Historyczny awans do Metalkas 2. Ekstraligi to dla klubu PSŻ Poznań ogromny sukces. Sezon 2026 drużyna z Poznania zaczęła jednak w cieniu poważnego problemu, który od lat ciąży nad lokalnym żużlem. Kibice i zawodnicy z niecierpliwością czekali na moment, gdy będą mogli poczuć przewagę własnego toru na Golęcinie.
Sytuacja zaczyna się jednak zmieniać. W środowisku klubowym widać pierwsze oznaki nadziei. Drużyna odbyła już pierwsze treningi na własnym obiekcie, a modernizacja stadionu, w tym montaż band, ma zostać zakończona w ciągu najbliższych tygodni. To szansa na prawdziwe mecze u siebie.
Trudna historia i walka o stabilizację
Powrót żużla do Poznania w 2017 roku był wielkim wydarzeniem, ale od samego początku wiązał się z wyzwaniami. Pierwsze sezony w Krajowej Lidze Żużlowej były walką o utrzymanie, często utrudnioną przez problemy z torem. Nawet finał mistrzostw świata par, który odbył się na poznańskim obiekcie, był jedynie epizodem, a nie początkiem stabilnej ery.
Obecnie, mimo startów na wysokim szczeblu, klub zbudował na sezon 2026 młody, perspektywiczny skład z takimi zawodnikami jak Mateusz Affelt, Norick Bloedorn czy Mikołaj Czapla. Mają oni walczyć w Metalkas 2. Ekstralidze, a dzięki postępom w pracach na stadionie ich misja staje się łatwiejsza.
- #Hunters PSŻ Poznań musi jednak mierzyć się z rzeczywistością, w której planowanie sezonu długo stało pod znakiem zapytania. Jak wskazywał trener Eryk Jóźwiak, wiele kwestii związanych z przygotowaniem nawierzchni było niezależnych od klubu. Generowało to dodatkowy stres i komplikacje logistyczne, zarówno przed startem rozgrywek, jak i w ich trakcie.
Kibice czekają na prawdziwy mecz u siebie
Dla kibiców sytuacja była szczególnie dotkliwa. Wierna grupa fanów chce wspierać swoją drużynę, ale bez regularnych meczów na Golęcinie trudno budować silną, lokalną tożsamość i atmosferę. Apel klubu: „Wjedź z nami w następne okrążenie i wspieraj PSŻ Poznań w drodze po zwycięstwo!” nabiera szczególnego znaczenia właśnie w kontekście walki o własny stadion.
Frekwencja i klimat na trybunach są nieodłącznym elementem żużlowego sukcesu. Kiedy drużyna nie ma gdzie regularnie rozgrywać spotkań, a kibice nie mogą planować wizyt na stadionie, więź słabnie. Stąd właśnie brały się głosy frustracji i porównania meczów domowych do wyjazdów.
Według terminarza na sezon 2026 klub ma zaplanowane mecze u siebie na koniec kwietnia i początek maja. Będą to kluczowe momenty, by pokazać, że poznański żużel ma siłę przebicia. Pierwszy mecz wyjazdowy przeciwko Arged Malesie Ostrów Wielkopolski już się odbył, a w kolejnych kolejkach poznaniaków czekają m.in. pojedynki z Polonią Bydgoszcz czy ROW-em Rybnik. Przygotowania do sezonu, w tym sparingi z takimi zespołami jak Apator Toruń czy Polonia Piła, odbywają się już na własnym torze lub w jego pobliżu.
Szansa na nowy początek
Mimo przeciwności w całej sytuacji widać ogromną determinację. Awans do Metalkas 2. Ekstraligi to dowód, że PSŻ Poznań potrafi rozwijać się nawet w trudnych warunkach. Młodzi zawodnicy w składzie to inwestycja w przyszłość, która ma sens tylko wtedy, gdy będą mogli regularnie trenować i startować przed własną publicznością.
Rozwiązanie kwestii stadionowej jest kluczowe nie tylko dla wyników sportowych, ale i dla stabilizacji finansowej klubu. Własny tor to możliwość organizacji wydarzeń, regularne przychody z biletów i większe pole manewru przy pozyskiwaniu sponsorów. To fundament, na którym można budować trwałą pozycję w ligowej elicie.
Cierpliwość kibiców i zarządu, na czele z prezesem Jakubem Kozaczykiem, została wystawiona na ciężką próbę, ale cel pozostaje jasny. Chodzi o to, by żużel w Poznaniu przestał być gościem we własnym mieście, a mecz na Golęcinie znów stał się świętem dla lokalnej społeczności, a nie wyzwaniem logistycznym. Wszyscy z niecierpliwością czekają, aż ta historia znajdzie szczęśliwy finał.

