Autor: marcin

  • Żużlowy weekend zaskoczył lawiną remisów, eksperci zgarniają marne punkty

    Żużlowy weekend zaskoczył lawiną remisów, eksperci zgarniają marne punkty

    Miniona kolejka ligowa w polskim żużlu przyniosła nietypowy wynik — aż trzy z pięciu meczów zakończyły się remisem 45:45. Taki rezultat zaskoczył uczestników Typera WP SportoweFakty, ponieważ żaden z dziewięciu ekspertów nie przewidział remisu w żadnym ze spotkań, co skutkowało niskim wynikiem punktowym w tym weekendzie.

    Kluczowe fakty z weekendowych zmagań

    • Trzy remisy miały miejsce w meczach Wrocław–Leszno (PGE Ekstraliga), Poznań–Bydgoszcz (Metalkas 2. Ekstraliga) oraz Landshut–Gdańsk (Krajowa Liga Żużlowa).
    • Żaden z ekspertów nie przewidział remisu, mimo że poprawny typ 45:45 był nagradzany 15 punktami.
    • Najlepszy wynik w kolejce, wynoszący 12 punktów, osiągnęli Krzysztof Cegielski, Tomasz Gollob i Ireneusz Zmora.
    • Lider klasyfikacji Jacek Gajewski zdobył tylko 4 punkty, ale wciąż ma przewagę nad resztą stawki.

    Doskonała prognoza Cegielskiego w Częstochowie, zero punktów za remisy

    Jedynym meczem, który wpłynął na punktację ekspertów, było starcie Włókniarza Częstochowa z drużyną z Gorzowa. Wszyscy typowali zwycięstwo gości, ale tylko trójka — Krzysztof Cegielski, Tomasz Gollob i Ireneusz Zmora — trafiła blisko rzeczywistego wyniku 42:48, zdobywając po 10 punktów.

    Pozostali uczestnicy typowali mniej trafnie. Michał Korościel obstawił 41:49 i zdobył 8 punktów, Mateusz Puka oraz Piotr Żyto typowali 40:50, co dało im 6 punktów, a Jacek Gajewski i Marta Półtorak z typami 39:51 musieli zadowolić się jedynie 2 punktami za wskazanie zwycięzcy.

    W drugim niedzielnym meczu PGE Ekstraligi — Toruń kontra Lublin — nikt nie przewidział tak wysokiej wygranej Motoru. Wszyscy eksperci otrzymali tylko 2 punkty za prawidłowe rozstrzygnięcie, co w połączeniu z trzema remisami oznaczało, że większość z nich zakończyła kolejkę z zaledwie 4 punktami. Marta Półtorak, Jacek Gajewski i Daniel Kaczmarek nie mieli szansy na lepszy wynik.

    Gajewski wciąż liderem, choć przewaga stopniała

    Gajewski wciąż liderem, choć przewaga stopniała
    Źródło: v.wpimg.pl

    Mimo słabego weekendu Jacek Gajewski utrzymał prowadzenie w klasyfikacji generalnej z 774 punktami. Krzysztof Cegielski, zdobywając 12 punktów, zmniejszył stratę, ale nadal dzieli ich 34 punkty, co na trzy kolejki przed końcem wydaje się trudne do odrobienia.

    W czołówce pozostaje także Marta Półtorak z 724 punktami, która podobnie jak Gajewski zdobyła 4 punkty w tym weekendzie. Michał Korościel z 716 punktami, dzięki wysokiemu wynikowi w tej kolejce, ma realną szansę na wskoczenie na podium jeszcze w tym sezonie.

    Warto zauważyć, że w regulaminie typera remis nagradzany jest 15 punktami za trafne wytypowanie 45:45, co jest więcej niż za dokładny wynik przy zwycięstwie jednej z drużyn. Jednak żaden z uczestników nie zdecydował się na taki typ, co przy trzech remisowych spotkaniach okazało się kosztownym błędem. Wystarczyłoby trafić choć jeden remis, aby zdominować całą kolejkę.

    Sezon zbliża się do finału, stawka walczy o każdy punkt

    Przed ekspertami pozostały ostatnie trzy serie spotkań. Rywalizacja w Typerze trwa równolegle z finałowymi rozstrzygnięciami na torach PGE Ekstraligi, Metalkas 2. Ekstraligi i Krajowej Ligi Żużlowej. Remisowa sytuacja pokazała, jak nieprzewidywalny potrafi być żużel — sport, w którym nawet faworyci mogą podzielić się punktami z teoretycznie słabszym rywalem.

    Czy któryś z ekspertów zdecyduje się w końcu postawić na remis? Jeśli tak, może to wpłynąć na układ tabeli na finiszu sezonu.


    Źródła

  • Bartosz Bartkowiak nowym mistrzem Polski w mini żużlu. Rybnicka perełka zgarnęła złoto

    Bartosz Bartkowiak nowym mistrzem Polski w mini żużlu. Rybnicka perełka zgarnęła złoto

    Bartosz Bartkowiak z MKMŻ Rybek Rybnik zdobył w niedzielę tytuł mistrza Polski w mini żużlu w klasie 85–140 cc. Młody zawodnik zdobył złoto na swoim domowym torze, wygrywając wszystkie biegi w finale i zdobywając 18 punktów.

    To osiągnięcie podsumowuje znakomity sezon Bartkowiaka. W całym cyklu mistrzostw Polski zdobył 39 punktów w klasyfikacji generalnej, co zapewniło mu znaczną przewagę nad konkurencją. Rybnik ponownie udowodnił, że potrafi kształcić żużlowe talenty.

    Kluczowe fakty

    • Bartosz Bartkowiak z MKMŻ Rybek Rybnik zdobył złoty medal mistrzostw Polski w mini żużlu w klasie 85–140 cc.
    • W finale na torze w Rybniku był niepokonany, wygrywając wszystkie biegi i zdobywając 18 punktów.
    • W całym cyklu mistrzostw uzbierał 39 punktów, co zapewniło mu tytuł z wyraźną przewagą.
    • Rybnik od lat słynie z doskonałego szkolenia młodzieży, co przynosi kolejne sukcesy.

    Niepokonany na własnym torze

    Finałowa runda mistrzostw miała miejsce na rybnickim owalu, gdzie Bartkowiak od początku narzucił swoje tempo. Wygrywał start za startem, nie dając rywalom żadnych szans. Jego komplet osiemnastu punktów świadczy o jego dominacji.

    Wcześniej w cyklu mocno naciskał na niego Filip Rojewski, który wygrał jeden z turniejów. Bartkowiak jednak zachował zimną krew i w kluczowym momencie pokazał, że to on kontroluje sytuację w tej kategorii.

    Zwycięstwo przed własną publicznością ma szczególne znaczenie. Rybnicki tor od dziesięcioleci gości największe żużlowe wydarzenia, a teraz także młodych mistrzów stawiających pierwsze kroki w sporcie.

    Rybnik – kuźnia żużlowych talentów

    Rybnik to jedno z najbardziej utytułowanych miast żużlowych w Polsce. KS ROW Rybnik zdobył 12 drużynowych mistrzostw kraju, zaczynając od lat 50., a ostatnie złoto zdobył w 1972 roku. Do tego dorobku należy dodać sześć srebrnych i pięć brązowych medali.

    Sukcesy indywidualne są również częścią historii Rybnika. W 1971 roku Jerzy Gryt zdobył tytuł indywidualnego mistrza Polski na torze w Rybniku. Teraz Bartkowiak dodaje nowy rozdział do tej historii.

    W lokalnym środowisku od dawna mówi się, że Rybnik to prawdziwa kuźnia talentów. Kluby stawiają na szkolenie od najmłodszych lat, a mini żużel stał się naturalnym wprowadzeniem do poważniejszego ścigania. Bartkowiak jest kolejnym przykładem skuteczności tego systemu.

    Mini żużel – pierwszy krok do wielkiej kariery

    Rywalizacja w klasie 85–140 cc to kategoria typowo szkoleniowa. Uczestniczą w niej najmłodsi adepci żużla, często przed nastoletnimi latami. To właśnie na tych małych motocyklach rodzą się przyszłe gwiazdy PGE Ekstraligi czy cyklu Grand Prix.

    Sukces Bartkowiaka wskazuje, że rybnicki ośrodek ma przed sobą kolejne lata z solidną bazą młodzieżową. MKMŻ Rybki Rybnik inwestuje w szkolenie, a efekty są widoczne.

    Dla samego zawodnika to dopiero początek kariery. Złoto mistrzostw Polski w mini żużlu otwiera mu drzwi do nowych wyzwań. Możliwe, że wkrótce zobaczymy go na większych pojemnościach, walczącego o medale w kategoriach juniorskich. Rybnik czeka na swoich nowych bohaterów, a Bartosz Bartkowiak właśnie zgłosił swoją kandydaturę.


    Źródła

  • Toruń rozbił Motor i zameldował się w finale. „Po pierwszej serii nie było czego zbierać”

    Toruń rozbił Motor i zameldował się w finale. „Po pierwszej serii nie było czego zbierać”

    PRES Grupa Deweloperska Toruń awansował do finału PGE Ekstraligi po zdecydowanej wygranej nad Motorem Lublin w rewanżowym półfinale. Torunianie triumfowali na Motoarenie 58:32, co dało im łączny wynik dwumeczu 106:74. Już po pierwszej serii startów stało się jasne, że mistrzowie Polski z poprzednich sezonów nie mają szans w Toruniu.

    Kluczowe fakty

    • PRES Grupa Deweloperska wygrał rewanżowy półfinał różnicą 26 punktów, dominując na własnym torze.
    • Po pierwszej serii startów gospodarze prowadzili 18:6, co praktycznie zakończyło rywalizację.
    • Torunianie w pierwszym meczu w Lublinie również odnieśli zwycięstwo, wygrywając 48:42, co dało im solidną zaliczkę.
    • Łączny wynik dwumeczu 106:74 pokazuje przewagę zespołu z Torunia.
    • W finale PRES zmierzy się z Betard Spartą Wrocław, która wygrała w drugim półfinale.

    Pierwsza seria przesądziła o wszystkim

    Kibice Motoru Lublin mogli mieć nadzieję na odrobienie strat po porażce 42:48 u siebie. Jednak PRES szybko rozwiał wszelkie złudzenia. Start rewanżu był miażdżący – torunianie w pierwszych czterech biegach zdobyli 18 punktów, podczas gdy goście zaledwie 6.

    Taka przewaga na tym etapie meczu to rzadkość w play-offach, zwłaszcza między drużynami, które teoretycznie powinny rywalizować na równych zasadach. Obrazek z Motoareny był jednoznaczny: Motor nie potrafił odpowiedzieć na agresywną jazdę gospodarzy. Tor przygotowany przez miejscowych sprzyjał ich stylowi jazdy – był przyczepny, twardy i wymagał odwagi na wejściach w łuk. Goście wyglądali na zagubionych.

    Po tej pierwszej serii emocje w meczu właściwie umarły. To był pokaz siły i perfekcyjnego przygotowania taktycznego. Trener PRES nie pozostawił rywalom żadnych złudzeń – dobór pól startowych, ustawienia par i reakcje na wydarzenia na torze działały bez zarzutu.

    Lublin bez argumentów na wyjeździe

    Motor przyjechał do Torunia z jasnym celem: wygrać i awansować. Skończyło się na srogiej lekcji pokory. Już pierwszy wyścig pokazał, jak trudne zadanie czeka lubinian – para gospodarzy minęła linię mety na 5:1, narzucając ton spotkaniu.

    Potem było tylko gorzej. Motor nie wygrał żadnej z pierwszych czterech serii startowych. Zawodnicy, którzy na własnym torze potrafią bić każdego, na Motoarenie wyglądali na przeciętnych ligowców. Brakowało szybkości na dystansie, przegrywano walkę o pierwszy łuk, a błędy na trasie mnożyły się z biegu na bieg.

    Szczerze mówiąc, 32 punkty zdobyte przez Motor to wynik, który nie oddaje w pełni dominacji gospodarzy. Kilka punktów uratowano dopiero w końcówce, gdy torunianie nieco poluzowali tempo, mając już awans w kieszeni.

    Droga do finału – dwumecz dwóch twarzy

    Paradoksalnie, pierwszy mecz w Lublinie był znacznie bardziej wyrównany. PRES wygrał tam 48:42, co już uznano za niespodziankę. Goście potrafili jednak przeciwstawić się gospodarzom, przynajmniej w kilku biegach.

    Rewanż pokazał dwie zupełnie różne rzeczywistości. Na Motoarenie PRES jest maszyną do wygrywania – torunianie w całym sezonie rzadko pozwalali rywalom na swobodną jazdę u siebie. Motor nie miał na to antidotum. Można się zastanawiać, czy lubinianie nie trafili z przygotowaniem sprzętu, czy raczej mentalnie nie udźwignęli presji po porażce sprzed tygodnia.

    Fakty są bezlitosne: 58:32 w rewanżu, 106:74 w dwumeczu. Takie liczby zostają w pamięci na lata.

    Co dalej? Sparta czeka w finale

    Po awansie PRES Grupy Deweloperskiej wszystko wskazuje na elektryzujący finał z Betard Spartą Wrocław. To będzie starcie dwóch klubów z bogatą tradycją, które w ostatnich latach nie zawsze miały okazję walczyć o najwyższe cele. Torunianie przełamali długą serię bez medali i teraz stoją przed szansą na historyczny sukces.

    Finał PGE Ekstraligi zapowiada się pasjonująco. PRES ma za sobą dwumecz, który daje ogromny zastrzyk pewności siebie. Sparta z kolei będzie chciała udowodnić, że potrafi zatrzymać rozpędzonych torunian. Po takim półfinale nikt nie odważy się lekceważyć zespołu z Motoareny.


    Źródła

  • Mathias Pollestad w Toruniu? Termiński ucina spekulacje jednym zdaniem

    Mathias Pollestad w Toruniu? Termiński ucina spekulacje jednym zdaniem

    Przemysław Termiński odniósł się do plotek dotyczących Mathiasa Pollestada i Torunia, jednak zamiast potwierdzenia, padło stanowcze: „Na temat Pollestada się nie wypowiadam i proszę mnie nie ciągnąć za język”. Temat przyszłości norweskiego żużlowca jest gorący od kilku miesięcy, a właściciel klubu z Torunia wyraźnie zaznaczył swoje stanowisko w Magazynie PGE Ekstraligi.

    Kluczowe fakty w sprawie transferu

    • Mathias Pollestad jest łączony z Toruniem na sezon 2027 jako zawodnik U24, a w mediach pojawiają się informacje o prekontrakcie do 2028 roku.
    • Przemysław Termiński nie potwierdził żadnych ustaleń, jasno deklarując chęć zatrzymania Noricka Bloedorna.
    • Pollestad sam przyznał, że szczególnie odpowiadają mu tory w Gorzowie i Toruniu, co podsyciło spekulacje.
    • Toruń planuje skład z dużym wyprzedzeniem, a stabilizacja obecnej drużyny jest priorytetem.

    Nieoficjalne wersje a oficjalne stanowisko

    Plotki o Pollestadzie w Toruniu mają swoje źródło. Już latem 2026 roku pojawiły się pierwsze sygnały, że Toruń może rozważać wymianę Noricka Bloedorna na Norwega. Pollestad miał osiągnąć wstępne porozumienie zarówno ze Stalą Gorzów, jak i z Toruniem, a ostateczny kierunek zależał od ruchów kadrowych gorzowian.

    Później informacje stały się bardziej konkretne. Niektóre źródła wskazywały, że zawodnik zaakceptował dwuletnią ofertę z Torunia, inne – że podpisał już prekontrakt do 2028 roku jako jeździec do lat 24. Różnice w doniesieniach są znaczne, a klub konsekwentnie milczy.

    Termiński zareagował dopiero teraz, w swoim stylu – krótko i bez zbędnych słów. Nie chciał ani dementować, ani potwierdzać. Takie stanowisko może oznaczać wszystko – od zaawansowanych negocjacji, przez testowanie reakcji kibiców, aż po chęć uniknięcia zamieszania w trakcie sezonu.

    Bloedorn zostaje? Jasna deklaracja właściciela

    W przeciwieństwie do tematu Pollestada, sprawa Bloedorna jest dla Termińskiego jasna. „Jeżeli natomiast chodzi o Noricka Bloedorna, to chcemy, aby został, bo jesteśmy z niego zadowoleni” – powiedział wprost.

    To ważny sygnał. Bloedorn nie zawodzi, a Toruń nie planuje zmian na siłę. Właściciel podkreślał, że klub buduje drużynę z wyprzedzeniem i stawia na stabilizację. Obecny skład funkcjonuje dobrze, więc rewolucja nie jest potrzebna.

    Nie da się jednak ukryć, że pozycja U24 jest kluczowa. Pollestad to nazwisko, które przyciąga uwagę – młody, szybki, z wynikami. Jeśli Toruń rzeczywiście myśli o przyszłości, to taki zawodnik mógłby zastąpić Bloedorna. Na razie to jednak tylko spekulacje.

    Co dalej z Pollestadem?

    Sam zawodnik nie ukrywa, że jego menedżer prowadzi rozmowy z kilkoma klubami. Przyznał też, że szczególnie dobrze czuje się na torach w Gorzowie i Toruniu, co naturalnie podsyca spekulacje.

    Pollestad to atrakcyjny zawodnik na rynku transferowym. Jego ewentualne przejście do Torunia byłoby odważnym krokiem, ale czy opłacalnym sportowo? Opinie są podzielone – niektórzy uważają, że zastąpienie Bloedorna Norwegiem niekoniecznie musi być wzmocnieniem.

    Jedno jest pewne: temat nie został zamknięty. Termiński może ucinać dyskusję, ale dopóki nie zapadną oficjalne decyzje, spekulacje będą się mnożyć. Sezon 2027 zbliża się, a Toruń, jak sam przyznaje, planuje szeroko.


    Źródła

  • Polska znów bez złota w SGP2! Duńczycy zdominowali mistrzostwa świata juniorów, Przyjemski z brązem

    Polska znów bez złota w SGP2! Duńczycy zdominowali mistrzostwa świata juniorów, Przyjemski z brązem

    Mikkel Andersen zdobył tytuł indywidualnego mistrza świata juniorów, a Polska po raz drugi z rzędu nie zdobyła złotego medalu w cyklu SGP2. Ostatnia runda w Vojens potwierdziła dominację Duńczyków, a Wiktor Przyjemski zakończył rywalizację na trzecim miejscu z 38 punktami.

    Kluczowe fakty z cyklu SGP2

    • Mikkel Andersen zdobył tytuł mistrza świata juniorów, uzyskując łącznie 46 punktów w trzech rundach finałowych.
    • Nicolai Heiselberg zdobył srebrny medal, kończąc wiek młodzieżowca z 39 punktami.
    • Wiktor Przyjemski był jedynym Polakiem na podium, zdobywając brąz mimo opuszczenia jednej rundy z powodu kontuzji.
    • Maksymilian Pawełczak zajął szóste miejsce z 33 punktami, a Kevin Małkiewicz był dziesiąty z 22 punktami.
    • Polska nie zdobyła złota w SGP2 po raz pierwszy od lat 2007–2010, kiedy to dwa razy z rzędu triumfowali Emil Sajfutdinow i Darcy Ward.

    Duński festiwal w Vojens – Andersen i Heiselberg na szczycie

    Mikkel Andersen, mający 18 lat, od początku sezonu był najrówniejszym zawodnikiem. Po pierwszej rundzie miał już 18 punktów, a w drugiej zdobył pełną pulę – 20 punktów. W finale w Vojens zdobył 8 punktów, co wystarczyło do zdobycia złota.

    Nicolai Heiselberg poprawiał swoje wyniki z każdą rundą – od 6 punktów w pierwszej, przez 16 w drugiej, aż po zwycięstwo w Vojens z maksymalną zdobyczą 20 punktów. Dzięki temu zdobył srebrny medal, kończąc karierę w kategorii juniora w wielkim stylu.

    Ubiegłoroczny mistrz Nazar Parnicki nie zakwalifikował się do tegorocznego cyklu. W Vojens triumfował w jednodniowym turnieju SGP2, zdobywając 20 punktów, co pokazuje, jak zmienna jest rywalizacja młodzieżowców na światowym poziomie.

    Przyjemski znów na podium, ale bez upragnionego złota

    Wiktor Przyjemski to obecnie najbardziej utytułowany polski junior w stawce SGP2. Brąz zdobyty w tym roku dołącza do jego kolekcji, w której znajdują się już złoto i srebro z młodzieżowych mistrzostw świata. W 2025 roku zdobył srebro z 42 punktami, przegrywając z Nazarem Parnickim. W tym roku stracił do Andersena 8 punktów, a kluczowa była jego absencja w jednej rundzie z powodu kontuzji.

    Mimo to 38 punktów i trzecie miejsce w końcowej tabeli to sukces, zwłaszcza że w finale w Vojens Przyjemski zdobył 18 punktów, wyraźnie przewyższając pozostałych Polaków. Kończy wiek juniora z trzema medalami IMŚJ, co jest osiągnięciem godnym uznania, choć oczekiwania w Polsce były większe.

    Reszta Polaków daleko od czołówki

    Reszta Polaków daleko od czołówki
    Źródło: v.wpimg.pl

    Poza Przyjemskim, żaden z Polaków nie miał realnych szans na medale. Maksymilian Pawełczak zakończył sezon na szóstym miejscu z 33 punktami, ale brakowało mu regularności. Kevin Małkiewicz zajął dziesiątą pozycję z 22 punktami, Antoni Mencel był dwunasty z 19 punktami, a pozostali – Kacper Halkiewicz, Antoni Kawczyński i Radosław Kowalski – wystąpili sporadycznie.

    To pokazuje, że polski żużel juniorski ma solidną bazę, z siedmioma reprezentantami w stawce, ale brakuje zawodnika, który mógłby realnie zagrozić duńskiej czy australijskiej czołówce przez cały sezon.

    Duńska dominacja i koniec polskiej passy

    Duńska dominacja i koniec polskiej passy
    Źródło: v.wpimg.pl

    Ostatni raz Polacy nie zdobyli złotego medalu IMŚJ przez co najmniej dwa lata z rzędu w latach 2007–2010, kiedy to tytuły zdobyli Emil Sajfutdinow i Darcy Ward. Od tego czasu Polacy regularnie sięgali po najwyższe laury, a zawodnicy tacy jak Maciej Janowski, Piotr Pawlicki, Bartosz Zmarzlik czy Wiktor Przyjemski budowali legendę tych rozgrywek.

    Obecnie Duńczycy przejęli inicjatywę. W klasyfikacji końcowej cyklu SGP2 trzech zawodników z Danii znalazło się w czołowej czwórce – Andersen, Heiselberg i William Drejer (35 punktów). Villads Nagel zajął dziewiąte miejsce. Taka dominacja jednego kraju nie zdarzała się od dawna i stawia przed polskim szkoleniem juniorskim poważne pytania o przyszłość.

    Co dalej z polską młodzieżą?

    Sezon SGP2 pokazał, że nawet szeroka reprezentacja w cyklu nie gwarantuje medali. Kontuzje, nierówna forma i brak wyraźnego lidera to wyzwania, przed którymi stoi polski żużel juniorski w nadchodzących latach.


    Źródła

  • Bartosz Zmarzlik liderem przed decydującą rundą Grand Prix w Vojens – Kurtz i Lambert depczą mu po piętach

    Bartosz Zmarzlik liderem przed decydującą rundą Grand Prix w Vojens – Kurtz i Lambert depczą mu po piętach

    Sezon 2026 w Speedway Grand Prix wchodzi w kluczową fazę. Po emocjonującej rundzie w Rydze Bartosz Zmarzlik odzyskał fotel lidera klasyfikacji generalnej, ale jego przewaga nad rywalami jest minimalna. Przed sobotnim turniejem w duńskim Vojens Polak ma zaledwie cztery punkty więcej od Brady'ego Kurtza i dziesięć nad Robertem Lambertem. Każdy błąd może kosztować utratę mistrzowskiego tytułu.

    Najważniejsze fakty przed GP Danii

    • Bartosz Zmarzlik prowadzi w klasyfikacji generalnej z dorobkiem 129 punktów, wyprzedzając Brady'ego Kurtza (125 pkt.) i Roberta Lamberta (119 pkt.)
    • Do końca sezonu pozostały dwie rundy – sobotnia w Vojens i finałowa, co oznacza, że w grze o złoto liczy się trójka zawodników
    • Zmarzlik jako obrońca tytułu musi odpierać ataki dwóch głównych konkurentów, którzy w tym sezonie udowodnili, że potrafią wygrywać pojedyncze turnieje
    • Różnica punktowa między liderem a trzecim Lambertem to tylko dziesięć punktów – jeden słabszy występ może odwrócić układ tabeli

    Zacięta walka trzech żużlowców

    Tegoroczny cykl Grand Prix od początku zapowiadał się jako starcie gigantów. Brady Kurtz, uznawany przed startem sezonu za najgroźniejszego rywala Zmarzlika, regularnie zdobywa punkty i pozostaje w bliskim kontakcie z Polakiem.

    Do tego duetu dołączył Robert Lambert. Brytyjczyk po zwycięstwie w jednej z rund zbliżył się do czołówki na osiem punktów i wciąż ma realne szanse na mistrzowski tytuł. Jego jazda w drugiej połowie sezonu pokazuje, że nie zamierza zadowalać się trzecim miejscem.

    Sytuacja w tabeli sprawia, że sobotnie zawody w Vojens mogą okazać się kluczowe. Tor w Danii słynie z wymagającej geometrii, a warunki atmosferyczne często dodatkowo komplikują rywalizację. Kto lepiej poradzi sobie z presją, ten zgarnie cenne punkty.

    Co dalej z walką o podium?

    Za plecami trójki liderów sytuacja jest już znacznie bardziej klarowna. Michael Jepsen Jensen (88 pkt.), Patryk Dudek (81 pkt.) oraz Kacper Woryna (78 pkt.) raczej nie włączą się do walki o mistrzostwo. Ich szanse na złoto są już teoretyczne.

    Dla polskich kibiców najważniejszy jest jednak Zmarzlik. Czterokrotny mistrz świata (stan na 2026 rok) udowadnia, że wciąż potrafi dominować, choć rywale nie ułatwiają mu zadania. W Rydze pokazał charakter – po przeciętnej rundzie wcześniej wrócił na szczyt i teraz zamierza na nim pozostać.

    Vojens – arena decydujących rozstrzygnięć

    Duński owal ma swoją historię w kontekście walk o tytuł. W przeszłości niejednokrotnie to właśnie tutaj ważyły się losy mistrzostwa. Zmarzlik zna ten tor doskonale, podobnie jak Kurtz i Lambert. Różnice mogą wynikać z detali – ustawień sprzętu, reakcji na zmieniającą się nawierzchnię czy po prostu dyspozycji dnia.

    Polak podkreśla w wywiadach, że do każdej rundy podchodzi tak samo skoncentrowany. Nie kalkuluje, nie ogląda się na rywali. Ta strategia przynosiła mu już tytuły i teraz też może okazać się skuteczna. Jednak Kurtz i Lambert nie odpuszczą – obaj jeżdżą w tym sezonie wyjątkowo równo i będą szukać każdej okazji, by wyprzedzić lidera.

    Podsumowanie

    Sezon 2026 zbliża się do finiszu, a Bartosz Zmarzlik ma wszystko w swoich rękach. Cztery punkty przewagi nad Kurtzem to bufor, który daje pewien komfort, ale nie pozwala na rozluźnienie. Sobotni turniej w Vojens może przesądzić o układzie sił przed ostatnią rundą – jeśli Polak powiększy przewagę, będzie o krok od kolejnego złota. Jeśli nie, czeka nas pasjonujący finał sezonu z udziałem trzech równorzędnych pretendentów do tytułu.


    Źródła

  • Fogo Unia Leszno może zagrać va banque. Czy Janusz Kołodziej zgodzi się na ZZ?

    Fogo Unia Leszno może zagrać va banque. Czy Janusz Kołodziej zgodzi się na ZZ?

    Fogo Unia Leszno wciąż nie znalazła polskiego seniora, który mógłby zastąpić Grzegorza Zengotę, ale działacze klubu mają plan, który może znacząco wpłynąć na pierwszą rundę sezonu 2027. Chodzi o zastosowanie zastępstwa zawodnika za Janusza Kołodzieja – lidera drużyny, co pozwoliłoby Unii wystawić znacznie silniejszy skład niż obecnie.

    Kluczowe fakty

    • Janusz Kołodziej ma najwyższą średnią w leszczyńskiej drużynie, co czyni go jedynym kandydatem do zastosowania ZZ.
    • Regulamin PGE Ekstraligi pozwala na zastępstwo zawodnika tylko wtedy, gdy żużlowiec przedstawi zwolnienie lekarskie na minimum 14 dni.
    • Brak polskiego seniora za Zengotę zmusza Unię do poszukiwania kreatywnych rozwiązań – bez wzmocnień skład może okazać się zbyt słaby na walkę o play-offy.
    • Decyzja Kołodzieja będzie kluczowa, ponieważ formalna zgoda zawodnika oraz odpowiednia dokumentacja medyczna są niezbędne.

    Dlaczego Unia rozważa takie rozwiązanie?

    Sezon 2027 pokazał, że bez Kołodzieja leszczynianie tracą punkty oraz pewność siebie na torze. Złamanie obojczyka, którego doznał w meczu w Częstochowie, wykluczyło go z jazdy na kilka tygodni i postawiło klub przed trudnym wyborem. Wówczas działacze nie mogli skorzystać z ZZ, ponieważ okres absencji był zbyt krótki, a dokumentacja medyczna nie spełniała wymogów.

    Obecnie sytuacja jest inna. Klub wciąż szuka wartościowego polskiego seniora, ale rynek transferowy jest ubogi. Dlatego w kuluarach coraz częściej mówi się o pomyśle, który jeszcze rok temu wydawał się nie do pomyślenia – celowe wykorzystanie przepisu o zastępstwie zawodnika. Gdyby Kołodziej rzeczywiście nie mógł startować przez pierwsze trzy-cztery kolejki, Unia mogłaby wystawić innych zawodników pod jego numerem, rotując składem i zyskując przewagę taktyczną.

    Zastosowanie ZZ – ryzyko czy strategia?

    Zastosowanie ZZ za Kołodzieja miałoby sens sportowy tylko wtedy, gdy zawodnik rzeczywiście nie jest w pełni sił. Żaden klub nie ryzykowałby zdrowia swojego lidera dla krótkoterminowych korzyści punktowych, ale jeśli uraz wymaga dłuższej rehabilitacji, temat staje się realny.

    W środowisku żużlowym takie zagranie może być odebrane jako kontrowersyjne. Krytycy wskazują, że to igranie z przepisami, które mogą zostać zaostrzone, jeśli kluby zaczną je naginać. Zwolennicy przypominają, że regulamin jest jasny i dopóki działa się w jego granicach, trudno mówić o oszustwie.

    Co na to sam Kołodziej?

    Co na to sam Kołodziej?
    Źródło: v.wpimg.pl

    Janusz Kołodziej wielokrotnie podkreślał, że Unia to dla niego coś więcej niż tylko pracodawca. W Lesznie jeździ od 2017 roku, był twarzą awansu do PGE Ekstraligi i nie wyobraża sobie, żeby drużyna miała znów spaść z ligi. Jeśli klub zwróci się do niego z prośbą o zgodę na ZZ – choćby po to, by dać zespołowi czas na znalezienie wzmocnień – jego reakcja może być pozytywna.

    Jednak zdrowie jest kluczowe. Kołodziej nie podejmie ryzyka powrotu na tor przed całkowitym wyleczeniem urazów. Jeśli dokumentacja medyczna potwierdzi, że potrzebuje więcej czasu, temat ZZ stanie się realną opcją do wykorzystania już w kwietniu przyszłego roku.

    Sezon 2027 pod znakiem ryzyka

    Unia Leszno stoi dziś przed jednym z najtrudniejszych wyzwań od lat. Bez solidnego polskiego seniora i z ograniczonymi możliwościami transferowymi, każdy punkt będzie na wagę złota. Zastosowanie ZZ za Kołodzieja może dać drużynie kilka tygodni oddechu, ale to rozwiązanie tymczasowe – prędzej czy później trzeba będzie znaleźć kogoś, kto uzupełni skład na stałe.

    Sezon 2027 zapowiada się jako jeden z najbardziej nieprzewidywalnych w historii klubu. Niezależnie od tego, czy Unia zdecyduje się na zastosowanie ZZ, jedno jest pewne – bez pełnego zaangażowania Kołodzieja będzie trudno o cokolwiek więcej niż walkę o utrzymanie.


    Źródła

  • Młodzi czy doświadczeni? Fiałkowski nie owija w bawełnę o Miśkowiaku i Lindgrenie

    Młodzi czy doświadczeni? Fiałkowski nie owija w bawełnę o Miśkowiaku i Lindgrenie

    Gorący temat transferowy w PGE Ekstralidze wywołał falę dyskusji, a głos w sprawie zabrał Zbigniew Fiałkowski, którego opinia może zaskoczyć niejednego kibica. Bayersystem GKM Grudziądz najpewniej postawi na Fredrika Lindgrena, ale część środowiska żużlowego zastanawia się, czy lepszym wyborem nie byłby młodszy i dający więcej opcji taktycznych Jakub Miśkowiak. Były menedżer nie pozostawił na tej dylemacie suchej nitki, a jego słowa są dalekie od dyplomacji.

    Kluczowe fakty

    • Zbigniew Fiałkowski krytycznie ocenia zarówno kandydaturę Lindgrena, jak i Miśkowiaka do składu GKM-u Grudziądz.
    • Fiałkowski twierdzi, że ani Fredrik Lindgren, ani Jakub Miśkowiak nie gwarantują klubowi odpowiedniej jakości na kluczowych pozycjach.
    • W przeszłości absencja Lindgrena w innych klubach pokazała, że Miśkowiak potrafi skutecznie wypełniać lukę po Szwedzie.
      Fiałkowski wskazuje na zupełnie inne priorytety transferowe, odrzucając zarówno opcję doświadczenia, jak i młodości.

    Powrót do przeszłości – Miśkowiak już udowodnił swoją wartość

    Historia pokazuje, że Jakub Miśkowiak niejednokrotnie wyręczał Fredrika Lindgrena w trudnych momentach. W czerwcu 2022 roku, gdy Szwed opuścił mecz Włókniarza Częstochowa, to właśnie polski zawodnik wziął na siebie ciężar zdobywania punktów. Przed kamerami EkstraligaTV razem z Jarosławem Dymkiem komentował wtedy absencję lidera, a potem wyszedł na tor i pokazał, że potrafi być wartościowym zmiennikiem.

    W meczu Motor Lublin – Włókniarz, zakończonym wynikiem 50:40 dla gospodarzy, Miśkowiak zdobył 10 punktów i 4 bonusy. To był występ, który pokazał jego potencjał w starciach z najmocniejszymi rywalami. Co więcej, w lidze szwedzkiej obaj zawodnicy regularnie znajdowali się w czołówkach punktowych swoich drużyn – Miśkowiak jako lider Västervik, Lindgren jako najlepszy w ekipie gości.

    Brutalna ocena Fiałkowskiego – dlaczego obaj nie pasują do GKM-u?

    Zbigniew Fiałkowski nie bawi się w półsłówka. – Nie jestem zwolennikiem ani jednego, ani drugiego – ucina ekspert, dając do zrozumienia, że poszukiwania odpowiedniego zawodnika dla Grudziądza idą w złym kierunku. Jego zdaniem zarówno doświadczony Szwed, jak i utalentowany Polak nie stanowią rozwiązania problemów kadrowych klubu.

    Fiałkowski zwraca uwagę na zupełnie inne potrzeby taktyczne zespołu. Lindgren, mimo swojego doświadczenia i umiejętności, nie oferuje elastyczności, która mogłaby dać GKM-owi przewagę w kluczowych momentach sezonu. Miśkowiak z kolei, choć dysponuje ogromnym talentem i udowodnił swoją wartość na Olimpijskim, w oczach byłego menedżera wciąż nie jest gwarancją stabilnych wyników na poziomie PGE Ekstraligi.

    Co dalej z Miśkowiakiem i Lindgrenem? Rynek transferowy wrze

    Co dalej z Miśkowiakiem i Lindgrenem? Rynek transferowy wrze
    Źródło: v.wpimg.pl

    Sytuacja obu zawodników na rynku transferowym pokazuje, że zainteresowanie nimi nie słabnie. Lindgren jest rozchwytywany przez kluby szukające doświadczonego lidera, który potrafi rozstrzygać najważniejsze biegi. Miśkowiak natomiast, szczególnie po świetnych występach w końcówce sezonu, udowodnił, że stać go na rywalizację z najlepszymi.

    Jego nominacje do „Drużyny Kolejki” nie są przypadkiem – Polak zrobił sobie reklamę na pożegnanie, a jego dyspozycja na torze w kluczowych meczach pokazała, że drzemie w nim duży potencjał. Jednak w oczach Fiałkowskiego te argumenty nie wystarczają, by postawić na niego jako na wzmocnienie drużyny walczącej o utrzymanie.

    Nowy kierunek dla GKM-u – kogo potrzebuje Grudziądz?

    Słowa Fiałkowskiego to nie tylko krytyka, ale przede wszystkim wskazówka dla działaczy. Grudziądz potrzebuje kogoś, kto nie tylko zdobywa punkty, ale też daje możliwości manewru taktycznego. W lidze, gdzie każdy punkt waży, elastyczność składu często decyduje o końcowym rezultacie. Być może odpowiedź na transferowe dylematy leży zupełnie gdzie indziej, a polowanie na znane nazwiska nie przyniesie oczekiwanych efektów.

    Sezon 2026 coraz bliżej, a decyzje kadrowe zapadną niebawem. GKM musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chce stawiać na sprawdzone rozwiązania, czy szukać świeżej krwi. Po tak jednoznacznej opinii Fiałkowskiego temat transferowego dylematu na pewno jeszcze wróci.


    Źródła

  • Deszczowe półfinały IMP na minitorze w Wawrowie i wzruszające pożegnanie trenera z 18-letnim stażem

    Deszczowe półfinały IMP na minitorze w Wawrowie i wzruszające pożegnanie trenera z 18-letnim stażem

    W sobotę i niedzielę na Stadionie miniżużlowym im. Bogusława Nowaka i Janusza Woźnego w Wawrowie odbyły się dwa półfinały oraz pierwsza runda finałowa Indywidualnych Mistrzostw Polski na minitorze w klasie 85–140 cm³. Mimo trudnych warunków pogodowych, które sprawiły organizatorom wiele trudności, wydarzenie dostarczyło emocji sportowych oraz wzruszeń, zwłaszcza podczas pożegnania Mieczysława Woźniaka, który kończy osiemnaście lat pracy trenerskiej w Wawrów Stali Gorzów.

    Kluczowe informacje

    • Wawrów potwierdził swoją rolę w polskim miniżużlu, goszcząc kolejną rundę mistrzostw Polski.
    • Mieczysław Woźniak otrzymał podziękowania za 18 lat pracy w Stali Gorzów/Wawrów, jednak zapowiedział, że nadal będzie związany z miniżużlem.
    • Bartosz Bartkowiak z MKMŻ Rybek Rybnik został liderem po pierwszym finale IMP, wygrywając decydujący bieg przed zawodnikami gospodarzy.
    • Marcel Zwierzyński, Emilian Różecki i Oliwier Szymczak pożegnali się z minitorem — od przyszłego sezonu będą rywalizować na dużym owalu.

    Deszcz nie odpuścił ani na chwilę

    Piątkowe opady deszczu miały wpływ na lubuskie derby w PGE Ekstralidze, a w sobotę warunki nie były lepsze. Pierwszy półfinał IMP, mimo wcześniejszego rozpoczęcia, trwał blisko cztery godziny z powodu przerywających wyścigi ulew. Drugi półfinał udało się przeprowadzić tylko częściowo; uczestnicy zdołali odbyć szesnaście biegów bez równania toru, po czym deszcz ponownie przerwał rywalizację.

    W tej trudnej pogodzie miało miejsce wzruszające pożegnanie Mieczysława Woźniaka, który spędził około pięćdziesięciu lat w żużlu — najpierw jako zawodnik, a potem jako trener. Otrzymał gromkie podziękowania za osiemnaście lat pracy z młodzieżą w Wawrowie, jednak sam uspokajał, że to nie koniec jego kariery: „To jeszcze nie koniec, nadal będzie mnie można spotkać na stadionie” — zapewniał.

    Lokalna przewaga i rybnicki lider

    Mimo trudnych warunków, gospodarze skutecznie wykorzystali atut własnego toru. Z pięciu miniżużlowców Wawrów Stali, czterech dotarło do finałów. Niedzielna rywalizacja, odbywająca się w lepszej pogodzie, przyniosła sukces Bartoszowi Bartkowiakowi z Rybnika, który w fazie zasadniczej pierwszego turnieju finałowego zgubił tylko punkt. W decydującym wyścigu, mimo dwóch straconych punktów, okazał się najszybszy.

    Za nim przyjechali Marcel Zwierzyński i Oliwier Szymczak, co potwierdziło dobry występ zawodników z Wawrowa. W finale znalazł się również Marcel Pawłowski, który skorzystał na pechu Kacpra Nycza (defekt na próbie toru), ale został później wykluczony za drugie ostrzeżenie.

    Pożegnanie trzech i Puchar Młodej Stali

    Na zakończenie intensywnego weekendu odbył się miniturniej pożegnalny dla trzech wychowanków: Marcela Zwierzyńskiego, Emiliana Różeckiego i Oliwiera Szymczaka. Żaden z nich nie wystartował w wyścigu — zamiast tego machali flagą z szachownicą, sygnalizując kolegom linię mety. Symboliczne przejście na duży tor stało się faktem, a zwycięzcą trzech wyścigów został Filip Rojewski z AS Akademii Lipno.

    Wcześniej kibice mogli obserwować rywalizację młodszych adeptów o Puchar Młodej Stali, który pewnie wygrał Bartosz Toporowski, którego talent coraz bardziej domaga się startów w oficjalnych zawodach.

    Co dalej w sezonie miniżużlowym?

    Przed finalistami IMP jeszcze dwa turnieje — w Rędzinach (12 września) i Rybniku (13 września). To nie koniec mistrzowskich emocji w klasie 85–140 cm³. W dniach 19–20 września Gdańsk będzie gospodarzem półfinałów i finału Mistrzostw Polski Par Klubowych, a sezon zakończy październikowa rywalizacja w Rybniku, gdzie rozstrzygną się Drużynowe Mistrzostwa Polski i Indywidualny Puchar Polski. Przy tej okazji odbędzie się również Turniej 25-lecia Rybek Rybnik, przypominający długą historię miniżużla w Polsce.

    Dla Wawrowa ten weekend był nie tylko udaną imprezą mistrzowską, ale także symboliczną zmianą warty — zarówno na torze, jak i w sztabie szkoleniowym.


    Źródła

  • Deszcz, który dał PSŻ-owi Poznań historyczny awans do finału Metalkas 2. Ekstraligi

    Deszcz, który dał PSŻ-owi Poznań historyczny awans do finału Metalkas 2. Ekstraligi

    PSŻ Poznań pokonał Innpro ROW Rybnik 51:39 w rewanżowym meczu półfinałowym Metalkas 2. Ekstraligi, co oznacza, że po pięciu latach starań drużyna awansowała do finału. Gospodarze odrobili sześciopunktową stratę z pierwszego spotkania (42:48), wygrywając dwumecz 93:87. Kluczowym czynnikiem w tym sukcesie okazał się deszcz, który spadł w sobotę przed meczem.

    Kluczowe fakty

    • PSŻ Poznań wygrał rewanż z ROW-em Rybnik 51:39, odwracając losy półfinału na własnym torze.
    • Deszcz, który spadł dzień przed meczem, okazał się sprzymierzeńcem gospodarzy, ponieważ tor na Golęcinie idealnie im pasował.
    • Jacek Kannenberg, menedżer poznańskiej drużyny, przyznał: "Cieszyłem się z tego deszczu".
    • Awans do finału – to pierwszy finał PSŻ-u od pięciu lat współpracy obecnego sztabu z zespołem.

    Dlaczego deszcz był tak ważny?

    Kiedy w sobotę nad Poznaniem przeszły opady, wielu kibiców mogło się martwić o stan toru. Mokra nawierzchnia często odbiera gospodarzom atut własnego obiektu, ale w przypadku Golęciny było inaczej.

    Jacek Kannenberg wiedział, co robi. "Bardzo się cieszyłem, że wczoraj spadł ten deszcz i że nie było plandeki" – mówił po meczu menedżer. Wcześniejsze doświadczenia pokazały, że poznański tor po opadach sprzyja miejscowym zawodnikom. Brak przykrycia plandeką był świadomym wyborem sztabu szkoleniowego.

    Efekt? Nawierzchnia była doskonale przygotowana do ścigania. W relacjach z meczu podkreślano, że było dużo miejsca do wyprzedzania, a zawodnicy PSŻ-u czuli się na niej komfortowo. Rybniczanie nie mieli takich warunków – tor, który teoretycznie powinien im przeszkadzać, zniweczył ich szanse na awans.

    Odrobili straty z nawiązką

    Przypomnijmy, że pierwszy mecz w Rybniku zakończył się wygraną gospodarzy 48:42. Sześć punktów różnicy nie było przeszkodą nie do pokonania, ale wymagało świetnej postawy całej drużyny. I właśnie to poznański zespół pokazał w rewanżu.

    Już pierwsze biegi ustawiły spotkanie. PSŻ od początku narzucał swoje warunki, systematycznie powiększając przewagę. Rybnik próbował odpowiadać, ale na Golęcinie był tego dnia po prostu słabszy. Wynik 51:39 mówi sam za siebie – gospodarze wygrali wyraźnie, a dwumecz zakończył się rezultatem 93:87 na ich korzyść.

    "Nikt na nas nie stawiał"

    Po meczu w głosie Jacka Kannenberga słychać było radość i dumę. "Coś wspaniałego. Po pięciu latach współpracy z drużyną wchodzimy do finału" – nie krył emocji. Menedżer przypomniał, że ekipa z Poznania nie była faworytem tej rywalizacji. "Nikt na nas nie stawiał" – zaznaczył, podkreślając, jak wielką wartość ma ten sukces dla całego klubu.

    Te słowa najlepiej oddają charakter tego awansu. PSŻ nie tylko odrobił straty, wykorzystał kaprys pogody na swoją korzyść, ale przede wszystkim udowodnił, że miejsce w finale Metalkas 2. Ekstraligi mu się należy. Historia pokazuje, że czasem potrzeba pięciu lat, deszczu i odrobiny wiary – a reszty dopełnia tor.


    Źródła