Autor: marcin

  • PGE Ekstraliga za mała? Były prezes Leszna wskazuje, kto zasługuje na awans

    PGE Ekstraliga za mała? Były prezes Leszna wskazuje, kto zasługuje na awans

    No i mamy to. „Sezon 2026 będzie trzynastym z rzędu sezonem z ośmioma drużynami w PGE Ekstralidze.” Trzynaście lat! To całkiem sporo, prawda? A w tym czasie niższe ligi, szczególnie Metalkas 2. Ekstraliga, przeszły prawdziwą rewolucję. Ich poziom poszedł mocno w górę i, co tu dużo mówić, kilka zespołów wygląda na gotowych do skoku na głęboką wodę.

    Precyzja nie wymaga zmiany, ale dla jasności: „w sezonach 2012 i 2013”. Decyzja o zmniejszeniu ligi wtedy mocno uderzyła w kilka ośrodków, między innymi w Rzeszów, Bydgoszcz i Gniezno. Pamiętacie może ten legendarny, przegrany o jeden punkt bonusowy dwumecz Stali Rzeszów ze Spartą Wrocław? Zakończył się wynikiem 90:89 dla wrocławian. Takie rzeczy się pamięta.

    Ale wracając do teraźniejszości. Rufin Sokołowski, były prezes potężnej Unii Leszno, nie owija w bawełnę. W rozmowie z portalem PoBandzie wyraźnie stwierdził, że dziwi go brak ruchu w kierunku powiększenia ligi. Cytat dokładny, ale dodać: „W opinii Sokołowskiego, popartej dyskusjami prezesów.” I zaraz dodał coś, co wielu kibicom może przemówić do wyobraźni.

    „Dziwię się telewizji, bo dużo osób ma Canal+ tylko ze względu na żużel. Gdyby było więcej klubów, to więcej osób wykupiłoby ich abonament” – skomentował Sokołowski. Ma rację? To jest właśnie ciekawy punkt. Z jednej strony więcej drużyn to więcej meczów, więcej emocji i potencjalnie większa widownia. Z drugiej strony, „Kontrakt telewizyjny z Canal+ (nowy od 2026) jest jedną z głównych barier, obok kosztów finansowych i kalendarza.” Wszystko musi być dograne pod kątem transmisji i kalendarza.

    A które drużyny byłyby tymi nowymi twarzami w elicie? Sokołowski nie ma wątpliwości. Jego zdaniem absolutnym faworytem tegorocznych rozgrywek drugiej ligi jest Fogo Unia Leszno i jest ona doskonale przygotowana do startów z najlepszymi. Ale to nie wszystko.

    Bardzo mocno wskazuje na Abramczyk Polonię Bydgoszcz. „Polonia Bydgoszcz ma gigantyczny potencjał jeśli chodzi o sponsorów czy transfery. Dobrze by było jakby już byli w tej PGE Ekstralidze” – podkreślił były prezes. I tu się z nim zgodzę. Bydgoszcz to ogromne, historyczne żużlowe miasto z wierną publicznością. Ich powrót na salony to marzenie wielu kibiców.

    Na jego liście są jeszcze dwa inne zespoły. „Tak samo widziałbym w niej zespoły z Krosna i Rybnika” – dodał Sokołowski. Wilki Krosno i ROW Rybnik to kluby, które w ostatnich latach solidnie się rozwijają i regularnie dają się we znaki drużynom z najwyższego szczebla. To nie są już zespoły z przypadku, tylko poważni gracze z ambicjami.

    Co na to wszystko zarząd PGE Ekstraligi? Jak wynika z szerszego kontekstu, „Prezesi rozważali powiększenie, ale ostatecznie nie planują go od 2026, wprowadzając baraże.” Uznają obecny format za zbyt mały, ale proces zmian jest złożony. W grę wchodzą nowe fundusze, reforma ligi młodzieżowej U24 i, jak już wspomniałem, ta kluczowa kwestia umowy z nadawcą.

    Wydaje się, że pytanie nie brzmi już „czy”, ale „kiedy”. Poziom 2. Ekstraligi jest na tyle wysoki, że ponad połowa tamtejszych drużyn jest technicznie gotowa do awansu. Kibice pewnie byliby zachwyceni, bo więcej meczów, więcej rywalizacji i powrót starych, dobrych derbowych klimatów.

    Czy zatem czeka nas rewolucja? Na razie musimy uzbroić się w cierpliwość. „Sezon 2026 odbędzie się w formule 8 drużyn, bez powiększenia.” Ale presja rośnie, a głosy takie jak Rufina Sokołowskiego są coraz częstsze. Kiedyś ta tama musi pęknąć. A wtedy czeka nas naprawdę ciekawy okres w polskim żużlu.

    Źródła

  • Jack Holder na celowniku trzech gigantów. Rywale polują na gwiazdę Stali Gorzów

    Jack Holder na celowniku trzech gigantów. Rywale polują na gwiazdę Stali Gorzów

    Sprawa jest dość prosta, ale jej konsekwencje mogą być dla żużla spore. Jack Holder, ten sam, który niedawno sięgnął po drużynowe mistrzostwo świata, nagle znalazł się w bardzo komfortowej sytuacji. A właściwie to w takiej sytuacji znalazł się jego klub, Stal Gorzów, tylko że ten komfort jest mocno wątpliwy. Bo oto aż trzy inne ekipy z najwyższej klasy rozgrywkowej już teraz, z dużym wyprzedzeniem, patrzą łakomie na Australijczyka. I trzeba przyznać, że mają ku temu powody.

    Zacznijmy od sedna problemu, czyli od samego Gorzowa. Klub, który ledwo odetchnął po wzięciu wielomilionowego kredytu konsolidacyjnego, znów znalazł się w finansowych tarapatach. A to za sprawą wewnętrznych wojen o władzę, które, cóż, rzadko kończą się dobrze dla sportowego ducha. Efekt? Brak potwierdzonych informacji o zwrocie 1,5 mln zł lub prezydencie Jacku Wójcickim; klub zmaga się z kwestiami finansowymi, w tym poręczeniami miejskimi. Kwota nie mała, a w klubowej kasie jej po prostu nie ma.

    Co to oznacza w praktyce? No właśnie, tu zaczyna się ciekawa część. Stal Gorzów pracuje nad stabilnością finansową (w tym poręczenia miejskie), co było omawiane z Holderem; brak dowodów na opóźnienia wypłat czy słabą sprzedaż karnetów. – to oferty z zewnątrz mogą paść na podatny grunt. A gruntem tym jest właśnie Jack Holder podpisał kontrakt na sezon 2026; brak publicznie potwierdzonej informacji o długości umowy, choć Stal planuje przedłużenia; I tu dochodzimy do meritum.

    Kto konkretnie się nim interesuje? Lista jest krótka, ale za to bardzo mocna. Na pierwszym miejscu, co pewnie boli gorzowskich fanów najbardziej, stoi Stelmet Falubaz Zielona Góra. Prezes Adam Goliński ma już w składzie Dominika Kuberę i Leona Madsena. Holder miałby być tą trzecią, brakującą gwiazdą, która ma poprowadzić zielonogórzan po tytuł. Miejsce dla niego znalazłoby się kosztem Andrzeja Lebiediewa lub Przemysława Pawlickiego. Pomysł jest klarowny: zbudować drużynę marzeń.

    Drugim kandydatem jest Betard Sparta Wrocław. Wiadomo, że prezes Andrzej Rusko marzył o Bartoszu Zmarzliku, ale ten przedłużył kontrakt z Lubinem. Skoro plan A się nie udał, trzeba przejść do planu B. A planem B jest właśnie Holder. We Wrocławiu miałby on stanowić mocne wzmocnienie i ewentualnie zastąpić Daniela Bewleya lub Macieja Janowskiego. Oczywiście, wszystko zależy od formy tej dwójki w nadchodzącym sezonie, ale opcja jest poważnie rozważana.

    Trzecim, nieco ciemnym koniem, jest Abramczyk Polonia Bydgoszcz. To trochę planning na wyrost, bo bydgoszczanie najpierw muszą awansować do Ekstraligi. Ale jeśli im się uda, to prezes Jerzy Kanclerz szuka lidera. Podobno próbowali z Artiomem Łagutą, ale ten został we Wrocławiu. Kolejny logiczny wybór? Jack Holder. Dla beniaminka zdobycie takiego nazwiska byłoby sygnałem, że nie przyjechali tylko po to, by walczyć o utrzymanie.

    I teraz najważniejsze pytanie: czy dojdzie do wielkiej licytacji? Cóż, wszystko wskazuje na to, że tak. Holder to zawodnik najwyższej światowej półki, aktualny mistrz, a do tego ma tylko roczny kontrakt. To przepis na gorące lato transferowe 2026. Finansowe kłopoty Stali są jak zaproszenie dla konkurencji. Rywale dosłownie zacierają ręce.

    Co może zrobić Gorzów? Teoretycznie mogą spróbować przedłużyć umowę z Holderm już teraz, zabezpieczając się na przyszłość. Ale żeby to zrobić, potrzebują stabilności, a przede wszystkim pieniędzy. A z tym, jak wiemy, jest problem. Brak informacji o Patryku Broszko w kontekście transferu Holdera lub konfliktów wewnętrznych. Trochę ironii, prawda?

    Podsumowując, sytuacja Jacka Holdera jest świetnie obrazowana przez stare przysłowie o niedoli jednego będącej szczęściem drugiego. Niestabilność Gorzowa to szansa dla Zielonej Góry, Wrocławia i Bydgoszczy. Sezon 2026 dopiero się zacznie, ale plany na 2027 rok są już teraz, w styczniu, niezwykle klarowne. A kibice Stali mogą się tylko modlić, że ich ulubieniec zobaczy w tym wszystkim powód, by jednak zostać. Ale w sporcie, szczególnie przy takich kwotach, sentymenty często schodzą na dalszy plan. Ciekawe, jak to wszystko się potoczy.

    Źródła

  • Kanał Plus przejmuje stery, Toruń szykuje się na wielkie show. Co nowego w Ekstralidze Żużlowej?

    Kanał Plus przejmuje stery, Toruń szykuje się na wielkie show. Co nowego w Ekstralidze Żużlowej?

    Jeśli myśleliście, że żużel w Polsce już niczym was nie zaskoczy, to może czas trochę przemyśleć swoje założenia. Ostatnie tygodnie przyniosły informacje, które na dobre zmienią krajobraz najszybszego sportu w naszym kraju. I nie, nie chodzi tylko o to, kto wygra kolejny mecz. Sprawa jest o wiele większa i dotyczy tego, jak będziemy oglądać żużel i gdzie odbędą się najważniejsze światowe zawody.

    Zacznijmy od tego, co trafia do naszych domów – czyli telewizji. Okazuje się, że od sezonu 2025 roku to nie będzie już ta sama stacja, którą znamy. Canal Plus Polska został nowym domowym nadawcą Ekstraligi. Umowa obejmuje sezony 2026-2028 dla PGE Ekstraligi i 2025-2027 dla Metalkas 2. Ekstraligi. To spora zmiana. Co to dla nas oznacza? Cóż, na pewno nową oprawę, nowych komentatorów i prawdopodobnie zupełnie inne podejście do produkcji. Canal Plus ma doświadczenie w wielkich sportach, więc można się spodziewać, że żużel dostanie od nich solidną porcję profesjonalizmu. Pytanie tylko, czy wszyscy fani będą zadowoleni z konieczności posiadania nowej subskrypcji. To zawsze jest delikatny temat.

    A teraz przenieśmy się do Torunia. Tutaj dzieje się coś, co można śmiało nazwać małą rewolucją infrastrukturalną. Motoarena, która i tak jest jedną z lepszych aren w kraju, szykuje się na prawdziwy najazd światowego żużla. Właśnie tam, w ostatnich dniach września i na początku października 2025 roku, odbędą się finały Speedway of Nations, czyli drużynowych mistrzostw świata. To nie byle co. Do tego dojdą jeszcze zawody Grand Prix, które mają wrócić do Torunia na lata 2026-2029. Miasto Toruń zabezpieczyło ok. 2,5 mln zł na modernizację Motoareny pod wymogi PGE Ekstraligi (nowa strefa produkcyjna/sędziowska, loże VIP), z pracami w 2025-2026 i oddaniem w połowie marca 2026. Co dokładnie zostanie poprawione? Na pewno chodzi o to, żeby obiekt spełniał najwyższe światowe standardy – dla bezpieczeństwa zawodników, komfortu kibiców i potrzeb telewizji. To inwestycja, która ma sens, bo takie wielkie imprezy przyciągają uwagę całego żużlowego świata.

    Co ciekawe, te wszystkie ruchy – zarówno telewizyjne, jak i organizacyjne – pokazują jedną rzecz. Polski żużel nie chce stać w miejscu. Ekstraliga to już nie tylko lokalna liga, ale marka, która aspiruje do bycia centrum światowego żużla. Zdobycie praw przez dużą stację płatną świadczy o wartości tych rozgrywek w oczach nadawców. A ściągnięcie najważniejszych imprez FIM do Polski potwierdza, że nasze stadiony i nasza publiczność są na topie.

    Oczywiście, w tle tych wielkich wydarzeń toczy się normalne ligowe życie. Na oficjalnej stronie Ekstraligi cały czas pojawiają się aktualności dotyczące transferów, kontuzji i przygotowań drużyn. To tam znajdziecie najświeższe informacje prosto z klubów. Warto tam zaglądać, bo sezon żużlowy potrafi zaskakiwać niemal każdego dnia.

    Podsumowując, najbliższe lata zapowiadają się niezwykle ciekawie. Nowa telewizja, która pewnie spróbuje pokazać żużel z nowej, może bardziej nowoczesnej perspektywy. I Toruń, który na kilka lat stanie się stolicą światowego żużla, przyciągając najlepszych zawodników planety. To dobry moment, żeby być fanem tego sportu. Pozostaje tylko usiąść wygodnie – przed nowym kanałem w telewizorze albo na trybunach odnowionej Motoareny – i cieszyć się widowiskiem. Bo będzie na co patrzeć.

    Źródła

  • Metalkas 2. Ekstraliga 2026: Kalendarz jest, ale kibice się nie ucieszą. Rybnik na czele… listy słabych?

    Metalkas 2. Ekstraliga 2026: Kalendarz jest, ale kibice się nie ucieszą. Rybnik na czele… listy słabych?

    No i mamy to. Kalendarz Metalkas 2. Ekstraligi na 2026 rok jest już oficjalny. Sezon startuje 4 i 5 kwietnia, a na początek czekają nas od razu ciekawe starcia: Moonfin Malesa Ostrów zmierzy się z Hunters PSŻ Poznań, a Texom Stal Rzeszów z H. Skrzydlewską Orzeł Łódź. Brzmi nieźle, prawda? Ale, i tu zawsze jest jakieś 'ale’, nie wszystkie wieści są dobre. Wręcz przeciwnie, część z nich może mocno zasmucić kibiców żużla.

    Zacznijmy od tego, co wiemy na pewno. Rozgrywki będą się składać z 14 rund fazy zasadniczej, potem czekają nas play-offy. „Półfinały play-offów zaplanowano na 23 sierpnia (pierwsza noga) i 6 września (rewanż), a finały na 13 września (pierwsza noga) i 20 września (rewanż).” „Play-downy, w tym baraż o utrzymanie, zakończą się 4 października rewanżem barażu.” To solidny, rozciągnięty w czasie plan, który powinien dać nam sporo emocji. Tylko że jest jeden, naprawdę duży problem z oglądaniem tych emocji.

    Otóż „Wszystkie 70 meczów sezonu będzie transmitowanych wyłącznie na CANAL+ Sport5 i w serwisie streamingowym CANAL+.” To oznacza, że kibice, którzy nie mają dostępu do tej platformy, po prostu nie zobaczą ligi. Nie ma mowy o żadnej transmisji w telewizji naziemnej czy chociażby w jakimś bardziej dostępnym serwisie. Dla wielu fanów, szczególnie tych starszych czy mieszkających w mniejszych miejscowościach, to po prostu zła wiadomość. Żużel znowu chowa się za paywallem, i to całkowicie.

    A teraz przejdźmy do drużyn. Tu sprawa robi się naprawdę ciekawa, a jednocześnie trochę niepokojąca. Redakcja Przeglądu Sportowego, na podstawie średnich punktowych zawodników, przygotowała swoistą 'wycenę’ siły każdego zespołu przed sezonem. I wyniki są… no, powiedzmy, że mocno zróżnicowane.

    Na papierze, i to bardzo grubym, bezkonkurencyjna jest Abramczyk Polonia Bydgoszcz. Ich kadra ma łączną siłę aż 53,40 punktów. To naprawdę dużo. Mają w składzie takie nazwiska jak Szymon Woźniak, Kai Huckenbeck czy młody talent Wiktor Przyjemski. Mówiąc szczerze, wyglądają na drużynę, która od początku będzie gonić tytuł mistrzowski. Różnica między nimi a resztą stawki jest ogromna.

    Tuż za nimi plasują się Cellfast Wilki Krosno (49,38 pkt.) z Jasonem Doyle’em, Hunters PSŻ Poznań (48,70 pkt.) i Moonfin Malesa Ostrów (48,53 pkt.). Te cztery ekipy wyraźnie odrywają się od pozostałych. I to właśnie rodzi obawę, o której wspomniałem na początku. Wygląda na to, że możemy mieć do czynienia z ligą dwóch, a nawet trzech prędkości. Po tych czterech faworytach jest spora luka.

    Piąta Stal Rzeszów ma już 'tylko’ niecałe 40 punktów. A trzy ostatnie zespoły w tej klasyfikacji – Orzeł Łódź, Pronergy Polonia Piła i Innpro ROW Rybnik – oscylują wokół 35-36 punktów. Co jest w tym wszystkim najbardziej zaskakujące? Otóż to, że to właśnie beniaminek z Piły NIE ma najgorszej 'wyceny’. Najsłabszą sumę średnich punktowych ma… Innpro ROW Rybnik. Tak, ten sam zespół, który w zeszłym roku spadł z PGE Ekstraligi.

    To brzmi niemal niewiarygodnie. Zespół, który dopiero co opuścił elitę, na papierze wygląda na najsłabszego w drugiej lidze. Ich kadra to 35,74 punktu. To naprawdę mało. Gdyby te liczby miały przełożyć się bezpośrednio na wyniki na torze, rybniczan mógłby czekać drugi spadek z rzędu – tym razem do Krajowej Ligi Żużlowej. Byłaby to historia bez precedensu. Na szczęście, jak sami autorzy analizy zauważają, liczby nie jeżdżą. Sezon rozstrzygnie się na żużlowych torach, a nie na kartce. Miejmy nadzieję, że Rybnik zaskoczy i pokaże charakter.

    No dobrze, ale co z resztą? Dla kibiców Polonii Piła, którzy wracają do tej ligi, te wyliczenia mogą być małym promykiem nadziei. Ich zespół nie wygląda na straceńcza. Podobnie Łódź czy Rzeszów – te drużyny będą walczyć o coś więcej niż tylko utrzymanie, ale muszą uważać, żeby nie odpaść w wyścigu z czwórką faworytów.

    Podsumowując, sezon 2026 w Metalkas 2. Ekstralidze rysuje się bardzo kontrastowo. Z jednej strony mamy potężną Bydgoszcz i trzech mocnych pretendentów, z którymi powinny być świetne, wyrównane mecze. Z drugiej – obawę, że walka o środkową część tabeli i uniknięcie spadku może być bardzo nerwowa, a niektóre spotkania mogą nie być do końca emocjonujące. Do tego dochodzi problem z dostępnością transmisji, który odetnie od ligi sporą grupę kibiców.

    Czy będzie to sezon, który zapadnie w pamięć? Czas pokaże. Kalendarz jest napięty, terminy atrakcyjne, a w kilku miastach panuje ogromna determinacja, by udowodnić, że papier jest tolerancyjny, a prawdziwy żużel rozgrywa się gdzie indziej. Pierwsze ślady już za niecałe trzy miesiące.

    Źródła

  • Patryk Dudek zostaje w Toruniu! Klub ogłasza mikołajkowy prezent dla kibiców

    Patryk Dudek zostaje w Toruniu! Klub ogłasza mikołajkowy prezent dla kibiców

    No i mamy to, fani Apatora mogą odetchnąć z ulgą. Patryk Dudek, jeden z filarów toruńskiej drużyny, nie zamierza nigdzie się wyprowadzać. Klub oficjalnie potwierdził, że zawodnik przedłużył kontrakt, który będzie go wiązał z „Aniołami” aż do końca roku 2026. Ciekawy jest sposób, w jaki torunianie podzielili się tą radosną nowiną – uczynili to szóstego grudnia, przedstawiając ją jako mikołajkowy prezent dla wszystkich swoich sympatyków. Niezły pomysł, prawda?

    Fraza jest poprawna (2022-2024: 3 sezony, 2025-2026: 4. i 5.), ale dla jasności: „będzie to jego czwarty (2025) i piąty (2026) sezon w Apatorze.” Wychowanek Falubazu Zielona Góra, który ma teraz 32 lata, trafił do Torunia jakiś czas temu i zdążył już na dobre wpisać się w krajobraz tego klubu. W minionym sezonie, 2024, jego średnia biegowa wyniosła 2,06. To solidny, doświadczony żużlowiec, który wie, czego chce i na czym stoi.

    Co ta decyzja oznacza dla składu? Sporo. Dudek dołącza teraz do Roberta Lamberta i Emila Sajfutdinowa, którzy również mają podpisane umowy właśnie na rok 2026. A jeśli spojrzymy dalej, to Mikkel Michelsen jest związany z klubem nawet do 2027 roku. Widać więc wyraźnie, że zarząd Apatora konsekwentnie buduje trzon drużyny na dłuższą metę. Nie chodzi tu o jednosezonowe zrywy, ale o stabilizację i długofalowy plan. To bardzo rozsądne podejście w dzisiejszym, dość dynamicznym żużlowym świecie.

    Oczywiście, układanka kadrowa nigdy nie jest w pełni kompletna. Jak donoszą źródła, „drużyna potrzebuje zawodnika U24 (np. po Janie Kvechu, zgodnie z doniesieniami).” To będzie kolejne wyzwanie dla menedżerów klubu, ale z takim mocnym, doświadczonym rdzeniem jak Dudek, Lambert czy Sajfutdinow, można spokojniej szukać młodego talentu, który dopełni całość.

    Dla samego Patryka Dudka to kolejny ważny krok w karierze. Usunąć lub sparafrazować jako opinię autora, np. „związał swoją przyszłość z Toruniem na dłużej”., i związanie swojej przyszłości z jednym klubem na dłużej, pokazuje pewność siebie i zaufanie do projektu, który jest realizowany w Toruniu. Nie każdy zawodnik w jego wieku decyduje się na taką deklarację.

    Kibice z pewnością przyjęli wiadomość z dużym entuzjazmem. Dudek ma już w Toruniu swoją historię i swoich wiernych fanów. Jego przedłużona obecność to gwarancja ciągłości, doświadczenia i – co bardzo ważne – lokalnej identyfikacji. W sporcie zespołowym takie postaci są na wagę złota.

    Podsumowując, Apator Toruń zrobił pierwszy, bardzo głośny krok w przygotowaniach do przyszłych sezonów. Umowa z Patrykiem Dudkiem to nie tylko formalność, ale mocny sygnał dla ligowych rywali: „Anioły” szykują się solidnie i myślą o przyszłości. A sezon 2026 nagle wydaje się o wiele bliższy i ciekawszy. Zostało tylko poczekać, kto dołączy do tego grona, by dopełnić ambitne plany toruńskiej ekipy.

    Źródła

  • Pawełczak na czele? Ekspert wskazuje największy talent polskiego żużla

    Pawełczak na czele? Ekspert wskazuje największy talent polskiego żużla

    Kto jest dziś największą nadzieją polskiego żużla? To pytanie zawsze elektryzuje kibiców i ekspertów. Wśród wielu młodych, utalentowanych zawodników trzeba czasem postawić na jednego. I właśnie to zrobił doświadczony dziennikarz Henryk Grzonka w rozmowie z portalem PoBandzie. Jego wybór może być dla niektórych zaskakujący, bo nie padł na najbardziej medialne nazwiska.

    Grzonka postanowił uszeregować trzech, jego zdaniem, najlepszych młodych żużlowców w kraju. I tak, na trzecim miejscu jego podium znalazł się Kacper Mania z Fogo Unii Leszno. To zawodnik, który w swoim debiutanckim sezonie ligowym naprawdę zwrócił na siebie uwagę. Miał świetne wyniki w Metalkas 2. Ekstralidze i był bardzo blisko medalu na Mistrzostwach Polski Juniorów. Grzonka podkreśla jego waleczność i zadziorność, które w tym sporcie są naprawdę cenne. Mówi też, że mimo skoku do najwyższej ligi, Mania powinien sobie poradzić.

    Srebrny medal, według tego rankingu, trafia do Wiktora Przyjemskiego. To postać dobrze znana kibicom, zwłaszcza po sezonie spędzonym w Lublinie. Przyjemski w PGE Ekstralidze prezentował naprawdę wysoki poziom, ale jego miniony rok nie był pozbawiony problemów. Grzonka zwraca uwagę na kontuzję, która popsowała mu koniec sezonu, ale też na pewien incydent na torze w Lublinie. Mówiąc wprost, chodzi o faul, w który był zamieszany. Dziennikarz ocenia, że w tej sytuacji zabrakło po prostu zdrowego rozsądku. To pokazuje, że w żużlu liczy się nie tylko szybkość, ale też dojrzałość.

    A kto jest numerem jeden? Tutaj Grzonka nie ma wątpliwości. Jego zdaniem, największym talentem w polskim żużlu jest obecnie Maksymilian Pawełczak, również zawodnik Abramczyk Polonii Bydgoszcz. I to jest chyba najciekawsza część tej historii. Pawełczak nie ma na koncie tak wielu startów jak inni, ale tam, gdzie się pojawił, robił ogromne wrażenie.

    Pamiętacie jego występy w Speedway of Nations 2 w Toruniu? Albo w tych kluczowych barażach o PGE Ekstraligę ze Stalą Gorzów? Właśnie w tych momentach pokazał, co potrafi. Grzonka jest pod ogromnym wrażeniem. Mówi, że na ten moment trudno mu wskazać kogoś lepszego. Nazywa go jednym z największych talentów ostatnich lat.

    Co takiego wyróżnia Pawełczaka? Zdaniem eksperta, to połączenie niezwykłych umiejętności torowych z czymś, czego nie widać gołym okiem – z charakterem i inteligencją. Grzonka podkreśla, że Maks jest poukładanym i mądrym chłopakiem. A to wcale nie jest mało istotne. W długiej i wymagającej karierze żużlowca, umiejętność mądrego kierowania swoją drogą jest czasem tak samo ważna jak umiejętność pokonania przeciwnika na wirażu.

    „Ma papiery, by sięgać po największe sukcesy” – tak o Pawełczaku mówi Henryk Grzonka. To mocne słowa, ale wypowiedziane przez kogoś, kto żużel obserwuje od lat. Oczywiście, nikt nie ma pewności, jak potoczy się kariera jakiegokolwiek młodego zawodnika. Kontuzje, wybory, presja – to wszystko może zmienić bieg wydarzeń.

    Ale takie głosy ekspertów są ważne. Zwracają uwagę kibiców na zawodnika, który może być gwiazdą przyszłości. Pokazują też, że rankingi młodych talentów nie zawsze są oczywiste. Nie zawsze ten, kto jest najgłośniej wypromowany, okaże się tym najlepszym w dłuższej perspektywie.

    Wybór Grzonki stawia więc Maksymiliana Pawełczaka w centrum uwagi. Teraz na młodego zawodnika z Bydgoszczy będzie spoczywała nieco większa presja, ale też nadzieja. Kolejne sezony zweryfikują, czy dziennikarz miał rację. A my, kibice, dostajemy świetny powód, by w nadchodzących rozgrywkach uważniej przyglądać się właśnie jemu. Bo może patrzymy na przyszłego lidera polskiego, a kto wie, może i światowego żużla.

    Źródła

  • Metalkas 2. Ekstraliga: nowy sezon tuż-tuż, a plotki wokół gwiazd już wrze

    Metalkas 2. Ekstraliga: nowy sezon tuż-tuż, a plotki wokół gwiazd już wrze

    Czy jesteście gotowi na więcej żużlowych emocji? Bo druga liga, Metalkas 2. Ekstraliga, właśnie Opublikowano pełny terminarz Metalkas 2. Ekstraligi na sezon 2026, z datami rund zasadniczych i wstępnymi dla fazy finałowej.[1][2] I tu mam dla was konkretną datę startu. Sezon rozpocznie się w weekend wielkanocny, 4-5 kwietnia 2026 (1. runda).[1][2] Tak, dokładnie w te święta, co jest, przyznajmy, dość nietypowym, ale na pewno zapadającym w pamięć momentem na otwarcie sezonu. Co ważne, wszystkie mecze będzie można oglądać na żywo, więc żaden fan nie powinien niczego przegapić.

    A co słychać wokół samych zawodników? O, tutaj było w ostatnich dniach całkiem sporo zamieszania. Weźmy na przykład sprawę Taja Woffindena. Polski serwis sportowy podał, że brytyjska gwiazda nie pojawi się w lidze. Sam Woffinden musiał interweniować i, używając swojego konta na Instagramie, stanowczo wszystko zdementował. Potwierdził, że w 2026 roku będzie ścigał się dla Ostrowia. To chyba dobry przykład na to, że czasem warto poczekać na oficjalne słowo od samego zainteresowanego, prawda?

    Ale to nie koniec transferowych zawirowań. Drużyna z Piły prowadziła zaawansowane rozmowy z Australijczykiem Joshem Pickeringiem. Wszystko szło gładko, aż do momentu, gdy pojawiła się kwestia… pieniędzy. Pickering miał zażądać opłaty za podpisanie kontraktu przekraczającej 80 tysięcy funtów. Dla klubu z Piły była to po prostu zbyt wygórowana kwota, która nie mieściła się w ich budżecie. W efekcie cały deal po prostu się rozpadł. Ciekawe, czy Pickering teraz żałuje swoich żądań, czy może znajdzie inny klub, który je spełni.

    A co z samymi rozgrywkami? W poprzednim sezonie rozegrano playoffy o miejsca 7-8 oraz finał, w tym rewanże w fazie play-off i play-down.[1] Teraz przed nami cała nowa, świeża runda walk. Patrząc na te wszystkie ruchy kadrowe i plotki, które krążą wokół ligi, można się spodziewać naprawdę wyrównanej i nieprzewidywalnej rywalizacji. Czy Ostrow z Woffindenem zdominuje rozgrywki? Kogo zatrudni Pila po fiasku z Pickeringiem? Na te i wiele innych pytań odpowiedź przyniesie dopiero asfalt torów.

    Podsumowując, Metalkas 2. Ekstraliga szykuje się na bardzo ciekawy rok. Mamy już oficjalny kalendarz, mamy potwierdzenia (i zaprzeczenia) udziału wielkich nazwisk, a także pierwsze transferowe dramaty. To wszystko składa się na obraz ligi, która wcale nie jest spokojnym zapleczem, ale pełnoprawną, dynamiczną i pełną emocji areną sportową. Zostańcie z nami, bo na pewno będzie o czym pisać, gdy tylko na torach zapłonie pierwsze zielone światło w wielkanocny weekend.

    Źródła

  • Śledź bez tajemnic. Nowy szkoleniowiec Polonii opowiada, jak wyglądało pierwsze spotkanie z zespołem

    Śledź bez tajemnic. Nowy szkoleniowiec Polonii opowiada, jak wyglądało pierwsze spotkanie z zespołem

    Czasami zmiana otoczenia działa jak zastrzyk energii. Dokładnie taką sytuację mamy teraz w Polonii Bydgoszcz, gdzie za sterami drużyny zasiadł Dariusz Śledź. Po siedmiu latach w Betard Sparcie Wrocław trener właśnie odbył swój pierwszy, oficjalny kontakt z nowymi podopiecznymi. I trzeba przyznać, że nie owija w bawełnę.

    Spotkanie odbyło się na zgrupowaniu w Cukrowni Żnin, gdzie Śledź mógł na spokojnie porozmawiać zarówno z zawodnikami, jak i całym sztabem szkoleniowym. Pierwsze wrażenia? Bardzo pozytywne. Trener w rozmowach z mediami nie ukrywa, że widzi w tym zespole ogromny potencjał. Mówi wprost, że ma do dyspozycji naprawdę silny skład. Cel jest zresztą jasny i powtarzany jak mantra: walka o awans do PGE Ekstraligi. Nikt tutaj nie udaje, że przyjechali do Żnina tylko po to, żeby miło spędzić czas.

    Ale, i tu przechodzimy do ciekawszej części tej układanki, Śledź od razu wskazał na pewien problem. Mianowicie chodzi o… nadmiar dobrych zawodników. Brzmi dziwnie, prawda? W końcu każdy klub chciałby mieć taki kłopot. Jednak w regulaminowych realiach żużla, gdzie liczba seniorów w meczu jest ograniczona, posiadanie zbyt wielu doświadczonych graczy może stać się logistycznym wyzwaniem. Trener Śledź ma na to konkretny pomysł. „Proponuje wypożyczenie nadliczbowych seniorów po pierwszych kolejkach sezonu lub na wiosnę, aby uniknąć walki o skład.” To ma sens, bo daje każdemu szansę na regularną jazdę i utrzymanie formy.

    No i właśnie ten pomysł już wywołał pewne rozmowy. I to nie byle z kim, bo z prezesem Jerzym Kanclerzem. Śledź przyznaje, że na ten temat już dyskutowali. To dobry znak, bo pokazuje, że nowy trener od początku angażuje się w kształtowanie zespołu nie tylko od strony sportowej, ale i strategicznej. Nie czeka, aż problem sam się rozwiąże, tylko od razu rzuca propozycje na stół.

    Co jeszcze wynika z tych pierwszych dni współpracy? Determinacja. Trener ją widzi i o niej mówi. Podkreśla, że atmosfera jest dobra, a zawodnicy są zmotywowani. Po latach we Wrocławiu, gdzie środowisko jest zupełnie inne, taka zmiana na pewno działa na niego odświeżająco. Teraz ma przed sobą nowy projekt, klub z tradycjami i – co ważne – bardzo konkretnym celem.

    Czy to znaczy, że w Bydgoszczy będzie łatwo? Oczywiście, że nie. Awans do Ekstraligi to marzenie wielu drużyn, a walka będzie zacięta. Ale pierwsze kroki nowego trenera wskazują na pragmatyczne i rzeczowe podejście. Nie marnuje czasu na zbędne ceregiele, tylko od razu zabrał się do roboty. Rozpoznał siłę zespołu, ale też dostrzegł słaby punkt, którym może być właśnie zarządzanie tak liczną grupą seniorów.

    To dopiero początek tej przygody. Zgrupowanie w Żninie to czas na pierwsze poznanie się i wyznaczenie kierunku. Kolejne tygodnie pokażą, jak pomysł z wypożyczeniami zostanie ostatecznie wcielony w życie i jak zespół zareaguje na metody nowego szkoleniowca. Jedno jest pewne: Dariusz Śledź nie zamierza chować kart w zanadrzu. Gra otwarto i od samego startu daje do zrozumienia, że w Polonii liczy się każdy detal. A kibice mogą liczyć na to, że sezon będzie ciekawy, a cel – mimo że ambitny – będzie realizowany z głową. Czas pokaże, czy ta głowa okaże się zwycięska.

    Źródła

  • Żużel w 2026: Plastrony wracają, ale portfele się kurczą. Oto zmiany w GP

    Żużel w 2026: Plastrony wracają, ale portfele się kurczą. Oto zmiany w GP

    Sezon 2026 w żużlowym cyklu Grand Prix zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim – jak to zwykle bywa – pojawiają się nowe przepisy. I muszę powiedzieć, że tegoroczne zmiany są naprawdę interesujące, a jedna z nich z pewnością nie spodoba się samym zawodnikom. FIM nie ogłosiła jeszcze zaktualizowanego regulaminu na 2026; dostępne są tylko informacje o kalendarzu i ogólnych planach.

    Zacznijmy od zmiany, która jest dość oczywista, a wręcz powrotem do korzeni. Nie ma potwierdzenia obowiązkowego powrotu plastronów w regulaminie SGP 2026. Przez ostatnie lata zawodnicy mieli dość podobne wzory na swoich kevlarach, ale konkretnego plastronu nie było. Teraz to się zmienia. Pomysł jest prosty: chodzi o lepszą widoczność i łatwiejszą identyfikację zawodników dla kibiców, zarówno na stadionie, jak i przed telewizorami. To w sumie logiczne posunięcie, prawda? W sporcie, gdzie wszystko dzieje się tak szybko, każdy element ułatwiający rozpoznanie, kto jest kim, ma sens.

    Ale tutaj, proszę państwa, dochodzimy do sedna sprawy, a właściwie do jej finansowej strony. Bo o ile powrót plastronów to raczej neutralna lub nawet pozytywna wiadomość, o tyle druga główna zmiana jest już dużo bardziej kontrowersyjna. Mówiąc wprost: zawodnicy zarobią mniej. Znacznie mniej. I nie są to jakieś symboliczne cięcia.

    Weźmy główną pulę nagród dla cyklu Speedway Grand Prix. Do tej pory wynosiła ona 125 tysięcy euro, co w przeliczeniu na złotówki daje około 525 tysięcy. W nowym regulaminie ta kwota spada do 90 325 euro. To około 380 tysięcy złotych. Jeśli ktoś nie lubi matematyki, to szybko przeliczę – to spadek o prawie 35 tysięcy euro, czyli w złotówkach o jakieś 145 tysięcy. To nie jest mała suma, szczególnie biorąc pod uwagę, że to nagroda do podziału między najlepszych żużlowców świata. I to nie koniec, bo podobne cięcia dotyczą innych rozgrywek. Na przykład pula nagród w Speedway World Cup, czyli Pucharze Narodów, spada z 250 tysięcy euro do 150 tysięcy. To już jest naprawdę poważna redukcja.

    Co na to zawodnicy? Cóż, oficjalnych komentarzy jeszcze nie ma, ale trudno sobie wyobrazić, żeby byli zachwyceni. Starty w Grand Prix to ogromny wysiłek, ryzyko i koszty. Nagrody pieniężne są ważnym elementem tego całego przedsięwzięcia. Mniejsza pula oznacza po prostu, że za ten sam trud i ryzyko dostaną mniejsze wynagrodzenie. To trochę tak, jakby w pracy powiedziano ci, że od przyszłego roku będziesz robić to samo, ale za 30% mniej. Nie brzmi zachęcająco.

    Skąd te cięcia? Tego oficjalnie nie wiemy. Można spekulować, że organizatorzy chcą zaoszczędzić, może mają mniejsze wpływy z praw telewizyjnych lub sponsorów. Być może chcą inaczej rozdysponować budżet. Ale fakt pozostaje faktem – pieniędzy w puli będzie wyraźnie mniej.

    Co jeszcze się zmienia? Okazuje się, że to nie jest sezon wielkiej rewolucji w samym formacie. Jan Konikiewicz, który pracował przy cyklu, a teraz jest dyrektorem w Orle Łódź, poinformował, że nie będziemy świadkami kolejnych dużych przekształceń w rodzaju zniesienia półfinałów czy wprowadzania punktowanych sprintów, jak to bywało wcześniej. Jedna z praktycznych zmian to skrócenie kwalifikacji – zniesiono jedną z sesji treningowych (tę oznaczaną jako FP2), więc zawodnicy będą mieli mniej czasu na rozpoznanie toru przed właściwymi startami.

    Sezon 2026 wystartuje 2 maja w Landshut. 10 rund, zakończenie 26 września w Toruniu (potwierdzone). W minionym sezonie na podium stanęli Bartosz Zmarzlik, Brady Kurtz i Dan Bewley. Ciekawe, czy nowe przepisy, a zwłaszcza te finansowe, wpłyną na motywację i atmosferę wśród ścigających się.

    Podsumowując, mamy więc mieszankę. Z jednej strony powrót do tradycyjnego elementu wizualnego, który może ułatwić życie kibicom. Z drugiej – bardzo bolesne, z punktu widzenia zawodników, cięcie w miejscu, które boli najbardziej, czyli w portfelu. Plastrony wracają, ale kasa odpływa. Pytanie, jak to wpłynie na prestiż i atrakcyjność całego cyklu w dłuższej perspektywie. Na razie możemy tylko obserwować i czekać na pierwsze reakcje żużlowców. Bo to oni są w tej układance najważniejsi.

    Źródła

  • Powrót opon dętkowych w żużlu. Dlaczego Zmarzlik mówi o „sensacji” i osobnych motocyklach?

    Powrót opon dętkowych w żużlu. Dlaczego Zmarzlik mówi o „sensacji” i osobnych motocyklach?

    Wyobraźcie sobie, że jesteście kierowcą Formuły 1. W jednej serii wyścigów jeździcie na oponach, które znacie od lat, a w drugiej, równie ważnej, musicie wrócić do technologii sprzed dekady. Brzmi trochę jak koszmar logistyczny, prawda? Mniej więcej w takiej sytuacji znajdą się od 2026 roku najlepsi polscy żużlowcy, w tym sam Bartosz Zmarzlik.

    Dlaczego? Otóż Główna Komisja Sportu Żużlowego podjęła decyzję, która w środowisku budzi spore emocje. Potwierdziły się doniesienia, że od sezonu 2026 w rozgrywkach PGE Ekstraligi wrócą opony dętkowe. Tymczasem w najbardziej prestiżowym cyklu świata, czyli Grand Prix, nadal obowiązywać będą nowocześniejsze opony bezdętkowe. To stworzy unikalną, i trzeba przyznać, dość kłopotliwą, sytuację dla zawodników ścigających się w obu tych arenach.

    Co to właściwie znaczy dla zawodnika? Bartosz Zmarzlik, niekwestionowana gwiazda i wielokrotny mistrz świata, skomentował to krótko: „jakąś sensację”. I ma rację. Różnica między oponami jest fundamentalna i wpływa na wszystko. Opona dętkowa ma, jak nazwa wskazuje, osobną dętkę wewnątrz. Bezdętkowa jest jednolita. To nie jest tylko kwestia gumy – to zupełnie inna filozofia ustawienia motocykla, inna charakterystyka prowadzenia, a nawet inna prędkość.

    Tu dochodzimy do sedna sprawy. Zmarzlik, jak sam przyznał, musi być gotowy na każdy scenariusz. A scenariusze są dwa, i oba są drogie. Albo będzie musiał mieć dwa osobne komplety kół, które będzie wymieniał w zależności od tego, czy jedzie ligę, czy GP. Albo – i to jest ta bardziej ekstremalna opcja – w ogóle osobne motocykle, skrojone idealnie pod każdy rodzaj opony. To ogromny wydatek, mnóstwo dodatkowej pracy dla mechaników i gigantyczne wyzwanie adaptacyjne dla samego zawodnika.

    Pomyślcie o tym przez chwilę. W jeden weekend żużlowiec może jechać mecz ligowy w Polsce na dętkach, czując motocykl w jeden sposób. A tydzień później musi się przestawić na zupełnie inne odczucia podczas rundy Grand Prix. To jak grać w tenisa na trawie i mączce ceglanej co drugi tydzień. Nawet dla najlepszego na świecie to spore obciążenie psychiczne i techniczne.

    Co ciekawe, powrót dętek po latach nie jest całkowitym zaskoczeniem, krążyły o tym plotki. Ale teraz, gdy decyzja jest oficjalna, pojawiają się uzasadnione obawy o zamieszanie. Czy wszyscy zawodnicy będą w stanie finansowo i logistycznie udźwignąć ten podwójny system? Czy może doprowadzi to do pewnej polaryzacji, gdzie niektórzy zdecydują się skupić tylko na jednej z konkurencji? To pytania, na które odpowiedź poznamy za dwa lata.

    Dla kibiców może to być ciekawy eksperyment. Zobaczymy, jak zawodnicy radzą sobie z tym technicznym wyzwaniem. Być może w lidze zobaczymy nieco inne ściganie, inną taktykę. Ale dla ludzi z pitboksów to zapowiedź wielu nieprzespanych nocy. Ustawienie motocykla pod oponę to klucz do sukcesu, a tutaj będą musieli opanować dwie zupełnie różne sztuki.

    Zmarzlik, który niedawno, nawet będąc w znakomitej formie, nie pomógł Motorowi Lublin w finale Ekstraligi, teraz stanie przed kolejną, nietypową barierą. Jego prędkość i instynkt pozostaną te same, ale część jego przewagi – czyli perfekcyjne zgranie z jedną maszyną – może zostać zachwiana. Będzie musiał być mistrzem w dwóch różnych dyscyplinach jednocześnie.

    Czy ta zmiana rzeczywiście „przewróci stolik”, jak sugerują nagłówki? Na pewno go mocno zachwieje. Wprowadzi element niepewności, który może wyrównać szanse w lidze, ale jednocześnie obciąży najbardziej utytułowanych zawodników. Sezon 2026 zapowiada się niezwykle ciekawie, a rozmowy o oponach będą pewnie głośniejsze niż kiedykolwiek. Przygotujcie się na to, że słowa „dętka” i „bezdętka” staną się żużlowym słowem roku.

    Źródła