Tag: KS Toruń

  • Wzruszające pożegnanie legendy. „Pesel jest, jaki jest”

    Wzruszające pożegnanie legendy. „Pesel jest, jaki jest”

    W piątek, 27 marca 2026 roku, na torze Motoarena w Toruniu odbył się niezwykły i wzruszający wieczór. Adrian Miedziński, jeden z najbardziej lubianych i zasłużonych żużlowców swojego pokolenia, oficjalnie pożegnał się z czynnym uprawianiem sportu. Punktualnie o godzinie 18:00 rozpoczął się towarzyski mecz derbowy pomiędzy KS Toruń a Polonią Bydgoszcz – klubami, które były najważniejszymi przystankami w jego długiej karierze.

    – PESEL jest, jaki jest – powiedział wcześniej Miedziński w rozmowie, podkreślając świadomość upływającego czasu i momentu, w którym każdy sportowiec musi podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji. Te proste słowa, powtarzane także przez innych doświadczonych zawodników, jak Tomasz Gapiński czy Grzegorz Tkaczyk, stały się gorzkim mottem pokolenia żużlowców, które musi mierzyć się z wyzwaniami regeneracji i nieubłaganym upływem lat.

    Ostatni raz przed publicznością

    Mecz miał charakter wyjątkowego pożegnania. Sam Miedziński nie wystartował w zawodach, ponieważ jego licencja wygasła po roku od zawieszenia aktywności. Zamiast tego, ku uciesze zgromadzonych kibiców, wyjechał na tor sam, by po raz ostatni publicznie zaprezentować swoją charakterystyczną sylwetkę na motocyklu żużlowym.

    – Pokażę się kibicom, ale nie wystartuję w zawodach. Po prostu pojadę sam. Jeśli przez rok nie startuje się w zawodach, licencja traci ważność. Musiałbym ją odnowić, a to nie jest mój cel – tłumaczył przed spotkaniem. – Chciałbym, żeby kibice ostatni raz zobaczyli, jak publicznie jadę na motocyklu, żeby po raz ostatni zobaczyli moją sylwetkę… Będzie to pamiątka dla tych, którzy przyjdą.

    Wychowanek Apatora Toruń podkreślał, że sama jazda po torze po dwuletniej przerwie sprawiła mu ogromną przyjemność i na nowo zapaliła w jego oczach znaną kibicom iskierkę. Jednak świadomość była nieubłagana. – Iskierka w oku się zapala, ale PESEL jest, jaki jest i trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć „koniec”. Ta chwila nastała – mówił ze spokojem i refleksją.

    Kariera z dwoma klubami w tle

    Pomysł na pożegnanie w formie derbów Toruń–Bydgoszcz nie był przypadkowy. Adrian Miedziński związał swoją karierę właśnie z tymi dwoma miastami. W Toruniu, swoim macierzystym klubie, jeździł nieprzerwanie w latach 2002–2017, a później wrócił jeszcze na sezony 2020–2021. Z kolei w barwach Polonii Bydgoszcz startował w 2022 roku. W międzyczasie miał również epizody we Włókniarzu Częstochowa (2018–2019), Unii Leszno (2023) i jako gość w ROW-ie Rybnik (2020).

    – W derbach debiutowałem w 2002 roku w Toruniu. W toku rozmów doszliśmy do wniosku, że fajnie będzie coś takiego zorganizować. Dziękuję klubom – wspominał Miedziński. – Mam nadzieję, że derby powrócą. Polonia trzeci raz będzie pukała do PGE Ekstraligi. W końcu powinno się to udać. Chciałbym, aby to spotkanie było przedsmakiem derbów, które wrócą w 2027 roku.

    Jego kariera to także sukcesy w reprezentacji Polski. Dwukrotnie sięgał po Drużynowy Puchar Świata, a na koncie ma również wygraną rundę Indywidualnych Mistrzostw Świata (Grand Prix) – 5 października 2013 roku, również na torze Motoarena. To właśnie tam, gdzie odniósł największy indywidualny sukces, postanowił symboliczną klamrą zamknąć swoją drogę żużlowca.

    Kontuzja, która przesądziła o końcu

    Decyzja o zakończeniu kariery zapadła 21 listopada 2024 roku, ale oficjalne pożegnanie przesunęło się w czasie. Bezpośrednim powodem była kontuzja, która pokrzyżowała plany i uniemożliwiła inne, planowane wcześniej zakończenie.

    – Powodem zakończenia kariery była kontuzja. Koniec nieplanowany. Przyznam, że życzyłbym sobie innego finału, ale widocznie tak miało być – przyznał Miedziński. – Na szczęście mój organizm był na tyle mocny, że treningi, żywienie i wszystko, co wiąże się z uprawianiem sportu, pomogły w powrocie do formy.

    Jego słowa rezonują z niedawnymi wypowiedziami innych doświadczonych zawodników. Tomasz Gapiński po ciężkim upadku w Gnieźnie przyznawał, że myślał o wieku i trudnościach z regeneracją. Podobnie Grzegorz Tkaczyk otwarcie mówił: „Chciałbym pozostać w jednym kawałku, bo PESEL jest, jaki jest i na pewno będzie mi coraz trudniej z regeneracją”. To pokoleniowe doświadczenie bólu, długiej rehabilitacji i świadomości, że ciało nie wybacza już tak szybko, jak za młodych lat.

    Przemówienie z serca i podziękowania

    Kluczowym, najbardziej wzruszającym momentem wieczoru było przemówienie Adriana Miedzińskiego. – Najbardziej wartościowe będzie przemówienie z serca. Wiem, co czułem, co przeżyłem i co mam powiedzieć – zapowiadał.

    Dziękował kibicom za wsparcie przez całą, trwającą ponad dwie dekady karierę. Dziękował klubom z Torunia i Bydgoszczy za umożliwienie zorganizowania tego wyjątkowego pożegnania. – Nikt nie stwarzał problemów. Po prostu – dziękuję – podkreślał.

    Miedziński zaznaczył też, że żużel na zawsze pozostanie częścią jego życia. – Cieszę się też z tego, że po dwóch latach mogłem wsiąść na motocykl i cieszyć się jazdą jak dziecko. Robiłem to przez całe życie. Każdy sportowiec ma wiele urazów czy kontuzji, a ta moja radość pokazuje, że żużel nadal jest w moim sercu.

    Co dalej po żużlu?

    Wielu fanów zastanawia się, jak potoczą się losy Miedzińskiego po zakończeniu kariery. Jest on już znany jako ekspert Canal+, posiada także uprawnienia instruktora sportu. Nie wyklucza dalszej pracy w środowisku żużlowym, ale stawia konkretne warunki.

    – W żużlu na pewno czuję się dobrze, tutaj się wychowałem i zawsze będzie on częścią mojego życia. Mam zrobione papiery instruktora, jest także Canal+. Życie samo się układa – mówił. – Jeżeli jednak mam coś robić, to musi mi się to podobać. Muszę widzieć sens, koncepcję i cel. Wtedy podejmę się takiej roli.

    Wspomniał też o doraźnej pomocy, jakiej udzielał młodym zawodnikom w Toruniu i Bydgoszczy, co sprawiało mu przyjemność. Jego decyzja o zakończeniu kariery zbiegła się w czasie z podobnym krokiem Krzysztofa Kasprzaka, który dziś pełni rolę dyrektora sportowego w Stali Rzeszów. Czy Miedziński pójdzie podobną ścieżką? Czas pokaże.

    Podsumowanie kariery i wieczoru

    Piątkowy wieczór na Motoarenie był czymś znacznie więcej niż towarzyskim sparingiem. Był pełnym emocji, eleganckim pożegnaniem zawodnika, który przez lata był wizytówką polskiego żużla – człowieka znanego z waleczności na torze i klasy poza nim.

    Adrian Miedziński odjechał w żużlowy zachód słońca z godnością, otoczony aplauzem tych, dla których przez lata startował. Jego słowa „PESEL jest, jaki jest” to nie tylko wyraz rezygnacji, ale przede wszystkim dojrzałej akceptacji nieuchronnego cyklu życia sportowca. To mądrość, którą zdobywa się po latach walki, triumfów, kontuzji i powrotów.

    Zostawia po sobie nie tylko statystyki i pamięć o wygranych biegach, ale także wzór dla młodszych zawodników i niezatarte wspomnienia w sercach kibiców. Jego ostatni, samotny przejazd pod taśmę na torze Motoarena na zawsze zapisze się jako piękny i wzruszający finał pewnej epoki.

  • Falubaz wygrywa w Toruniu. Fatalny bilans Patryka Dudka

    Falubaz wygrywa w Toruniu. Fatalny bilans Patryka Dudka

    Przedsezonowe testy przyniosły podwójny triumf Stelmetu Falubazu Zielona Góra. W sparingowych rewanżach z mistrzem Polski, KS Toruń (występującym pod nazwą sponsorską PRES Grupa Deweloperska), zielonogórzanie okazali się minimalnie lepsi – najpierw u siebie, a dzień później na wyjeździe. Oba mecze zakończyły się identycznym wynikiem 46:44, co potwierdza niezwykle wyrównany poziom obu ekstraligowych potentatów. W tle tych zaciętych pojedynków wyraźnie rysuje się jednak niepokojąca postawa jednego z liderów – Patryka Dudka.

    Kontrola z happy endem dla Falubazu

    Przygotowania do PGE Ekstraligi 2026 nabierają tempa, a ostatnie dwa dni pokazały, że kibice mogą spodziewać się emocjonującej walki. Piątkowe spotkanie na stadionie w Zielonej Górze było pełne zwrotów akcji. Gospodarze po początkowych trudnościach, gdy po siedmiu biegach przegrywali aż 17:25, zdołali odrobić straty i ostatecznie wygrać 46:44. Mecz nie obył się bez groźnie wyglądającej kraksy w 10. biegu, w której udział wzięli Antoni Kawczyński z Torunia i Mitchell McDiarmid z Falubazu.

    Sobota przyniosła rewanż na toruńskiej MotoArenie, gdzie przy udziale 4 tysięcy widzów ponownie rozegrano niezwykle wyrównany pojedynek. Tym razem to torunianie przez większość spotkania radzili sobie dobrze, a po 10 wyścigach prowadzili 32:28. Kluczowa okazała się jednak końcówka, w której Falubaz był po prostu skuteczniejszy, powtarzając korzystny dla siebie rezultat 46:44.

    Liderzy w formie – Kubera i Lambert nie zawiedli

    W barwach Falubazu na pierwszy plan wysunęli się kluczowi zawodnicy. W Toruniu znakomicie zaprezentował się Dominik Kubera, który zdobył 8 punktów i tylko raz dał się wyprzedzić. Jego jazda, pełna pewności i szybkości, napawa optymizmem zielonogórskich kibiców przed nadchodzącym sezonem. Równie ważną rolę odegrał Robert Lambert, którego 11 punktów i zwycięstwa w kluczowych biegach były fundamentem sukcesu.

    Nie zabrakło też solidnych występów pozostałych gwiazd. Andrzej Lebiediew (7+1) i Leon Madsen (8) regularnie dorzucali swoje cegiełki, a Przemysław Pawlicki (6+2) punktował w każdym swoim starcie. To właśnie ta zespołowa praca i umiejętność punktowania w decydujących momentach zadecydowały o ostatecznym zwycięstwie Falubazu.

    Niepokojący cień nad Patrykiem Dudkiem

    Jeśli w obozie Falubazu panuje zadowolenie, to w Toruniu najpewniej trwają analizy, a jednym z głównych tematów jest forma Patryka Dudka. Lider torunian i reprezentant Polski w nadchodzącym cyklu Grand Prix 2026 wypadł w tych sparingach wyjątkowo blado. W ciągu dwóch dni zanotował tylko jedno zwycięstwo biegowe, które przyszło dopiero w 15. wyścigu rewanżu.

    Szczególnie niepokojąco wygląda jego bilans w konfrontacjach z największymi rywalami. Na własnym torze w Toruniu Dudek pokonał jedynie Przemysława Pawlickiego. Ani razu nie udało mu się przywieźć za plecami takich zawodników jak Leon Madsen, Andrzej Lebiediew czy Dominik Kubera – żużlowców, z którymi już niebawem będzie się ścierał na arenach Grand Prix. Jego punkty pochodziły głównie z wyścigów z juniorami lub rezerwowymi przeciwnika.

    Taka postawa musi martwić, zwłaszcza że Patryk Dudek ma w tym sezonie dźwigać na swoich barkach ogromną odpowiedzialność zarówno w barwach Torunia, jak i w reprezentacji. Sparing to oczywiście tylko test, ale powtarzalność słabszych występów i problemy z pokonywaniem najgroźniejszej konkurencji są sygnałem, którego nie można zlekceważyć.

    Inni zawodnicy z Torunia – jasne i ciemne strony

    Torunianie nie mogą narzekać na postawę wszystkich swoich liderów. Robert Lambert jechał znakomicie, zdobywając łącznie 20 punktów w dwóch meczach i wielokrotnie ratując sytuację drużyny. Solidnie spisali się też Emil Sajfutdinow i Mikkel Michelsen, którzy w kluczowych momentach potrafili wygrywać swoje biegi.

    Problemem okazała się niestety druga linia oraz słabszy dzień Damiana Ratajczaka, który po pierwszym sparingu sam przyznał, że jest niezadowolony ze swojej postawy. W rewanżu zdobył co prawda 6+1 punktu, ale jego wpływ na wynik był ograniczony. Nieobecność kontuzjowanego Antoniego Kawczyńskiego również osłabiła możliwości rotacji zespołu gospodarzy, co w tak wyrównanym meczu mogło mieć znaczenie.

    Co dalej przed startem sezonu?

    Oba sparingi spełniły swoją podstawową rolę – pozwoliły zawodnikom na „rozjeżdżenie się” przed sezonem, a sztabom trenerskim dostarczyły mnóstwo materiału do analizy. Falubaz może kontynuować przygotowania z podniesioną głową, potwierdzając, że jego wzmocnienia kadrowe (przede wszystkim Dominik Kubera) sprawdzają się w praktyce, a zespół ma charakter i potrafi wygrywać trudne, stykowe mecze.

    Dla Torunia to sygnał, że obrona tytułu mistrzowskiego będzie w tym sezonie niezwykle trudnym zadaniem. Konieczne jest pilne znalezienie przyczyn słabszej formy Patryka Dudka i wypracowanie lepszej dyspozycji startowej. Sezon rozpoczyna się już niebawem – Falubaz zagra 10 kwietnia we Wrocławiu, a torunianie dwa dni później zmierzą się w Lublinie.

    Podsumowanie

    Podwójne zwycięstwo Falubazu w sparingach z mistrzem Polski to niewątpliwie pozytywny impuls dla zespołu z Zielonej Góry. Drużyna pokazała charakter, głębię składu i skuteczność w końcówkach spotkań. Dla Torunia to cenna, choć gorzka lekcja, która uwidoczniła pewne problemy, głównie w postawie ich największej gwiazdy. Forma Patryka Dudka na kilka tygodni przed startem sezonu i cyklu Grand Prix jest dziś największym znakiem zapytania w ekstraligowej układance. Czas do kwietnia będzie kluczowy, by ten znak zapytania zamienić w pewność i powrót do najlepszej wersji utytułowanego żużlowca.