Powrót opon dętkowych w żużlu. Dlaczego Zmarzlik mówi o „sensacji” i osobnych motocyklach?

Powrót opon dętkowych w żużlu. Dlaczego Zmarzlik mówi o "sensacji" i osobnych motocyklach?

Wyobraźcie sobie, że jesteście kierowcą Formuły 1. W jednej serii wyścigów jeździcie na oponach, które znacie od lat, a w drugiej, równie ważnej, musicie wrócić do technologii sprzed dekady. Brzmi trochę jak koszmar logistyczny, prawda? Mniej więcej w takiej sytuacji znajdą się od 2026 roku najlepsi polscy żużlowcy, w tym sam Bartosz Zmarzlik.

Dlaczego? Otóż Główna Komisja Sportu Żużlowego podjęła decyzję, która w środowisku budzi spore emocje. Potwierdziły się doniesienia, że od sezonu 2026 w rozgrywkach PGE Ekstraligi wrócą opony dętkowe. Tymczasem w najbardziej prestiżowym cyklu świata, czyli Grand Prix, nadal obowiązywać będą nowocześniejsze opony bezdętkowe. To stworzy unikalną, i trzeba przyznać, dość kłopotliwą, sytuację dla zawodników ścigających się w obu tych arenach.

Co to właściwie znaczy dla zawodnika? Bartosz Zmarzlik, niekwestionowana gwiazda i wielokrotny mistrz świata, skomentował to krótko: „jakąś sensację”. I ma rację. Różnica między oponami jest fundamentalna i wpływa na wszystko. Opona dętkowa ma, jak nazwa wskazuje, osobną dętkę wewnątrz. Bezdętkowa jest jednolita. To nie jest tylko kwestia gumy – to zupełnie inna filozofia ustawienia motocykla, inna charakterystyka prowadzenia, a nawet inna prędkość.

Tu dochodzimy do sedna sprawy. Zmarzlik, jak sam przyznał, musi być gotowy na każdy scenariusz. A scenariusze są dwa, i oba są drogie. Albo będzie musiał mieć dwa osobne komplety kół, które będzie wymieniał w zależności od tego, czy jedzie ligę, czy GP. Albo – i to jest ta bardziej ekstremalna opcja – w ogóle osobne motocykle, skrojone idealnie pod każdy rodzaj opony. To ogromny wydatek, mnóstwo dodatkowej pracy dla mechaników i gigantyczne wyzwanie adaptacyjne dla samego zawodnika.

Pomyślcie o tym przez chwilę. W jeden weekend żużlowiec może jechać mecz ligowy w Polsce na dętkach, czując motocykl w jeden sposób. A tydzień później musi się przestawić na zupełnie inne odczucia podczas rundy Grand Prix. To jak grać w tenisa na trawie i mączce ceglanej co drugi tydzień. Nawet dla najlepszego na świecie to spore obciążenie psychiczne i techniczne.

Co ciekawe, powrót dętek po latach nie jest całkowitym zaskoczeniem, krążyły o tym plotki. Ale teraz, gdy decyzja jest oficjalna, pojawiają się uzasadnione obawy o zamieszanie. Czy wszyscy zawodnicy będą w stanie finansowo i logistycznie udźwignąć ten podwójny system? Czy może doprowadzi to do pewnej polaryzacji, gdzie niektórzy zdecydują się skupić tylko na jednej z konkurencji? To pytania, na które odpowiedź poznamy za dwa lata.

Dla kibiców może to być ciekawy eksperyment. Zobaczymy, jak zawodnicy radzą sobie z tym technicznym wyzwaniem. Być może w lidze zobaczymy nieco inne ściganie, inną taktykę. Ale dla ludzi z pitboksów to zapowiedź wielu nieprzespanych nocy. Ustawienie motocykla pod oponę to klucz do sukcesu, a tutaj będą musieli opanować dwie zupełnie różne sztuki.

Zmarzlik, który niedawno, nawet będąc w znakomitej formie, nie pomógł Motorowi Lublin w finale Ekstraligi, teraz stanie przed kolejną, nietypową barierą. Jego prędkość i instynkt pozostaną te same, ale część jego przewagi – czyli perfekcyjne zgranie z jedną maszyną – może zostać zachwiana. Będzie musiał być mistrzem w dwóch różnych dyscyplinach jednocześnie.

Czy ta zmiana rzeczywiście „przewróci stolik”, jak sugerują nagłówki? Na pewno go mocno zachwieje. Wprowadzi element niepewności, który może wyrównać szanse w lidze, ale jednocześnie obciąży najbardziej utytułowanych zawodników. Sezon 2026 zapowiada się niezwykle ciekawie, a rozmowy o oponach będą pewnie głośniejsze niż kiedykolwiek. Przygotujcie się na to, że słowa „dętka” i „bezdętka” staną się żużlowym słowem roku.

Źródła

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *