Kategoria: Sport

  • Pawełczak na czele? Ekspert wskazuje największy talent polskiego żużla

    Pawełczak na czele? Ekspert wskazuje największy talent polskiego żużla

    Kto jest dziś największą nadzieją polskiego żużla? To pytanie zawsze elektryzuje kibiców i ekspertów. Wśród wielu młodych, utalentowanych zawodników trzeba czasem postawić na jednego. I właśnie to zrobił doświadczony dziennikarz Henryk Grzonka w rozmowie z portalem PoBandzie. Jego wybór może być dla niektórych zaskakujący, bo nie padł na najbardziej medialne nazwiska.

    Grzonka postanowił uszeregować trzech, jego zdaniem, najlepszych młodych żużlowców w kraju. I tak, na trzecim miejscu jego podium znalazł się Kacper Mania z Fogo Unii Leszno. To zawodnik, który w swoim debiutanckim sezonie ligowym naprawdę zwrócił na siebie uwagę. Miał świetne wyniki w Metalkas 2. Ekstralidze i był bardzo blisko medalu na Mistrzostwach Polski Juniorów. Grzonka podkreśla jego waleczność i zadziorność, które w tym sporcie są naprawdę cenne. Mówi też, że mimo skoku do najwyższej ligi, Mania powinien sobie poradzić.

    Srebrny medal, według tego rankingu, trafia do Wiktora Przyjemskiego. To postać dobrze znana kibicom, zwłaszcza po sezonie spędzonym w Lublinie. Przyjemski w PGE Ekstralidze prezentował naprawdę wysoki poziom, ale jego miniony rok nie był pozbawiony problemów. Grzonka zwraca uwagę na kontuzję, która popsowała mu koniec sezonu, ale też na pewien incydent na torze w Lublinie. Mówiąc wprost, chodzi o faul, w który był zamieszany. Dziennikarz ocenia, że w tej sytuacji zabrakło po prostu zdrowego rozsądku. To pokazuje, że w żużlu liczy się nie tylko szybkość, ale też dojrzałość.

    A kto jest numerem jeden? Tutaj Grzonka nie ma wątpliwości. Jego zdaniem, największym talentem w polskim żużlu jest obecnie Maksymilian Pawełczak, również zawodnik Abramczyk Polonii Bydgoszcz. I to jest chyba najciekawsza część tej historii. Pawełczak nie ma na koncie tak wielu startów jak inni, ale tam, gdzie się pojawił, robił ogromne wrażenie.

    Pamiętacie jego występy w Speedway of Nations 2 w Toruniu? Albo w tych kluczowych barażach o PGE Ekstraligę ze Stalą Gorzów? Właśnie w tych momentach pokazał, co potrafi. Grzonka jest pod ogromnym wrażeniem. Mówi, że na ten moment trudno mu wskazać kogoś lepszego. Nazywa go jednym z największych talentów ostatnich lat.

    Co takiego wyróżnia Pawełczaka? Zdaniem eksperta, to połączenie niezwykłych umiejętności torowych z czymś, czego nie widać gołym okiem – z charakterem i inteligencją. Grzonka podkreśla, że Maks jest poukładanym i mądrym chłopakiem. A to wcale nie jest mało istotne. W długiej i wymagającej karierze żużlowca, umiejętność mądrego kierowania swoją drogą jest czasem tak samo ważna jak umiejętność pokonania przeciwnika na wirażu.

    „Ma papiery, by sięgać po największe sukcesy” – tak o Pawełczaku mówi Henryk Grzonka. To mocne słowa, ale wypowiedziane przez kogoś, kto żużel obserwuje od lat. Oczywiście, nikt nie ma pewności, jak potoczy się kariera jakiegokolwiek młodego zawodnika. Kontuzje, wybory, presja – to wszystko może zmienić bieg wydarzeń.

    Ale takie głosy ekspertów są ważne. Zwracają uwagę kibiców na zawodnika, który może być gwiazdą przyszłości. Pokazują też, że rankingi młodych talentów nie zawsze są oczywiste. Nie zawsze ten, kto jest najgłośniej wypromowany, okaże się tym najlepszym w dłuższej perspektywie.

    Wybór Grzonki stawia więc Maksymiliana Pawełczaka w centrum uwagi. Teraz na młodego zawodnika z Bydgoszczy będzie spoczywała nieco większa presja, ale też nadzieja. Kolejne sezony zweryfikują, czy dziennikarz miał rację. A my, kibice, dostajemy świetny powód, by w nadchodzących rozgrywkach uważniej przyglądać się właśnie jemu. Bo może patrzymy na przyszłego lidera polskiego, a kto wie, może i światowego żużla.

    Źródła

  • Metalkas 2. Ekstraliga: nowy sezon tuż-tuż, a plotki wokół gwiazd już wrze

    Metalkas 2. Ekstraliga: nowy sezon tuż-tuż, a plotki wokół gwiazd już wrze

    Czy jesteście gotowi na więcej żużlowych emocji? Bo druga liga, Metalkas 2. Ekstraliga, właśnie Opublikowano pełny terminarz Metalkas 2. Ekstraligi na sezon 2026, z datami rund zasadniczych i wstępnymi dla fazy finałowej.[1][2] I tu mam dla was konkretną datę startu. Sezon rozpocznie się w weekend wielkanocny, 4-5 kwietnia 2026 (1. runda).[1][2] Tak, dokładnie w te święta, co jest, przyznajmy, dość nietypowym, ale na pewno zapadającym w pamięć momentem na otwarcie sezonu. Co ważne, wszystkie mecze będzie można oglądać na żywo, więc żaden fan nie powinien niczego przegapić.

    A co słychać wokół samych zawodników? O, tutaj było w ostatnich dniach całkiem sporo zamieszania. Weźmy na przykład sprawę Taja Woffindena. Polski serwis sportowy podał, że brytyjska gwiazda nie pojawi się w lidze. Sam Woffinden musiał interweniować i, używając swojego konta na Instagramie, stanowczo wszystko zdementował. Potwierdził, że w 2026 roku będzie ścigał się dla Ostrowia. To chyba dobry przykład na to, że czasem warto poczekać na oficjalne słowo od samego zainteresowanego, prawda?

    Ale to nie koniec transferowych zawirowań. Drużyna z Piły prowadziła zaawansowane rozmowy z Australijczykiem Joshem Pickeringiem. Wszystko szło gładko, aż do momentu, gdy pojawiła się kwestia… pieniędzy. Pickering miał zażądać opłaty za podpisanie kontraktu przekraczającej 80 tysięcy funtów. Dla klubu z Piły była to po prostu zbyt wygórowana kwota, która nie mieściła się w ich budżecie. W efekcie cały deal po prostu się rozpadł. Ciekawe, czy Pickering teraz żałuje swoich żądań, czy może znajdzie inny klub, który je spełni.

    A co z samymi rozgrywkami? W poprzednim sezonie rozegrano playoffy o miejsca 7-8 oraz finał, w tym rewanże w fazie play-off i play-down.[1] Teraz przed nami cała nowa, świeża runda walk. Patrząc na te wszystkie ruchy kadrowe i plotki, które krążą wokół ligi, można się spodziewać naprawdę wyrównanej i nieprzewidywalnej rywalizacji. Czy Ostrow z Woffindenem zdominuje rozgrywki? Kogo zatrudni Pila po fiasku z Pickeringiem? Na te i wiele innych pytań odpowiedź przyniesie dopiero asfalt torów.

    Podsumowując, Metalkas 2. Ekstraliga szykuje się na bardzo ciekawy rok. Mamy już oficjalny kalendarz, mamy potwierdzenia (i zaprzeczenia) udziału wielkich nazwisk, a także pierwsze transferowe dramaty. To wszystko składa się na obraz ligi, która wcale nie jest spokojnym zapleczem, ale pełnoprawną, dynamiczną i pełną emocji areną sportową. Zostańcie z nami, bo na pewno będzie o czym pisać, gdy tylko na torach zapłonie pierwsze zielone światło w wielkanocny weekend.

    Źródła

  • Śledź bez tajemnic. Nowy szkoleniowiec Polonii opowiada, jak wyglądało pierwsze spotkanie z zespołem

    Śledź bez tajemnic. Nowy szkoleniowiec Polonii opowiada, jak wyglądało pierwsze spotkanie z zespołem

    Czasami zmiana otoczenia działa jak zastrzyk energii. Dokładnie taką sytuację mamy teraz w Polonii Bydgoszcz, gdzie za sterami drużyny zasiadł Dariusz Śledź. Po siedmiu latach w Betard Sparcie Wrocław trener właśnie odbył swój pierwszy, oficjalny kontakt z nowymi podopiecznymi. I trzeba przyznać, że nie owija w bawełnę.

    Spotkanie odbyło się na zgrupowaniu w Cukrowni Żnin, gdzie Śledź mógł na spokojnie porozmawiać zarówno z zawodnikami, jak i całym sztabem szkoleniowym. Pierwsze wrażenia? Bardzo pozytywne. Trener w rozmowach z mediami nie ukrywa, że widzi w tym zespole ogromny potencjał. Mówi wprost, że ma do dyspozycji naprawdę silny skład. Cel jest zresztą jasny i powtarzany jak mantra: walka o awans do PGE Ekstraligi. Nikt tutaj nie udaje, że przyjechali do Żnina tylko po to, żeby miło spędzić czas.

    Ale, i tu przechodzimy do ciekawszej części tej układanki, Śledź od razu wskazał na pewien problem. Mianowicie chodzi o… nadmiar dobrych zawodników. Brzmi dziwnie, prawda? W końcu każdy klub chciałby mieć taki kłopot. Jednak w regulaminowych realiach żużla, gdzie liczba seniorów w meczu jest ograniczona, posiadanie zbyt wielu doświadczonych graczy może stać się logistycznym wyzwaniem. Trener Śledź ma na to konkretny pomysł. „Proponuje wypożyczenie nadliczbowych seniorów po pierwszych kolejkach sezonu lub na wiosnę, aby uniknąć walki o skład.” To ma sens, bo daje każdemu szansę na regularną jazdę i utrzymanie formy.

    No i właśnie ten pomysł już wywołał pewne rozmowy. I to nie byle z kim, bo z prezesem Jerzym Kanclerzem. Śledź przyznaje, że na ten temat już dyskutowali. To dobry znak, bo pokazuje, że nowy trener od początku angażuje się w kształtowanie zespołu nie tylko od strony sportowej, ale i strategicznej. Nie czeka, aż problem sam się rozwiąże, tylko od razu rzuca propozycje na stół.

    Co jeszcze wynika z tych pierwszych dni współpracy? Determinacja. Trener ją widzi i o niej mówi. Podkreśla, że atmosfera jest dobra, a zawodnicy są zmotywowani. Po latach we Wrocławiu, gdzie środowisko jest zupełnie inne, taka zmiana na pewno działa na niego odświeżająco. Teraz ma przed sobą nowy projekt, klub z tradycjami i – co ważne – bardzo konkretnym celem.

    Czy to znaczy, że w Bydgoszczy będzie łatwo? Oczywiście, że nie. Awans do Ekstraligi to marzenie wielu drużyn, a walka będzie zacięta. Ale pierwsze kroki nowego trenera wskazują na pragmatyczne i rzeczowe podejście. Nie marnuje czasu na zbędne ceregiele, tylko od razu zabrał się do roboty. Rozpoznał siłę zespołu, ale też dostrzegł słaby punkt, którym może być właśnie zarządzanie tak liczną grupą seniorów.

    To dopiero początek tej przygody. Zgrupowanie w Żninie to czas na pierwsze poznanie się i wyznaczenie kierunku. Kolejne tygodnie pokażą, jak pomysł z wypożyczeniami zostanie ostatecznie wcielony w życie i jak zespół zareaguje na metody nowego szkoleniowca. Jedno jest pewne: Dariusz Śledź nie zamierza chować kart w zanadrzu. Gra otwarto i od samego startu daje do zrozumienia, że w Polonii liczy się każdy detal. A kibice mogą liczyć na to, że sezon będzie ciekawy, a cel – mimo że ambitny – będzie realizowany z głową. Czas pokaże, czy ta głowa okaże się zwycięska.

    Źródła

  • Żużel w 2026: Plastrony wracają, ale portfele się kurczą. Oto zmiany w GP

    Żużel w 2026: Plastrony wracają, ale portfele się kurczą. Oto zmiany w GP

    Sezon 2026 w żużlowym cyklu Grand Prix zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim – jak to zwykle bywa – pojawiają się nowe przepisy. I muszę powiedzieć, że tegoroczne zmiany są naprawdę interesujące, a jedna z nich z pewnością nie spodoba się samym zawodnikom. FIM nie ogłosiła jeszcze zaktualizowanego regulaminu na 2026; dostępne są tylko informacje o kalendarzu i ogólnych planach.

    Zacznijmy od zmiany, która jest dość oczywista, a wręcz powrotem do korzeni. Nie ma potwierdzenia obowiązkowego powrotu plastronów w regulaminie SGP 2026. Przez ostatnie lata zawodnicy mieli dość podobne wzory na swoich kevlarach, ale konkretnego plastronu nie było. Teraz to się zmienia. Pomysł jest prosty: chodzi o lepszą widoczność i łatwiejszą identyfikację zawodników dla kibiców, zarówno na stadionie, jak i przed telewizorami. To w sumie logiczne posunięcie, prawda? W sporcie, gdzie wszystko dzieje się tak szybko, każdy element ułatwiający rozpoznanie, kto jest kim, ma sens.

    Ale tutaj, proszę państwa, dochodzimy do sedna sprawy, a właściwie do jej finansowej strony. Bo o ile powrót plastronów to raczej neutralna lub nawet pozytywna wiadomość, o tyle druga główna zmiana jest już dużo bardziej kontrowersyjna. Mówiąc wprost: zawodnicy zarobią mniej. Znacznie mniej. I nie są to jakieś symboliczne cięcia.

    Weźmy główną pulę nagród dla cyklu Speedway Grand Prix. Do tej pory wynosiła ona 125 tysięcy euro, co w przeliczeniu na złotówki daje około 525 tysięcy. W nowym regulaminie ta kwota spada do 90 325 euro. To około 380 tysięcy złotych. Jeśli ktoś nie lubi matematyki, to szybko przeliczę – to spadek o prawie 35 tysięcy euro, czyli w złotówkach o jakieś 145 tysięcy. To nie jest mała suma, szczególnie biorąc pod uwagę, że to nagroda do podziału między najlepszych żużlowców świata. I to nie koniec, bo podobne cięcia dotyczą innych rozgrywek. Na przykład pula nagród w Speedway World Cup, czyli Pucharze Narodów, spada z 250 tysięcy euro do 150 tysięcy. To już jest naprawdę poważna redukcja.

    Co na to zawodnicy? Cóż, oficjalnych komentarzy jeszcze nie ma, ale trudno sobie wyobrazić, żeby byli zachwyceni. Starty w Grand Prix to ogromny wysiłek, ryzyko i koszty. Nagrody pieniężne są ważnym elementem tego całego przedsięwzięcia. Mniejsza pula oznacza po prostu, że za ten sam trud i ryzyko dostaną mniejsze wynagrodzenie. To trochę tak, jakby w pracy powiedziano ci, że od przyszłego roku będziesz robić to samo, ale za 30% mniej. Nie brzmi zachęcająco.

    Skąd te cięcia? Tego oficjalnie nie wiemy. Można spekulować, że organizatorzy chcą zaoszczędzić, może mają mniejsze wpływy z praw telewizyjnych lub sponsorów. Być może chcą inaczej rozdysponować budżet. Ale fakt pozostaje faktem – pieniędzy w puli będzie wyraźnie mniej.

    Co jeszcze się zmienia? Okazuje się, że to nie jest sezon wielkiej rewolucji w samym formacie. Jan Konikiewicz, który pracował przy cyklu, a teraz jest dyrektorem w Orle Łódź, poinformował, że nie będziemy świadkami kolejnych dużych przekształceń w rodzaju zniesienia półfinałów czy wprowadzania punktowanych sprintów, jak to bywało wcześniej. Jedna z praktycznych zmian to skrócenie kwalifikacji – zniesiono jedną z sesji treningowych (tę oznaczaną jako FP2), więc zawodnicy będą mieli mniej czasu na rozpoznanie toru przed właściwymi startami.

    Sezon 2026 wystartuje 2 maja w Landshut. 10 rund, zakończenie 26 września w Toruniu (potwierdzone). W minionym sezonie na podium stanęli Bartosz Zmarzlik, Brady Kurtz i Dan Bewley. Ciekawe, czy nowe przepisy, a zwłaszcza te finansowe, wpłyną na motywację i atmosferę wśród ścigających się.

    Podsumowując, mamy więc mieszankę. Z jednej strony powrót do tradycyjnego elementu wizualnego, który może ułatwić życie kibicom. Z drugiej – bardzo bolesne, z punktu widzenia zawodników, cięcie w miejscu, które boli najbardziej, czyli w portfelu. Plastrony wracają, ale kasa odpływa. Pytanie, jak to wpłynie na prestiż i atrakcyjność całego cyklu w dłuższej perspektywie. Na razie możemy tylko obserwować i czekać na pierwsze reakcje żużlowców. Bo to oni są w tej układance najważniejsi.

    Źródła

  • Powrót opon dętkowych w żużlu. Dlaczego Zmarzlik mówi o „sensacji” i osobnych motocyklach?

    Powrót opon dętkowych w żużlu. Dlaczego Zmarzlik mówi o „sensacji” i osobnych motocyklach?

    Wyobraźcie sobie, że jesteście kierowcą Formuły 1. W jednej serii wyścigów jeździcie na oponach, które znacie od lat, a w drugiej, równie ważnej, musicie wrócić do technologii sprzed dekady. Brzmi trochę jak koszmar logistyczny, prawda? Mniej więcej w takiej sytuacji znajdą się od 2026 roku najlepsi polscy żużlowcy, w tym sam Bartosz Zmarzlik.

    Dlaczego? Otóż Główna Komisja Sportu Żużlowego podjęła decyzję, która w środowisku budzi spore emocje. Potwierdziły się doniesienia, że od sezonu 2026 w rozgrywkach PGE Ekstraligi wrócą opony dętkowe. Tymczasem w najbardziej prestiżowym cyklu świata, czyli Grand Prix, nadal obowiązywać będą nowocześniejsze opony bezdętkowe. To stworzy unikalną, i trzeba przyznać, dość kłopotliwą, sytuację dla zawodników ścigających się w obu tych arenach.

    Co to właściwie znaczy dla zawodnika? Bartosz Zmarzlik, niekwestionowana gwiazda i wielokrotny mistrz świata, skomentował to krótko: „jakąś sensację”. I ma rację. Różnica między oponami jest fundamentalna i wpływa na wszystko. Opona dętkowa ma, jak nazwa wskazuje, osobną dętkę wewnątrz. Bezdętkowa jest jednolita. To nie jest tylko kwestia gumy – to zupełnie inna filozofia ustawienia motocykla, inna charakterystyka prowadzenia, a nawet inna prędkość.

    Tu dochodzimy do sedna sprawy. Zmarzlik, jak sam przyznał, musi być gotowy na każdy scenariusz. A scenariusze są dwa, i oba są drogie. Albo będzie musiał mieć dwa osobne komplety kół, które będzie wymieniał w zależności od tego, czy jedzie ligę, czy GP. Albo – i to jest ta bardziej ekstremalna opcja – w ogóle osobne motocykle, skrojone idealnie pod każdy rodzaj opony. To ogromny wydatek, mnóstwo dodatkowej pracy dla mechaników i gigantyczne wyzwanie adaptacyjne dla samego zawodnika.

    Pomyślcie o tym przez chwilę. W jeden weekend żużlowiec może jechać mecz ligowy w Polsce na dętkach, czując motocykl w jeden sposób. A tydzień później musi się przestawić na zupełnie inne odczucia podczas rundy Grand Prix. To jak grać w tenisa na trawie i mączce ceglanej co drugi tydzień. Nawet dla najlepszego na świecie to spore obciążenie psychiczne i techniczne.

    Co ciekawe, powrót dętek po latach nie jest całkowitym zaskoczeniem, krążyły o tym plotki. Ale teraz, gdy decyzja jest oficjalna, pojawiają się uzasadnione obawy o zamieszanie. Czy wszyscy zawodnicy będą w stanie finansowo i logistycznie udźwignąć ten podwójny system? Czy może doprowadzi to do pewnej polaryzacji, gdzie niektórzy zdecydują się skupić tylko na jednej z konkurencji? To pytania, na które odpowiedź poznamy za dwa lata.

    Dla kibiców może to być ciekawy eksperyment. Zobaczymy, jak zawodnicy radzą sobie z tym technicznym wyzwaniem. Być może w lidze zobaczymy nieco inne ściganie, inną taktykę. Ale dla ludzi z pitboksów to zapowiedź wielu nieprzespanych nocy. Ustawienie motocykla pod oponę to klucz do sukcesu, a tutaj będą musieli opanować dwie zupełnie różne sztuki.

    Zmarzlik, który niedawno, nawet będąc w znakomitej formie, nie pomógł Motorowi Lublin w finale Ekstraligi, teraz stanie przed kolejną, nietypową barierą. Jego prędkość i instynkt pozostaną te same, ale część jego przewagi – czyli perfekcyjne zgranie z jedną maszyną – może zostać zachwiana. Będzie musiał być mistrzem w dwóch różnych dyscyplinach jednocześnie.

    Czy ta zmiana rzeczywiście „przewróci stolik”, jak sugerują nagłówki? Na pewno go mocno zachwieje. Wprowadzi element niepewności, który może wyrównać szanse w lidze, ale jednocześnie obciąży najbardziej utytułowanych zawodników. Sezon 2026 zapowiada się niezwykle ciekawie, a rozmowy o oponach będą pewnie głośniejsze niż kiedykolwiek. Przygotujcie się na to, że słowa „dętka” i „bezdętka” staną się żużlowym słowem roku.

    Źródła

  • Patryk Dudek najlepszym sportowcem Torunia. Wzruszające podziękowania dla narzeczonej

    Patryk Dudek najlepszym sportowcem Torunia. Wzruszające podziękowania dla narzeczonej

    Toruń ma powody do dumy, a jego żużlowcy – kolejny raz – są w centrum uwagi. W sobotę, 24 stycznia 2026 roku, w eleganckich wnętrzach Centrum Kulturalno-Kongresowego Jordanki, odbył się XVI Bal Sportowca. To tam ogłoszono wyniki XXIII Plebiscytu na Sportowca Torunia. I wiecie, kto znalazł się na samym szczycie? Patryk Dudek. Ale, co ciekawe, nie sam. Żużlowiec Pres Toruń zajął pierwsze miejsce ex aequo, czyli wspólnie, z wioślarzem Mirosławem Ziętarskim. To pokazuje, jak różnorodny i silny jest toruński sport.

    Dla Dudka ten wieczór był wyjątkowy z jeszcze jednego powodu. Oprócz tytułu Sportowca Roku, otrzymał z rąk prezydenta miasta, Pawła Gulewskiego, najwyższe wyróżnienie, jakie może spotkać torunianina – medal 'Thorunium’. To taki miejski order za wybitne zasługi. Nie każdy go dostaje, prawda?

    Podczas odbierania nagrody Dudek zabrał głos. A jego słowa były naprawdę szczere i poruszające. '2025 rok był wspaniały sportowo i zawodowo, dużo się działo, trudno to na pewno będzie powtórzyć w tym roku, ale po to są marzenia i cele, żeby je spełniać’ – mówił, cytowany przez portal torun.pl. Mówił oczywiście o wielkim sukcesie drużynowym – wywalczeniu po 17 latach Drużynowego Mistrzostwa Polski przez Pres Grupę Deweloperską Toruń. 'Chciałbym podziękować drużynie, sponsorom, klubowi, bo osiągnęliśmy coś czego w Toruniu dawno nie było’ – dodał.

    Ale tu jest ten moment, który pewnie zapadnie wielu w pamięć. Po podziękowaniach zawodowych, przyszła kolej na te bardzo prywatne. 'Oczywiście prywatnie dla narzeczonej duże gratulacje, że powiększyła nam się rodzinka. Oby tak dalej z fartem i z wiatrem’ – stwierdził żużlowiec. To krótkie, ale niezwykle ciepłe zdanie ujawnia najważniejszą, osobistą nowinę roku dla zawodnika. Sukces na torze szedł w parze z sukcesem w życiu osobistym. To chyba definicja dobrego roku, nie sądzicie?

    Prezydent Torunia, Paweł Gulewski, w swoim przemówieniu podkreślił fenomen ostatniego czasu. 'Teraz wszystkie nasze spojrzenia idą nie bezpodstawnie w stronę żużlowców. Po 17 latach nauczyli nas, jak cieszyć się ze złota, w mieście, które dla żużla i żużlem żyje’ – mówił. To trafne spostrzeżenie. Toruń to przecież miasto z ogromną żużlową tradycją, a powrót na szczyt po tak długim czasie musiał być słodki. Gulewski przypomniał też skalę lokalnego sportu: 80 klubów, 30 dyscyplin i aż 10 tysięcy aktywnych zawodników, w tym 7600 dzieci i młodzieży. Robi wrażenie.

    A co z resztą żużlowej ekipy? Okazuje się, że triumfował nie tylko Dudek. Kapituła plebiscytu nagrodziła także trenera Piotra Barona, który zdobył z drużyną mistrzowski tytuł, wybierając go Trenerem Roku. No i oczywiście Drużyną Roku 2025 została cała Pres Grupa Deweloperska Toruń. To był więc wieczór pełny żużlowych akcentów.

    Można by zapytać, co dalej? Sam Dudek w swoim wystąpieniu dał jasny sygnał. 'Wiem o co będę walczył w tym roku zarówno drużynowo, jak i indywidualnie’ – zapowiedział. Cele są więc jasne: obrona tytułu mistrza Polski z Toruniem i pewnie nowe wyzwania w turniejach indywidualnych. A do tego, jak sam przyznał, zupełnie nowa, piękna rola w życiu prywatnym.

    Takie chwile jak ta gala to nie tylko podsumowanie. To także energia na przyszłość. Patryk Dudek stojący na scenie z medalem 'Thorunium’ i dzielący się osobistą radością to obraz sportowca, który odnosi sukcesy na wielu polach. A dla toruńskiego żużla to kolejny, mocny dowód, że wrócił na sam szczyt i ma zamiar na nim pozostać. Miasto, które 'żużlem żyje’, znów ma się czym cieszyć. I chyba wszyscy trzymamy kciuki, żeby ten 'fart i wiatr’ towarzyszył im jak najdłużej.

    Źródła

  • Stal Gorzów w finansowej pętli: Dotacja na memoriał trzykrotnie za mała, brak GP to cios

    Stal Gorzów w finansowej pętli: Dotacja na memoriał trzykrotnie za mała, brak GP to cios

    No i mamy kolejny rozdział w niekończącej się, delikatnie mówiąc, przygodzie finansowej Stali Gorzów. Sprawa jest poważna, ale spróbujmy ją rozłożyć na czynniki pierwsze, tak jakbyśmy rozmawiali przy kawie. Klub z ulicy Kwiatowej znalazł się w sytuacji, w której musi bardzo szybko pogłówkować, skąd wziąć dodatkowe pieniądze. A powód jest prosty – tegoroczny budżet miasta na imprezy sportowe już podzielono i dla żużla wyszło… no, średnio.

    Zacznijmy od tego, co już wiadomo. Władze Gorzowa rozdzieliły łącznie 840 tysięcy złotych na różne międzynarodowe wydarzenia sportowe w 2026 roku. Najwięcej, bo 600 tysięcy, dostał ALKS AJP na imprezy lekkoatletyczne. A Stal? Klub dostał dotację w wysokości 150 tysięcy złotych na organizację memoriału Edwarda Jancarza. Brzmi nieźle? Hmm, nie do końca. Bo klub oficjalnie wystąpił o 500 tysięcy. Różnica jest, prawda? Prawie trzykrotna. I tu zaczyna się problem, bo otrzymana kwota – zdaniem znawców tematu – prawdopodobnie nie pokryje nawet podstawowych kosztów zorganizowania samego turnieju.

    Ale zaraz, zaraz. Dlaczego w ogóle mówimy o memoriale, a nie o wielkim, dochodowym Grand Prix? Otóż to jest sedno sprawy. Przez ostatnie lata to właśnie GP było finansową kołem ratunkowym dla budżetu Stali. Miasto pomagało w zakupie licencji, a klub mógł zarobić na sprzedaży biletów i sponsoringu. To była bardzo ważna, można powiedzieć kluczowa, pozycja w ich rozliczeniach. A teraz? W 2026 roku jeden z turniejów Grand Prix odbędzie się w Łodzi, nie w Gorzowie. Dla miasta to oszczędność. Dla klubu – ogromna strata, liczoną w milionach złotych.

    Co ciekawe, można było jeszcze spróbować zabiegać o turniej mistrzostw Europy SEC, ale w Gorzowie jakoś wszyscy byli przekonani, że GP zostanie na Jancarzu. No i nie zostanie. Pozostał więc memoriał, który – szczerze mówiąc – nie cieszy się taką samą estymą. Rozgrywany jest nieregularnie, często traktowany jako „załatanie dziury” w kalendarzu. A co gorsza, zainteresowanie takimi towarzyskimi turniejami w Polsce nie jest już tak wielkie. Inwestowanie w nie bywa ryzykowne, bo łatwiej jest dopłacić, niż na tym zarobić.

    Dodajmy do tego niezbyt szczęśliwy termin imprezy – piątek, 27 marca. Weekendowe terminy w tym przedsezonowym okresie są po prostu zajęte przez inne żużlowe wydarzenia.

    I co teraz? Działacze Stali muszą znaleźć sposób, żeby załatać wielomilionową lukę w budżecie, która powstała po utracie Grand Prix. Pamiętajmy, że klub już w zeszłym roku miał poważne problemy finansowe, a tu nagle brakuje kolejnych kilku milionów z tytułu wpływów z wielkiej imprezy. To nie jest mała kwota dla żadnego zespołu, a dla Stali – tym bardziej.

    Wszystko to dzieje się w tle innych wyzwań, o których pewnie słyszeliście. Chodzi o sprawy licencyjne i konieczność udowodnienia pełnego pokrycia budżetu. To osobna, ale powiązana historia, która tylko potęguje presję na zarządzie klubu.

    Podsumowując? Sytuacja Stali Gorzów jest napięta. 150 tysięcy złotych od miasta to kropla w morzu potrzeb, a utrata Grand Prix to finansowy cios poniżej pasa. Klub stoi przed trudnym zadaniem: w krótkim czasie znaleźć nowych partnerów, sponsorów lub inne źródła dochodu, żeby nie tylko zorganizować memoriał, ale przede wszystkim – żeby spokojnie wystartować w nowym sezonie. Kibice pewnie trzymają kciuki, ale działacze mają przed sobą kilka tygodni bardzo intensywnej pracy. Zobaczymy, co uda im się wymyślić.

    Źródła

  • Parnicki gotowy na Grand Prix? Młody Ukrainiec trenuje, a plotki o Woffindenie nie milkną

    Parnicki gotowy na Grand Prix? Młody Ukrainiec trenuje, a plotki o Woffindenie nie milkną

    Sezon żużlowy jeszcze się nie zaczął, a już mamy pierwszą, naprawdę gorącą plotkę. Chodzi o miejsce w elitarnej stawce Speedway Grand Prix 2026 i potencjalną zmianę personalną. W centrum tej historii są dwie postacie: doświadczony mistrz Tai Woffinden i utalentowany 19-latek z Ukrainy, Nazar Parnicki.

    Zacznijmy od tego, co wiemy na pewno. Nazar Parnicki, który w ubiegłym sezonie był jednym z filarów Fogo Unii Leszno, już wrócił do pracy. I to dosłownie. Młody zawodnik w ostatnim czasie odbył już pierwsze jazdy na żużlowym motorze. Jak sam przyznał w rozmowie z klubową telewizją, po prostu stęsknił się za jazdą. To w sumie normalne u każdego profesjonalisty. „Nie lubię siedzieć po prostu w domu i szukam możliwości, żeby gdzieś wyjechać i coś porobić. Gdzieś jakieś narty, snowboard, a ostatnio fajnie, że mieliśmy okazję pojeździć na żużlowych motorach w zimę, więc trochę się przypomniało” – mówił Parnicki.

    To bardzo sensowne podejście. 19-latek ma nadzieję, że nadchodzący sezon będzie jeszcze lepszy od poprzedniego. Jego cele są proste i, powiedzmy sobie szczerze, najważniejsze: zdrowie. „Miałem fajny sezon i oby w przyszłym było jeszcze lepiej. Najważniejsze, to bez kontuzji i zdrowo. Staramy się, żeby te wyniki jeszcze polepszyć” – dodaje.

    Ale tutaj pojawia się druga część układanki. Mówiąc wprost, plotki. Plotki, które krążą w środowisku żużlowym od jakiegoś czasu i które są sprzeczne z oficjalnymi zapewnieniami zainteresowanej strony. Chodzi o stan zdrowia Taia Woffindena. Brytyjczyk wielokrotnie i bardzo stanowczo zaprzeczał jakimkolwiek sugestiom, że miałby się wycofać z Grand Prix. Mówił, że czuje się świetnie i na pewno będzie startować. To wiadomo. Jego słowa są jednoznaczne.

    Tymczasem, jak to często bywa w sporcie, ludzie ze środowiska podają zupełnie inne informacje. Usunąć sugestię o „nieoficjalnym sygnale”; stwierdzić, że plotki krążą, ale Parnicki nie otrzymał żadnego potwierdzenia. Tu zaczyna się cała zabawa.

    Gdyby te doniesienia okazały się prawdą, sytuacja byłaby naprawdę ciekawa. Parnickiego czekałby nie tylko debiut, ale też ekstremalnie trudny sezon. Połączenie regularnych występów w Grand Prix z obowiązkami w PGE Ekstralidze to kalendarz, który nie wszystkim wychodził na zdrowie. To spore wyzwanie dla młodego organizmu.

    I tu dochodzimy do sedna sprawy. Cała ta sytuacja wisi w powietrzu i jest zależna od jednej decyzji. Decyzji Taia Woffindena. Brytyjczyk jest kluczowym elementem tej układanki. Dopóki on nie złoży oficjalnej rezygnacji lub nie zostanie wykluczony z powodów zdrowotnych, miejsce jest jego. A plotki? Te wciąż są żywe.

    Na razie zawodnik Unii Leszno zachowuje spokój i skupia się na przygotowaniach do sezonu w barwach „Byków”. Wie, że jego głównym zadaniem jest stanowienie o sile zespołu. Ale przyznajmy, samo pojawienie się jego nazwiska w kontekście zastąpienia trzykrotnego mistrza świata to już jest coś. To pokazuje, jaką wagę przykłada się do rozwoju młodego talentu.

    Co na to sam zainteresowany? Nazar Parnicki w rozmowie z nami nie odnosił się bezpośrednio do tych spekulacji. Skupiał się na tym, co może kontrolować. Na treningach, na przygotowaniach i na zdrowiu. To jest właśnie ta postawa, którą trzeba podziwiać u tak młodego zawodnika.

    A co z Woffindenem? No cóż, on wciąż zaprzecza. I to bardzo stanowczo. Ale pytanie, które chyba zadaje sobie wielu fanów, brzmi: czy te zaprzeczenia wystarczą, żeby uciszyć plotki? Historia pokazuje, że czasami tak, a czasami… nie do końca. Środowisko żużlowe ma swoją własną logikę.

    Dlatego też nie powinniśmy się dziwić, że te informacje wciąż żyją własnym życiem. I to właśnie jest w tym wszystkim najciekawsze. Nie mamy żadnego oficjalnego potwierdzenia od organizatorów cyklu Grand Prix. Nazar Parnicki nie otrzymał żadnej oficjalnej wiadomości. Ale, jak to się mówi, dym bez ognia nie istnieje. A tu dymu jest całkiem sporo.

    Na ten moment najlepszym, co może zrobić Parnicki, jest po prostu dalej ciężko pracować. I na to wszystko wskazują również jego ostatnie treningi na lodzie. Po prostu jeździł. I to widać było gołym okiem, że sprawiało mu to przyjemność. A przecież o to chyba chodzi w sporcie.

    Cała ta sytuacja stawia przed klubem z Leszna nowe wyzwania. Z jednej strony mają oni zawodnika, który może być zmuszony do podjęcia dodatkowych obowiązków. To może wpłynąć na wyniki drużyny w lidze. Z drugiej strony, to może być szansa dla młodego człowieka, by pokazał się na najwyższym poziomie. Ale to też ogromne ryzyko.

    I tu pojawia się pytanie, na które wszyscy chcą znać odpowiedź. Kiedy i czy ta zmiana w ogóle nastąpi? Tego nie wie nikt. Tai Woffinden jest kluczem. Usunąć prognozę o „decyzji lada dzień”; podkreślić, że Woffinden zaprzeczył plotkom i jest zaangażowany w GP 2026. A do tego czasu możemy obserwować jedynie przygotowania młodego zawodnika i nasłuchiwać coraz głośniejszych szeptów. To chyba jedyne, co nam pozostaje. Ale trzeba przyznać, że bez względu na finał, sama możliwość debiutu Parnickiego w Grand Prix już jest niesamowicie ekscytująca. No i oczywiście, generuje mnóstwo pytań. Czekamy.

    Źródła

  • Stal Gorzów mówi 'jeszcze nie’ Zmarzlikowi. W tle oskarżenia i problemy finansowe

    Stal Gorzów mówi 'jeszcze nie’ Zmarzlikowi. W tle oskarżenia i problemy finansowe

    No i stało się. Stal Gorzów w końcu zabrała głos w sprawie, która elektryzuje fanów żużla od tygodni, a może nawet miesięcy. Chodzi oczywiście o możliwość powrotu do macierzystego klubu Bartosza Zmarzlika, aktualnie zawodnika Motoru Lublin i wielokrotnego mistrza świata. I trzeba powiedzieć, że oświadczenie klubu nie pozostawia złudzeń – Zmarzlik nie wróci do Gorzowa w najbliższym czasie.

    Tutaj warto się zatrzymać, bo klub wyjaśnił swoje stanowisko dość szczegółowo. W skrócie: nie są jeszcze gotowi na transfer swojego byłego wychowanka. Dlaczego? Cóż, tutaj zaczyna się ciekawsza część historii, która dotyczy finansów.

    Stal Gorzów nie przyznała się otwarcie do obowiązku zwrotu 1,5 mln zł; ta kwota pochodzi z pisma Patryka Broszki, które klub oskarża o szkodzenie negocjacjom. Wyobraźcie to sobie przez chwilę – dla klubu żużlowego to suma, która potrafi przewrócić budżet do góry nogami. Wcześniejsze informacje z otoczenia klubu wskazywały na plan na 2028 rok jako najwcześniejszy, choć inne źródła spekulują o 2027. To całkiem odległa perspektywa, prawda?

    Ale to nie koniec całej tej układanki. Stal obwinia Patryka Broszkę, byłego wiceprezesa klubu, za upublicznienie pisma o kłopotach finansowych, co zaszkodziło rozmowom. Co mu zarzuca klub? Otóż Stal twierdzi, że Broszko opublikował publiczne pismo, w którym szczegółowo opisał kłopoty finansowe gorzowskiego zespołu. Według władz klubu, taki ruch mógł tylko zaszkodzić negocjacjom i postawić Stal w złym świetle.

    A co na to sam Broszko? Cóż, on stanowczo zaprzecza tym zarzutom. Jego wersja jest zupełnie inna. Broszko podkreśla, że poważne transfery, a do takich z pewnością należy ewentualny ruch Zmarzlika, zawsze waży się w ciszy, za zamkniętymi drzwiami. Twierdzi, że to nie on upubliczniał jakiekolwiek wrażliwe informacje. Mamy więc klasyczne 'on mówi, ona mówi’. Ta część sprawy jest o tyle istotna, że pokazuje, jak delikatne i pełne napięć są relacje między klubami a agentami w żużlu.

    Teraz pewnie się zastanawiacie, a co na to wszystko sam Bartosz Zmarzlik? Cóż, na ten moment mistrz świata pozostaje zawodnikiem Motoru Lublin. Jego kontrakt z Motorem Lublin obowiązuje do końca 2026 roku, przyszłość po tym sezonie pozostaje niepewna., ale jedno jest jasne – jeśli chodzi o Gorzów, drzwi są na razie zamknięte. Klub musiał postawić na stabilizację finansową i racjonalne planowanie, a nie na emocje związane z powrotem legendy.

    Ta cała sytuacja to tak naprawdę małe studium przypadku polskiego żużla. Z jednej strony mamy kluby z ogromnymi marzeniami i wiernymi kibicami, a z drugiej – twardą rzeczywistość budżetową, dotacje, które mogą trzeba zwracać, i medialną presję. Przypomina to trochę inne historie z ligi, jak choćby problemy Unii Tarnów z dotrzymywaniem słowa i spłatą długów, o których też było głośno.

    Co dalej? Stal Gorzów najwyraźniej postanowiła iść drogą ostrożności. Wolą najpierw uporządkować swoją sytuację finansową, a dopiero potem myśleć o wielkich transferach. To może nie jest decyzja, która zachwyci fanów marzących o powrocie Zmarzlika, ale z biznesowego punktu widzenia trudno jej nie zrozumieć. Po prostu nie stać ich teraz na taki ruch, a przyznanie się do tego głośno wymagało pewnej odwagi.

    W międzyczasie Bartosz Zmarzlik będzie dalej ścigał się w barwach Lublina, a gorzowianie będą musieli uzbroić się w cierpliwość. Może za te kilka lat, jeśli finanse klubu się poprawią, uda się spełnić to marzenie. Na razie jednak, jak to w życiu bywa, plany muszą ustąpić miejsca możliwościom. A te, jak widać, są dość ograniczone.

    Źródła