Początek sezonu 2026 dla Krono-Plast Włókniarza Częstochowa już teraz zwiastuje spore problemy. Zespół, którego skład oceniany był jako jeden z najsłabszych w PGE Ekstralidze, boryka się z lawiną trudności – od kontuzji kluczowych zawodników, przez dramatyczne braki kadrowe, aż po słabą formę tych, którzy mieli być filarami drużyny. Szczególnie bolesne jest to, że młodzi żużlowcy, w których kibice pokładali nadzieję, nie spełniają oczekiwań. Najwięcej frustracji wśród fanów budzi postawa Franciszka Karczewskiego.
Sparingowe rozczarowanie Karczewskiego
Dotychczasowe starty przygotowawcze zawodnika nie pozostawiają złudzeń. W trzynastu rozegranych wyścigach zdobył zaledwie dwa punkty, a wśród pokonanych rywali figuruje tylko Radosław Kowalski podczas sparingu w Krośnie. Kibiców najbardziej poirytował jego występ podczas Memoriału Bronisława Idzikowskiego i Marka Czernego na własnym torze, gdzie Karczewski zanotował aż trzy defekty.
Jego problemy są złożone. Zawodnikowi brakuje zarówno prędkości na dystansie, jak i dobrego momentu startowego, co zresztą obserwatorzy wskazują jako bolączkę całego zespołu w tej fazie przygotowań. Fani zauważają również niepokojącą tendencję do przedwczesnego „przymykania gazu” w wielu biegach. Trener Mariusz Staszewski stara się tonować nastroje, ale jego słowa nie brzmią optymistycznie. – Nie wygląda to pocieszająco, ale to dopiero początek sezonu. Na początku zeszłego roku też nie było najlepiej, mamy czas i będziemy z nimi dużo pracować – komentował dla mediów.
Nadchodzące sparingi – najpierw ze Spartą Wrocław, a potem z Cellfast Wilkami Krosno – będą ostatnim sprawdzianem przed inauguracją Ekstraligi. Na dziś jednak wszystko wskazuje na to, że Karczewski przegra rywalizację o miejsce w składzie na mecz w Lesznie na rzecz młodszego Alana Ciurzyńskiego. To właśnie na nim kibice zaczynają skupiać swoje, już mocno ograniczone, nadzieje.
Kontuzja Szostaka ciossem w serce zespołu
Problemy Włókniarza są jednak znacznie głębsze niż tylko słaba forma jednego juniora. Drużynę dotknęła poważna kontuzja, która komplikuje plany na start sezonu. Podczas tego samego Memoriału Idzikowskiego i Czernego, w czwartym biegu, Sebastian Szostak doznał poważnego urazu.
Po kolizji z Robertem Chmielem, który wjechał w tylne koło częstochowianina, Szostak upadł i został przewieziony do szpitala. Diagnoza jest poważna: złamanie w obrębie kręgosłupa piersiowego oraz szyi. Na szczęście, jak poinformował klub, uraz nie wymaga leczenia operacyjnego. Czeka go jednak kilka tygodni przerwy w startach oraz intensywna rehabilitacja. Oficjalny komunikat brzmiał: „Sebastiana Szostaka czeka kilka tygodni przerwy w startach oraz konieczna rehabilitacja. Sebastian, wracaj do zdrowia!”.
Dla zespołu strata Szostaka jest dotkliwa z kilku powodów. Po pierwsze, był to podstawowy zawodnik z kategorii U24, Polak, co w kontekście limitów składu ma ogromne znaczenie. Po drugie, to właśnie on był ostatnim elementem układanki w planach na sezon 2026, zawodnikiem z doświadczeniem w walce o medale mistrzostw świata. Jego kontuzja tuż przed startem rozgrywek stawia pod znakiem zapytania i tak już kruche szanse zespołu na dobre wyniki.
Plątanina kadrowa i atmosfera niepewności
Sytuacja w częstochowskim klubie przypomina domek z kart. Kontuzja Szostaka wywołała efekt domina, odsłaniając słabości i zaniedbania w budowie składu. Zespół ma związane ręce limitami obcokrajowców. Trio w postaci Rye’a Tugate’a, Madsa Hansena i Jaimona Lidseya blokuje możliwość sprowadzenia innego zagranicznego żużlowca na zastępstwo.
Pozostaje więc szukanie rozwiązania wśród Polaków do lat 24, a tu pojawiają się kolejne złe wieści. Kontuzjowany jest już nie tylko Szostak. Szymon Ludwiczak (18 lat) odczuwa ból ręki po ostatnich startach i, jak potwierdził trener Staszewski, zabraknie go przez kilka tygodni. Wcześniej wykluczony został także Alan Ciurzyński. Do dyspozycji pozostają więc inni juniorzy: wspomniany Karczewski, Kacper Halkiewicz i Bartosz Śmigielski, ale ich forma i doświadczenie budzą uzasadnione obawy.
Kibice śledzący tę sytuację są załamani. Perspektywa walki o utrzymanie w Ekstralidze, która i tak wydawała się bardzo trudna, teraz stała się niemal misją niemożliwą. Klub, który jeszcze niedawno świętował sukcesy, dziś zmaga się z problemami finansowymi i organizacyjnymi.
Widmo play-downów i rozpad kadry na 2026 rok
To, co dzieje się teraz, ma bezpośredni wpływ na przyszłość. Budowa składu na sezon 2026 przedstawia się dramatycznie. Klub zmaga się z długami – głośno jest choćby o 650 tysiącach złotych zaległości wobec Pawła Przedpełskiego z 2023 roku. Generuje to konflikty i odstrasza potencjalnych zawodników.
Nawet umowa z Jaimonem Lidseyem, która miała być światełkiem w tunelu, w obliczu zaległości finansowych nie jest pewna. Sytuację pogarsza ryzyko spadku. Jeśli Włókniarz będzie zmuszony do gry w barażach (play-down), jak to miało miejsce po porażce ze Stalą Gorzów pod koniec zeszłego sezonu, negocjacje z wartościowymi zawodnikami staną się jeszcze trudniejsze. Wizja żużla na niższym szczeblu w Częstochowie, choć niegdyś nie do pomyślenia, dziś wydaje się realnym scenariuszem.
Co dalej z Krono-Plast Włókniarzem?
Przed drużyną Mariusza Staszewskiego ostatnie dni na dopracowanie formy i taktyki przed wyjazdem do Leszna. Będzie to sprawdzian w ekstremalnie trudnych warunkach – przeciwko jednej z czołowych drużyn ligi, w roli wyraźnego outsidera.
Kluczowe będzie to, czy uda się znaleźć choćby namiastkę zastępstwa za Szostaka wśród młodzieży oraz czy któryś z młodszych zawodników, jak Ciurzyński czy Halkiewicz, zaskoczy pozytywnie. Trener Staszewski ma przed sobą tytaniczną pracę motywacyjną i taktyczną. Musi zbudować zespół z zawodników, którzy niekoniecznie wierzą w sukces, oraz przekonać kibiców, że mimo wszystko warto wspierać drużynę.
Słowa „Nie wygląda to pocieszająco”, wypowiedziane przez szkoleniowca w kontekście formy Karczewskiego, można niestety odnieść do całej sytuacji klubu. Kontuzje, problemy kadrowe, niepewność finansowa i słabe wyniki sparingowe tworzą mieszankę wybuchową. Kibice, przyzwyczajeni do walki o najwyższe cele, muszą się teraz zmierzyć z zupełnie inną rzeczywistością – walką o przetrwanie.
Nadzieja? Zawodnicy mają jeszcze czas na poprawę dyspozycji. Sezon jest długi, a w żużlu często zdarzają się niespodzianki. Być może presja i rola zdecydowanego underdoga zadziałają na zespół mobilizująco. Na razie jednak wszystko, co dzieje się w obozie częstochowskiego klubu, wskazuje na to, że nadchodzące miesiące będą jednym z najtrudniejszych okresów w jego historii.

