Stali Gorzów. Plotki były na tyle silne, że niektórzy komentatorzy twierdzili, iż zawodnik był już „jedną nogą” w zespole znad Warty.

      Sam zainteresowany stanowczo dementuje te informacje. Przyznaje, że rozmowy się toczyły, ale nie miały charakteru zaawansowanych negocjacji. – No ale kto tak twierdził? To nic nadzwyczajnego, że się spotkamy, wymienimy kilkoma zdaniami czy usiądziemy i zjemy obiad. To jeszcze nie znaczy, że jestem gdzieś jedną nogą – komentował z uśmiechem.

      Podkreślił, że od początku wiedział, gdzie chce trafić. – Oczywiście, rozmowy były, ale ja od samego początku czułem, że chciałbym wrócić do Leszna. Tak naprawdę największym problemem do rozwiązania był tylko awans do PGE Ekstraligi – zaznaczył.

      Kategorycznie zaprzeczył też, jakoby w Gorzowie miał mieć przygotowany gotowy kontrakt. – Kompletnie nie. Takiej sytuacji nie było. Żaden kontrakt nie był gotowy. Wiadomo, że podczas rozmów padły oferty, ale z takimi twierdzeniami się nie zgodzę – podsumował, zamykając temat.

      Powrót do korzeni

      Ostatecznie wszystko potoczyło się po myśli Pawlickiego. Fogo Unia Leszno wywalczyła awans, a on mógł bez żadnych przeszkód podpisać kontrakt z klubem, w którym się wychował. Dla 30-letniego żużlowca to nie tylko zawodowy wybór, ale także osobiste spełnienie.

      Powrót do Leszna po latach to silny sygnał dla kibiców. Pokazuje, że zawodnik wciąż czuje więź z miastem i jest gotów podjąć wyzwanie odbudowy siły drużyny w ekstraligowych warunkach. Jego doświadczenie i obecna forma będą kluczowe dla Unii w nadchodzącym sezonie 2026.

      Dla samego Pawlickiego to też szansa na napisanie nowego rozdziału w klubie o tak bogatej tradycji. Wraca jako dojrzały lider, który przeszedł przez różne etapy kariery i wie, czego oczekiwać od najwyższego poziomu rozgrywkowego.

      Perspektywy na przyszłość

      Cała ta historia świetnie ilustruje, jak działa rynek transferowy w żużlu. Nawet w dobie precyzyjnych planów i strategii, sentymenty oraz osobiste preferencje zawodników mogą odgrywać kolosalną rolę. Pawlicki wybrał serce zamiast chłodnej kalkulacji, ryzykując stabilną pozycję w Ekstralidze.

      Fakt, że tylko jeden klub nie podjął z nim kontaktu, mówi sam za siebie. Zawodnik należy do czołówki polskiego żużla i pozostaje kluczowym graczem na rynku. Jego decyzja o powrocie do Leszna dodaje pikanterii nadchodzącemu sezonowi. Kibice Fogo Unii zyskali nie tylko świetnego żużlowca, ale też symbol – człowieka, który postawił wszystko na jedną kartę i wygrał.

      Teraz pozostaje tylko czekać na start rozgrywek. Piotr Pawlicki ma szansę udowodnić, że jego wybór był nie tylko emocjonalny, ale też w pełni trafiony pod względem sportowym. A rywalizacja z drużynami, które tak niedawno zabiegały o jego angaż, na pewno będzie miała dodatkowy, osobisty smaczek.

    • Falubaz wygrywa w Toruniu. Fatalny bilans Patryka Dudka

      Falubaz wygrywa w Toruniu. Fatalny bilans Patryka Dudka

      Przedsezonowe testy przyniosły podwójny triumf Stelmetu Falubazu Zielona Góra. W sparingowych rewanżach z mistrzem Polski, KS Toruń (występującym pod nazwą sponsorską PRES Grupa Deweloperska), zielonogórzanie okazali się minimalnie lepsi – najpierw u siebie, a dzień później na wyjeździe. Oba mecze zakończyły się identycznym wynikiem 46:44, co potwierdza niezwykle wyrównany poziom obu ekstraligowych potentatów. W tle tych zaciętych pojedynków wyraźnie rysuje się jednak niepokojąca postawa jednego z liderów – Patryka Dudka.

      Kontrola z happy endem dla Falubazu

      Przygotowania do PGE Ekstraligi 2026 nabierają tempa, a ostatnie dwa dni pokazały, że kibice mogą spodziewać się emocjonującej walki. Piątkowe spotkanie na stadionie w Zielonej Górze było pełne zwrotów akcji. Gospodarze po początkowych trudnościach, gdy po siedmiu biegach przegrywali aż 17:25, zdołali odrobić straty i ostatecznie wygrać 46:44. Mecz nie obył się bez groźnie wyglądającej kraksy w 10. biegu, w której udział wzięli Antoni Kawczyński z Torunia i Mitchell McDiarmid z Falubazu.

      Sobota przyniosła rewanż na toruńskiej MotoArenie, gdzie przy udziale 4 tysięcy widzów ponownie rozegrano niezwykle wyrównany pojedynek. Tym razem to torunianie przez większość spotkania radzili sobie dobrze, a po 10 wyścigach prowadzili 32:28. Kluczowa okazała się jednak końcówka, w której Falubaz był po prostu skuteczniejszy, powtarzając korzystny dla siebie rezultat 46:44.

      Liderzy w formie – Kubera i Lambert nie zawiedli

      W barwach Falubazu na pierwszy plan wysunęli się kluczowi zawodnicy. W Toruniu znakomicie zaprezentował się Dominik Kubera, który zdobył 8 punktów i tylko raz dał się wyprzedzić. Jego jazda, pełna pewności i szybkości, napawa optymizmem zielonogórskich kibiców przed nadchodzącym sezonem. Równie ważną rolę odegrał Robert Lambert, którego 11 punktów i zwycięstwa w kluczowych biegach były fundamentem sukcesu.

      Nie zabrakło też solidnych występów pozostałych gwiazd. Andrzej Lebiediew (7+1) i Leon Madsen (8) regularnie dorzucali swoje cegiełki, a Przemysław Pawlicki (6+2) punktował w każdym swoim starcie. To właśnie ta zespołowa praca i umiejętność punktowania w decydujących momentach zadecydowały o ostatecznym zwycięstwie Falubazu.

      Niepokojący cień nad Patrykiem Dudkiem

      Jeśli w obozie Falubazu panuje zadowolenie, to w Toruniu najpewniej trwają analizy, a jednym z głównych tematów jest forma Patryka Dudka. Lider torunian i reprezentant Polski w nadchodzącym cyklu Grand Prix 2026 wypadł w tych sparingach wyjątkowo blado. W ciągu dwóch dni zanotował tylko jedno zwycięstwo biegowe, które przyszło dopiero w 15. wyścigu rewanżu.

      Szczególnie niepokojąco wygląda jego bilans w konfrontacjach z największymi rywalami. Na własnym torze w Toruniu Dudek pokonał jedynie Przemysława Pawlickiego. Ani razu nie udało mu się przywieźć za plecami takich zawodników jak Leon Madsen, Andrzej Lebiediew czy Dominik Kubera – żużlowców, z którymi już niebawem będzie się ścierał na arenach Grand Prix. Jego punkty pochodziły głównie z wyścigów z juniorami lub rezerwowymi przeciwnika.

      Taka postawa musi martwić, zwłaszcza że Patryk Dudek ma w tym sezonie dźwigać na swoich barkach ogromną odpowiedzialność zarówno w barwach Torunia, jak i w reprezentacji. Sparing to oczywiście tylko test, ale powtarzalność słabszych występów i problemy z pokonywaniem najgroźniejszej konkurencji są sygnałem, którego nie można zlekceważyć.

      Inni zawodnicy z Torunia – jasne i ciemne strony

      Torunianie nie mogą narzekać na postawę wszystkich swoich liderów. Robert Lambert jechał znakomicie, zdobywając łącznie 20 punktów w dwóch meczach i wielokrotnie ratując sytuację drużyny. Solidnie spisali się też Emil Sajfutdinow i Mikkel Michelsen, którzy w kluczowych momentach potrafili wygrywać swoje biegi.

      Problemem okazała się niestety druga linia oraz słabszy dzień Damiana Ratajczaka, który po pierwszym sparingu sam przyznał, że jest niezadowolony ze swojej postawy. W rewanżu zdobył co prawda 6+1 punktu, ale jego wpływ na wynik był ograniczony. Nieobecność kontuzjowanego Antoniego Kawczyńskiego również osłabiła możliwości rotacji zespołu gospodarzy, co w tak wyrównanym meczu mogło mieć znaczenie.

      Co dalej przed startem sezonu?

      Oba sparingi spełniły swoją podstawową rolę – pozwoliły zawodnikom na „rozjeżdżenie się” przed sezonem, a sztabom trenerskim dostarczyły mnóstwo materiału do analizy. Falubaz może kontynuować przygotowania z podniesioną głową, potwierdzając, że jego wzmocnienia kadrowe (przede wszystkim Dominik Kubera) sprawdzają się w praktyce, a zespół ma charakter i potrafi wygrywać trudne, stykowe mecze.

      Dla Torunia to sygnał, że obrona tytułu mistrzowskiego będzie w tym sezonie niezwykle trudnym zadaniem. Konieczne jest pilne znalezienie przyczyn słabszej formy Patryka Dudka i wypracowanie lepszej dyspozycji startowej. Sezon rozpoczyna się już niebawem – Falubaz zagra 10 kwietnia we Wrocławiu, a torunianie dwa dni później zmierzą się w Lublinie.

      Podsumowanie

      Podwójne zwycięstwo Falubazu w sparingach z mistrzem Polski to niewątpliwie pozytywny impuls dla zespołu z Zielonej Góry. Drużyna pokazała charakter, głębię składu i skuteczność w końcówkach spotkań. Dla Torunia to cenna, choć gorzka lekcja, która uwidoczniła pewne problemy, głównie w postawie ich największej gwiazdy. Forma Patryka Dudka na kilka tygodni przed startem sezonu i cyklu Grand Prix jest dziś największym znakiem zapytania w ekstraligowej układance. Czas do kwietnia będzie kluczowy, by ten znak zapytania zamienić w pewność i powrót do najlepszej wersji utytułowanego żużlowca.

    • Stelmet Falubaz Zielona Góra ponownie pokonał PRES Grupę Deweloperską Toruń (46:44) w przedsezonowym sparingu. Liderem gości był Dominik Kubera, który przegrał tylko z jednym rywalem, zaś po stronie gospodarzy błyszczał Robert lambert.

      Stelmet Falubaz Zielona Góra ponownie pokonał PRES Grupę Deweloperską Toruń (46:44) w przedsezonowym sparingu. Liderem gości był Dominik Kubera, który przegrał tylko z jednym rywalem, zaś po stronie gospodarzy błyszczał Robert lambert.

      W piątek, 20 marca, odbył się jeden z pierwszych przedsezonowych sparingów zaplanowanych w Zielonej Górze. Miejscowy Stelmet Falubaz gościł mistrza Polski – PRES Grupę Deweloperską Toruń.

      Gospodarze okazali się minimalnie lepsi (46:44), mimo że Mikkel Michelsen i Emil Sajfutdinow byli niepokonani, kończąc zawody po pięciu biegach. To właśnie ich absencja w końcówce przyczyniła się do ostatecznej porażki gości.

      W sobotę obie drużyny zmierzyły się ponownie, tym razem na Motoarenie. W składzie gospodarzy zabrakło Antoniego Kawczyńskiego, który po upadku w 10. biegu trafił do szpitala z podejrzeniem urazu barku.

      W spotkaniu w Zielonej Górze kluczową rolę odegrali liderzy gospodarzy: Leon Madsen i Przemysław Pawlicki, którzy zdobyli odpowiednio 11 i 10 punktów. Po stronie gości najskuteczniejsi byli Mikkel Michelsen (9 punktów) oraz Robert Lambert (9+1). Mikołaj Duchiński pokonał Damiana Ratajczaka w jednym z początkowych biegów, a Bartosz Derek niespodziewanie wygrał pojedynek z Andrzejem Lebedevsem.

      • Stelmet Falubaz Zielona Góra pokonał PRES Grupę Deweloperską Toruń 46:44 w przedsezonowym sparingu rozegranym 20 marca 2026 roku na torze w Zielonej Górze. To drugie zwycięstwo Falubazu nad mistrzem Polski z 2025 roku w meczach kontrolnych.

      Kluczowe statystyki i wyniki biegów

      • Stelmet Falubaz Zielona Góra (46 pkt):
        • Leon Madsen: 11 pkt
        • Przemysław Pawlicki: 10 pkt
        • Dominik Kubera: 9 pkt
        • Andrzej Lebedevs: 7 pkt
      • PRES Grupa Deweloperska Toruń (44 pkt): Mikkel Michelsen (9 pkt), Robert Lambert (9+1 pkt), Emil Sajfutdinow (8 pkt), Patryk Dudek i inni.
      • Bieg po biegu (wybrane wyniki):

      Sparing był drugim meczem kontrolnym Falubazu przed sezonem 2026, w którym obie drużyny wystąpiły w najsilniejszych składach.

      Kontekst i plany Falubazu na sezon 2026

      • Falubaz buduje skład z Dominikiem Kuberą jako liderem. Obok niego wystąpią Leon Madsen, Andrzej Lebedevs, Przemysław Pawlicki oraz Mitchell McDiarmid (lub Michał Curzytek na pozycji U24), a formację juniorską stworzą Damian Ratajczak i Oskar Hurysz.
      • Klub celuje w fazę play-off i medale; ekspert Jan Krzystyniak przewiduje walkę o brąz.
      • Prezes klubu wskazuje, że pozycja U24 nie zostanie wzmocniona nowym zawodnikiem.
      • Grzegorz Walasek jako trener zapowiada „nowy etap z przytupem”.