Tag: półfinały

  • Toruń rozbił Motor i zameldował się w finale. „Po pierwszej serii nie było czego zbierać”

    Toruń rozbił Motor i zameldował się w finale. „Po pierwszej serii nie było czego zbierać”

    PRES Grupa Deweloperska Toruń awansował do finału PGE Ekstraligi po zdecydowanej wygranej nad Motorem Lublin w rewanżowym półfinale. Torunianie triumfowali na Motoarenie 58:32, co dało im łączny wynik dwumeczu 106:74. Już po pierwszej serii startów stało się jasne, że mistrzowie Polski z poprzednich sezonów nie mają szans w Toruniu.

    Kluczowe fakty

    • PRES Grupa Deweloperska wygrał rewanżowy półfinał różnicą 26 punktów, dominując na własnym torze.
    • Po pierwszej serii startów gospodarze prowadzili 18:6, co praktycznie zakończyło rywalizację.
    • Torunianie w pierwszym meczu w Lublinie również odnieśli zwycięstwo, wygrywając 48:42, co dało im solidną zaliczkę.
    • Łączny wynik dwumeczu 106:74 pokazuje przewagę zespołu z Torunia.
    • W finale PRES zmierzy się z Betard Spartą Wrocław, która wygrała w drugim półfinale.

    Pierwsza seria przesądziła o wszystkim

    Kibice Motoru Lublin mogli mieć nadzieję na odrobienie strat po porażce 42:48 u siebie. Jednak PRES szybko rozwiał wszelkie złudzenia. Start rewanżu był miażdżący – torunianie w pierwszych czterech biegach zdobyli 18 punktów, podczas gdy goście zaledwie 6.

    Taka przewaga na tym etapie meczu to rzadkość w play-offach, zwłaszcza między drużynami, które teoretycznie powinny rywalizować na równych zasadach. Obrazek z Motoareny był jednoznaczny: Motor nie potrafił odpowiedzieć na agresywną jazdę gospodarzy. Tor przygotowany przez miejscowych sprzyjał ich stylowi jazdy – był przyczepny, twardy i wymagał odwagi na wejściach w łuk. Goście wyglądali na zagubionych.

    Po tej pierwszej serii emocje w meczu właściwie umarły. To był pokaz siły i perfekcyjnego przygotowania taktycznego. Trener PRES nie pozostawił rywalom żadnych złudzeń – dobór pól startowych, ustawienia par i reakcje na wydarzenia na torze działały bez zarzutu.

    Lublin bez argumentów na wyjeździe

    Motor przyjechał do Torunia z jasnym celem: wygrać i awansować. Skończyło się na srogiej lekcji pokory. Już pierwszy wyścig pokazał, jak trudne zadanie czeka lubinian – para gospodarzy minęła linię mety na 5:1, narzucając ton spotkaniu.

    Potem było tylko gorzej. Motor nie wygrał żadnej z pierwszych czterech serii startowych. Zawodnicy, którzy na własnym torze potrafią bić każdego, na Motoarenie wyglądali na przeciętnych ligowców. Brakowało szybkości na dystansie, przegrywano walkę o pierwszy łuk, a błędy na trasie mnożyły się z biegu na bieg.

    Szczerze mówiąc, 32 punkty zdobyte przez Motor to wynik, który nie oddaje w pełni dominacji gospodarzy. Kilka punktów uratowano dopiero w końcówce, gdy torunianie nieco poluzowali tempo, mając już awans w kieszeni.

    Droga do finału – dwumecz dwóch twarzy

    Paradoksalnie, pierwszy mecz w Lublinie był znacznie bardziej wyrównany. PRES wygrał tam 48:42, co już uznano za niespodziankę. Goście potrafili jednak przeciwstawić się gospodarzom, przynajmniej w kilku biegach.

    Rewanż pokazał dwie zupełnie różne rzeczywistości. Na Motoarenie PRES jest maszyną do wygrywania – torunianie w całym sezonie rzadko pozwalali rywalom na swobodną jazdę u siebie. Motor nie miał na to antidotum. Można się zastanawiać, czy lubinianie nie trafili z przygotowaniem sprzętu, czy raczej mentalnie nie udźwignęli presji po porażce sprzed tygodnia.

    Fakty są bezlitosne: 58:32 w rewanżu, 106:74 w dwumeczu. Takie liczby zostają w pamięci na lata.

    Co dalej? Sparta czeka w finale

    Po awansie PRES Grupy Deweloperskiej wszystko wskazuje na elektryzujący finał z Betard Spartą Wrocław. To będzie starcie dwóch klubów z bogatą tradycją, które w ostatnich latach nie zawsze miały okazję walczyć o najwyższe cele. Torunianie przełamali długą serię bez medali i teraz stoją przed szansą na historyczny sukces.

    Finał PGE Ekstraligi zapowiada się pasjonująco. PRES ma za sobą dwumecz, który daje ogromny zastrzyk pewności siebie. Sparta z kolei będzie chciała udowodnić, że potrafi zatrzymać rozpędzonych torunian. Po takim półfinale nikt nie odważy się lekceważyć zespołu z Motoareny.


    Źródła

  • Polacy poznali rywali w półfinałach IME do lat 19. Znamy listy startowe

    Polacy poznali rywali w półfinałach IME do lat 19. Znamy listy startowe

    20 czerwca na torach w Debreczynie i Pilźnie odbędą się dwa półfinały Indywidualnych Mistrzostw Europy do lat 19. W rywalizacji o awans do finału weźmie udział pięciu polskich juniorów: Igor Kordun, Kevin Małkiewicz, Maksymilian Pawełczak oraz Jakub Żurek. Organizatorzy opublikowali już listy startowe obu turniejów.

    • Igor Kordun wystartuje z numerem ósmym w półfinale na torze w Debreczynie
    • Kevin Małkiewicz, Maksymilian Pawełczak i Jakub Żurek będą rywalizować w czeskim Pilźnie, gdzie Małkiewicz pojedzie z numerem dwa, Pawełczak z numerem dwanaście, a Żurek z numerem trzynaście
    • W obu półfinałach wystąpią zawodnicy z Czech, Danii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Słowenii, Chorwacji, Finlandii i Słowacji
    • Finał IME do lat 19 odbędzie się w późniejszym terminie, a jego gospodarza FIM Europe ogłosi w najbliższych tygodniach

    Kto wystartuje w Debreczynie? Mocna stawka z Kordunem w roli głównej

    Półfinał na węgierskim torze zapowiada się interesująco. Igor Kordun to jeden z najbardziej utalentowanych polskich juniorów, który w ostatnich miesiącach zdobywał punkty na poziomie ligowym. W Debreczynie zmierzy się z wymagającą konkurencją.

    Na liście startowej tego półfinału znajdują się m.in. Petr Kvech, znany z występów w czeskiej ekstralidze, oraz Harry Lundhal, który od lat należy do czołówki skandynawskich młodzieżowców. Do tego dochodzą Dimitri Buch, Janek Konzack, Zoltan Lovas i Sven Cerjak, a także brytyjski talent Luke Harrison.

    Kordun wystartuje z numerem ósmym, co przy standardowej procedurze losowania może dać mu korzystniejsze ustawienie w gonitwach w środkowej fazie zawodów. Czy to wystarczy? Wszystko zależy od jego dyspozycji w dniu zawodów.

    Pilzno przywita trzech Polaków. Małkiewicz w roli faworyta

    Drugi półfinał odbędzie się w Czechach, a obsada jest jeszcze bardziej międzynarodowa. Kevin Małkiewicz, który zdobył srebrny medal w finale ubiegłorocznych mistrzostw Europy juniorów w Grudziądzu, wystartuje z numerem drugim. Jest on największą polską nadzieją na awans z tej części eliminacji.

    Obok niego wystartują Maksymilian Pawełczak (numer 12) i Jakub Żurek (numer 13). Obaj mają za sobą solidny sezon w rozgrywkach młodzieżowych, a takie turnieje najlepiej weryfikują formę zawodników w ich wieku. W Pilźnie wystąpią także Gregor Zorko, Niklas Holm Jakobsen, Noah Urda, Adam Bubba Bednar oraz Cooper Rushen. Na liście znalazła się również Hannah Grunwald, jedna z nielicznych zawodniczek rywalizujących w męskich imprezach juniorskich, a także Niko Hatva, Patrick Hyjek, Adam Nejezchleba, Emil Rimican, Villads Nagel i Jody Scott. Stepan Melc będzie rezerwowym.

    Polska dominacja w tle. Czy powtórzymy sukces z Grudziądza?

    Kontekst tych półfinałów jest korzystny dla polskich zawodników. W finale IME do lat 19, który odbył się w Grudziądzu, Polacy zdobyli medale – mistrzem Europy został Bartosz Jaworski, a na podium stanęli Kevin Małkiewicz i Bartosz Bańbor. W tamtym turnieju punktowało także kilku innych juniorów, m.in. Szymon Ludwiczak i Franciszek Karczewski.

    Taka dominacja nie jest przypadkiem. Indywidualne mistrzostwa Europy juniorów organizowane są przez FIM Europe od 1998 roku, a Polacy regularnie zajmują czołowe miejsca. System szkolenia w kraju działa skutecznie, co pozwala kolejnym rocznikom na rywalizację z europejską elitą. Czy tym razem będzie podobnie? Odpowiedź poznamy już za niespełna dwa tygodnie.

    Awans z obu półfinałów wywalczy po sześciu najlepszych zawodników. Dla Polaków to realna szansa, by w finale ponownie stanowić trzon stawki i walczyć o medale.


    Źródła