Tag: stal gorzów

  • Stal Gorzów w finansowej pętli: Dotacja na memoriał trzykrotnie za mała, brak GP to cios

    Stal Gorzów w finansowej pętli: Dotacja na memoriał trzykrotnie za mała, brak GP to cios

    No i mamy kolejny rozdział w niekończącej się, delikatnie mówiąc, przygodzie finansowej Stali Gorzów. Sprawa jest poważna, ale spróbujmy ją rozłożyć na czynniki pierwsze, tak jakbyśmy rozmawiali przy kawie. Klub z ulicy Kwiatowej znalazł się w sytuacji, w której musi bardzo szybko pogłówkować, skąd wziąć dodatkowe pieniądze. A powód jest prosty – tegoroczny budżet miasta na imprezy sportowe już podzielono i dla żużla wyszło… no, średnio.

    Zacznijmy od tego, co już wiadomo. Władze Gorzowa rozdzieliły łącznie 840 tysięcy złotych na różne międzynarodowe wydarzenia sportowe w 2026 roku. Najwięcej, bo 600 tysięcy, dostał ALKS AJP na imprezy lekkoatletyczne. A Stal? Klub dostał dotację w wysokości 150 tysięcy złotych na organizację memoriału Edwarda Jancarza. Brzmi nieźle? Hmm, nie do końca. Bo klub oficjalnie wystąpił o 500 tysięcy. Różnica jest, prawda? Prawie trzykrotna. I tu zaczyna się problem, bo otrzymana kwota – zdaniem znawców tematu – prawdopodobnie nie pokryje nawet podstawowych kosztów zorganizowania samego turnieju.

    Ale zaraz, zaraz. Dlaczego w ogóle mówimy o memoriale, a nie o wielkim, dochodowym Grand Prix? Otóż to jest sedno sprawy. Przez ostatnie lata to właśnie GP było finansową kołem ratunkowym dla budżetu Stali. Miasto pomagało w zakupie licencji, a klub mógł zarobić na sprzedaży biletów i sponsoringu. To była bardzo ważna, można powiedzieć kluczowa, pozycja w ich rozliczeniach. A teraz? W 2026 roku jeden z turniejów Grand Prix odbędzie się w Łodzi, nie w Gorzowie. Dla miasta to oszczędność. Dla klubu – ogromna strata, liczoną w milionach złotych.

    Co ciekawe, można było jeszcze spróbować zabiegać o turniej mistrzostw Europy SEC, ale w Gorzowie jakoś wszyscy byli przekonani, że GP zostanie na Jancarzu. No i nie zostanie. Pozostał więc memoriał, który – szczerze mówiąc – nie cieszy się taką samą estymą. Rozgrywany jest nieregularnie, często traktowany jako „załatanie dziury” w kalendarzu. A co gorsza, zainteresowanie takimi towarzyskimi turniejami w Polsce nie jest już tak wielkie. Inwestowanie w nie bywa ryzykowne, bo łatwiej jest dopłacić, niż na tym zarobić.

    Dodajmy do tego niezbyt szczęśliwy termin imprezy – piątek, 27 marca. Weekendowe terminy w tym przedsezonowym okresie są po prostu zajęte przez inne żużlowe wydarzenia.

    I co teraz? Działacze Stali muszą znaleźć sposób, żeby załatać wielomilionową lukę w budżecie, która powstała po utracie Grand Prix. Pamiętajmy, że klub już w zeszłym roku miał poważne problemy finansowe, a tu nagle brakuje kolejnych kilku milionów z tytułu wpływów z wielkiej imprezy. To nie jest mała kwota dla żadnego zespołu, a dla Stali – tym bardziej.

    Wszystko to dzieje się w tle innych wyzwań, o których pewnie słyszeliście. Chodzi o sprawy licencyjne i konieczność udowodnienia pełnego pokrycia budżetu. To osobna, ale powiązana historia, która tylko potęguje presję na zarządzie klubu.

    Podsumowując? Sytuacja Stali Gorzów jest napięta. 150 tysięcy złotych od miasta to kropla w morzu potrzeb, a utrata Grand Prix to finansowy cios poniżej pasa. Klub stoi przed trudnym zadaniem: w krótkim czasie znaleźć nowych partnerów, sponsorów lub inne źródła dochodu, żeby nie tylko zorganizować memoriał, ale przede wszystkim – żeby spokojnie wystartować w nowym sezonie. Kibice pewnie trzymają kciuki, ale działacze mają przed sobą kilka tygodni bardzo intensywnej pracy. Zobaczymy, co uda im się wymyślić.

    Źródła

  • Stal Gorzów mówi 'jeszcze nie’ Zmarzlikowi. W tle oskarżenia i problemy finansowe

    Stal Gorzów mówi 'jeszcze nie’ Zmarzlikowi. W tle oskarżenia i problemy finansowe

    No i stało się. Stal Gorzów w końcu zabrała głos w sprawie, która elektryzuje fanów żużla od tygodni, a może nawet miesięcy. Chodzi oczywiście o możliwość powrotu do macierzystego klubu Bartosza Zmarzlika, aktualnie zawodnika Motoru Lublin i wielokrotnego mistrza świata. I trzeba powiedzieć, że oświadczenie klubu nie pozostawia złudzeń – Zmarzlik nie wróci do Gorzowa w najbliższym czasie.

    Tutaj warto się zatrzymać, bo klub wyjaśnił swoje stanowisko dość szczegółowo. W skrócie: nie są jeszcze gotowi na transfer swojego byłego wychowanka. Dlaczego? Cóż, tutaj zaczyna się ciekawsza część historii, która dotyczy finansów.

    Stal Gorzów nie przyznała się otwarcie do obowiązku zwrotu 1,5 mln zł; ta kwota pochodzi z pisma Patryka Broszki, które klub oskarża o szkodzenie negocjacjom. Wyobraźcie to sobie przez chwilę – dla klubu żużlowego to suma, która potrafi przewrócić budżet do góry nogami. Wcześniejsze informacje z otoczenia klubu wskazywały na plan na 2028 rok jako najwcześniejszy, choć inne źródła spekulują o 2027. To całkiem odległa perspektywa, prawda?

    Ale to nie koniec całej tej układanki. Stal obwinia Patryka Broszkę, byłego wiceprezesa klubu, za upublicznienie pisma o kłopotach finansowych, co zaszkodziło rozmowom. Co mu zarzuca klub? Otóż Stal twierdzi, że Broszko opublikował publiczne pismo, w którym szczegółowo opisał kłopoty finansowe gorzowskiego zespołu. Według władz klubu, taki ruch mógł tylko zaszkodzić negocjacjom i postawić Stal w złym świetle.

    A co na to sam Broszko? Cóż, on stanowczo zaprzecza tym zarzutom. Jego wersja jest zupełnie inna. Broszko podkreśla, że poważne transfery, a do takich z pewnością należy ewentualny ruch Zmarzlika, zawsze waży się w ciszy, za zamkniętymi drzwiami. Twierdzi, że to nie on upubliczniał jakiekolwiek wrażliwe informacje. Mamy więc klasyczne 'on mówi, ona mówi’. Ta część sprawy jest o tyle istotna, że pokazuje, jak delikatne i pełne napięć są relacje między klubami a agentami w żużlu.

    Teraz pewnie się zastanawiacie, a co na to wszystko sam Bartosz Zmarzlik? Cóż, na ten moment mistrz świata pozostaje zawodnikiem Motoru Lublin. Jego kontrakt z Motorem Lublin obowiązuje do końca 2026 roku, przyszłość po tym sezonie pozostaje niepewna., ale jedno jest jasne – jeśli chodzi o Gorzów, drzwi są na razie zamknięte. Klub musiał postawić na stabilizację finansową i racjonalne planowanie, a nie na emocje związane z powrotem legendy.

    Ta cała sytuacja to tak naprawdę małe studium przypadku polskiego żużla. Z jednej strony mamy kluby z ogromnymi marzeniami i wiernymi kibicami, a z drugiej – twardą rzeczywistość budżetową, dotacje, które mogą trzeba zwracać, i medialną presję. Przypomina to trochę inne historie z ligi, jak choćby problemy Unii Tarnów z dotrzymywaniem słowa i spłatą długów, o których też było głośno.

    Co dalej? Stal Gorzów najwyraźniej postanowiła iść drogą ostrożności. Wolą najpierw uporządkować swoją sytuację finansową, a dopiero potem myśleć o wielkich transferach. To może nie jest decyzja, która zachwyci fanów marzących o powrocie Zmarzlika, ale z biznesowego punktu widzenia trudno jej nie zrozumieć. Po prostu nie stać ich teraz na taki ruch, a przyznanie się do tego głośno wymagało pewnej odwagi.

    W międzyczasie Bartosz Zmarzlik będzie dalej ścigał się w barwach Lublina, a gorzowianie będą musieli uzbroić się w cierpliwość. Może za te kilka lat, jeśli finanse klubu się poprawią, uda się spełnić to marzenie. Na razie jednak, jak to w życiu bywa, plany muszą ustąpić miejsca możliwościom. A te, jak widać, są dość ograniczone.

    Źródła