Rekordowe kwoty, wielkie transfery i jasno wytyczony cel – walka o medal. Tak wygląda rzeczywistość Falubazu Zielona Góra po powrocie do PGE Ekstraligi. W środowisku żużlowym od tygodni mówi się o transferowych bombach i zawrotnych kontraktach. Teraz, gdy Stelmet Falubaz Zielona Góra ujawnił szacunki na sezon 2025, dyskusja znów rozgorzała. Oficjalnie budżet zielonogórskiego klubu wyniesie 16–17 milionów złotych. Brzmi to jak solidna kwota, ale rzeczywistość bywa bardziej złożona.
Prezes Adam Goliński, który z dumą ogłasza wzrosty, jednocześnie studzi emocje. Tak, szesnaście–siedemnaście milionów to dużo, ale w górnej części tabeli PGE Ekstraligi mówi się o sumach jeszcze wyższych. Falubaz, jego zdaniem, plasuje się finansowo w średniej dla dolnej połowy stawki. To ciekawa perspektywa, która pokazuje, jak bardzo rozwarstwiona jest dziś najwyższa klasa rozgrywkowa.
Ambitny marsz w górę. Od 12 do 17 milionów
Aby zrozumieć skalę zmian w Falubazie, trzeba cofnąć się o dwa lata. W 2023 roku klub świętował awans do PGE Ekstraligi, a jego budżet oscylował wokół 12 milionów złotych. To były realia pierwszej ligi. Powrót na salony wymusił natychmiastowe dofinansowanie. Sezon 2024 rozpoczął się już z kwotą około 17 milionów.
I teraz nadchodzi kolejny sezon. Na 2025 rok zarząd planuje wydać 16–17 milionów złotych. Prezes Goliński wskazał, że skok do kwot rzędu „ponad 20, nawet dwudziestu kilku milionów” może nastąpić w sezonie 2026. Ta dynamika jest imponująca – w ciągu trzech lat budżet klubu znacząco wzrósł.
Skąd te pieniądze? Podstawą są trzy filary. Po pierwsze, wpływy z biletów i środki związane z udziałem w PGE Ekstralidze. Po drugie, stabilne wsparcie sponsorów, na czele ze Stelmetem. Po trzecie – i to jest kluczowy element – pomoc miasta. Na początku maja Rada Miasta Zielona Góra przegłosowała dotację w wysokości 3 milionów złotych na „poprawę warunków uprawiania sportu żużlowego”. Środki są zabezpieczone do 15 maja 2025 roku, a klub ma już obiecane wsparcie także na rok 2026.
To nie wszystko. Miasto rozdzieliło dodatkowe 6 milionów złotych na różne dyscypliny sportu, a część tej puli także trafi na żużel. Tak wyraźne zaangażowanie samorządu daje klubowi finansowy oddech i poczucie stabilności. Prezes Goliński podkreśla, że dzięki tej mieszance klub nie potrzebuje ogromnych kwot od jednego, konkretnego sponsora.
Gdzie płynie najwięcej gotówki? Kontrakty zawodników
Budżet to nie abstrakcyjna liczba. To konkretne wydatki, a w żużlu największą część pochłaniają gaże zawodników. Falubaz już teraz kompletuje skład na sezon 2026 i widać, że nie żałuje pieniędzy na gwiazdy.
Flagowym transferem jest sprowadzenie Duńczyka Leona Madsena, byłego medalisty Grand Prix i wicemistrza świata. Lider tej klasy kosztuje, ale prawdziwym tematem rozmów stał się kontrakt Dominika Kubery. Młody, utalentowany Polak wraca do Falubazu w spektakularnym stylu.
Szacuje się, że jego kontrakt należy do najwyższych w lidze. W środowisku mówi się o wysokich kwotach za podpis pod umową, atrakcyjnych stawkach za punkt i dodatkowych umowach sponsorskich. Prezes Goliński, opisując skalę wydatków, podał przykład innego zawodnika (nie wymieniając nazwiska), którego utrzymanie w dobrym sezonie może kosztować klub około 1,3 miliona złotych, a z premiami nawet 2 miliony. Widać więc jasno, że budżet rzędu 16–17 milionów jest niezbędny, by utrzymać kilku dobrze opłacanych żużlowców i uzupełnić skład o pozostałych zawodników.
Nie najwięcej, ale ambitnie. Gdzie jest Falubaz?

Czy z budżetem 16–17 milionów Falubaz jest najbogatszym klubem Ekstraligi? Wszystko wskazuje na to, że nie. To właśnie najciekawszy wątek całej historii.
Adam Goliński otwarcie mówi, że ich budżet to „średnia w dolnej części tabeli”. Co to oznacza? Że istnieje grupa 3–4 klubów, które dysponują jeszcze większymi środkami. W kuluarowych rozmowach najczęściej wymienia się takie ekipy jak Apator Toruń, Motor Lublin czy Fogo Unia Leszno. Mówi się o ogromnych pieniądzach, szczególnie w kontekście toruńskiego klubu, oraz o budżetach liderów przekraczających 30 milionów złotych.
Falubaz jest więc w przededniu dalszego rozwoju. Ma budżet pozwalający na spokojne utrzymanie się w Ekstralidze i budowę mocnego zespołu, ale aby realnie konkurować o medale z absolutną czołówką, prawdopodobnie będzie musiał jeszcze zwiększyć wydatki. Ambicje są jednak jasne. Prezes Goliński deklaruje: „Chcemy dobić do czołówki PGE Ekstraligi i bić się o medal z najcenniejszego kruszcu”.
Klub idzie drogą stopniowego, ale konsekwentnego rozwoju. Po powrocie do elity zwiększono budżet, sprowadzono gwiazdy i zaczęto marzyć o podium. To strategia rozłożona na kilka sezonów. Ważnym sygnałem jest też fakt, że wszystkie kluby PGE Ekstraligi, w tym Falubaz, otrzymały przed nowym sezonem „zielone światło” od władz ligi. Nie ma żółtych kartek ani problemów z wypłacalnością. Finanse są pod kontrolą.
Stabilizacja dzięki sponsorom. Rola Stelmetu

Nawet najlepsze wsparcie miasta nie wystarczy, jeśli klub nie ma silnego sponsora tytularnego. Tutaj Falubaz przeszedł ostatnio pewne zawirowania, które zakończyły się pomyślnie.
Głównym sponsorem od lat jest firma Stelmet, należąca do przedsiębiorcy Dariusza Bieńkowskiego. W przeszłości Bieńkowski angażował się bezpośrednio, dokładając nawet 5 milionów złotych do budżetu klubu. Później wycofał się z udziałów, co wzbudziło obawy o przyszłość współpracy.
Okazało się, że były one przedwczesne. Po rozmowach z prezydentem Zielonej Góry, Marcinem Pabierowskim, strony doszły do porozumienia. Stelmet pozostanie sponsorem tytularnym Falubazu co najmniej do końca sezonu 2026. Jak podkreślił prezydent, najważniejsze było dobro klubu. Ta deklaracja daje zespołowi niezbędną przewidywalność na najbliższe lata.
Co dalej z rekordowymi budżetami?
Ujawnienie budżetu Falubazu to kolejny element układanki obrazującej finansową rzeczywistość żużla w Polsce. PGE Ekstraliga staje się ligą coraz droższą. Koszt utrzymania drużyny na najwyższym poziomie to już nie 10, a minimum kilkanaście milionów złotych. Walka o czołowe lokaty to prawdopodobnie wydatek o kilka, a może nawet kilkanaście milionów wyższy.
Dla Falubazu Zielona Góra utrzymanie budżetu na poziomie 16–17 milionów to powód do dumy i znak, że awans do Ekstraligi nie był przypadkiem. To klub, który inwestuje, ma plan i jasno określone ambicje. Nie jest jeszcze finansowym liderem, ale robi wszystko, by się do nich zbliżyć. Sezon 2025 będzie sprawdzianem, czy te pieniądze przełożą się na punkty i miejsca na podium. Presja rośnie, ale zielonogórzanie zdają się być na nią przygotowani.

