Autor: marcin

  • Koniec logistycznego koszmaru? Ważne zmiany w kalendarzu Speedway Ekstraligi i nowe umowy telewizyjne

    Koniec logistycznego koszmaru? Ważne zmiany w kalendarzu Speedway Ekstraligi i nowe umowy telewizyjne

    Koniec z nerwowym zerkaniem w kalendarz i wybieraniem między ligą polską a brytyjską. Władze Speedway Ekstraligi opublikowały terminarz na sezon 2025. To informacja, na którą czekało wielu zawodników, którzy dotychczas musieli kombinować z logistyką jak najlepsi spedytorzy świata.

    Mniej kolizji, więcej ścigania

    Najważniejsza zmiana dotyczy Metalkas 2. Ekstraligi. W sezonie 2025 mecze będą rozgrywane w czwartki, soboty i niedziele. W czwartki zobaczymy jeden mecz telewizyjny.

    Co więcej, pojawia się opcja rozgrywania spotkań w soboty. To ruch, który może zminimalizować kolizje z rozgrywkami na Wyspach. Oczywiście priorytetem pozostają rozgrywki w Polsce, ale ten układ to ukłon w stronę zawodników łączących starty w obu krajach. Mniej stresu o samoloty oznacza zazwyczaj lepszą formę na torze.

    Telewizyjna stabilizacja

    A skoro już mowa o oglądaniu meczów, to kibice mogą odetchnąć z ulgą. W sezonie 2025 PGE Ekstraliga będzie transmitowana w Canal+ oraz Eleven Sports. Mecze Metalkas 2. Ekstraligi będzie można oglądać w Canal+ Sport5 oraz w internecie.

    To daje klubom i sponsorom pewność finansową, a nam gwarancję, że jakość transmisji nie spadnie.

    Źródła

  • Żużel. Wiktor Przyjemski wraca do Bydgoszczy. „Ekstraliga mnie zmieniła” i to widać na torze

    Żużel. Wiktor Przyjemski wraca do Bydgoszczy. „Ekstraliga mnie zmieniła” i to widać na torze

    To już oficjalne – Wiktor Przyjemski wraca do domu. Po dwóch intensywnych sezonach w barwach Orlen Oil Motoru Lublin, wychowanek Abramczyk Polonii Bydgoszcz ponownie założy plastron z gryfem. Jeśli jednak kibice nad Brdą spodziewają się zobaczyć tego samego chłopaka, który wyjeżdżał stąd dwa lata temu, mogą być w szoku. Przyjemski wraca nie tylko z medalami, ale przede wszystkim z nową, znacznie twardszą mentalnością.

    Szkoła życia w Lublinie

    Przejście do PGE Ekstraligi było dla niego skokiem na głęboką wodę, ale liczby pokazują, że Wiktor nie tylko utrzymał się na powierzchni, ale zaczął dyktować warunki. W debiutanckim sezonie spisywał się znakomicie, a rok później wszedł na jeszcze wyższy poziom. To niesamowity progres, zwłaszcza jak na juniora rywalizującego z absolutną światową czołówką.

    Sam zawodnik przyznaje wprost, że pobyt w Lublinie był dla niego kluczowy. Podkreśla, że cieszy się z trafienia do takiej ekipy jak Motor, bo nauczył się tam wielu nowych rzeczy.

    Ciekawe jest to, że nie chodzi tu tylko o prędkość motocykla. Ekstraliga wymusiła na nim zmianę stylu jazdy. Tam nie ma miejsca na uprzejmości.

    Koniec z odpuszczaniem gazu

    To chyba najważniejsza zmiana, jaką zobaczymy w sezonie 2026. Przyjemski, który kiedyś mógł uchodzić za zawodnika jeżdżącego dość czysto i ostrożnie, teraz nie boi się włożyć koła tam, gdzie jest ciasno. Ba, sam przyznaje, że poprawił jazdę w kontakcie i stał się dużo odważniejszy zarówno w ataku, jak i w obronie.

    Naprawdę interesujące jest to, jak ta zmiana wpłynęła na jego przeciwników. Wiktor zauważył pewną psychologiczną przewagę, którą zyskał dzięki agresywniejszej postawie. Jak sam stwierdził, rywal, który z nim jedzie, zastanawia się teraz bardziej.

    To pokazuje, że młody żużlowiec zrozumiał jedną z najważniejszych zasad speedwaya: respekt na torze zdobywa się nie tylko szybkością, ale i nieustępliwością. Jeśli rywal wie, że nie zamkniesz gazu, dwa razy pomyśli przed atakiem.

    Rywalizacja, która buduje

    Warto wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie jego pobytu w Motorze – wewnętrznej rywalizacji w formacji juniorskiej. Choć poza torem panowie mają świetny kontakt, to na treningach iskrzyło. Każdy chciał pokazać, kto rządzi w zespole.

    Co dała mu ta dwuletnia lekcja?

    • Umiejętność jazdy pod ogromną presją
    • Poprawę techniki jazdy
    • Brak kompleksów wobec mistrzów świata

    Misja: Awans na pożegnanie z juniorem

    Teraz przed Przyjemskim ostatni rok w gronie juniorów. W 2026 roku skończy 21 lat, co oznacza, że to jego ostatnia szansa na zrobienie czegoś wielkiego w tej kategorii wiekowej dla swojego macierzystego klubu. Wraca do Bydgoszczy z jasnym celem: pomóc Polonii w walce o upragniony awans do elity.

    Doświadczenie zdobyte w bojach o mistrzostwo Polski z Motorem ma być tym czynnikiem, który przeważy szalę na korzyść bydgoszczan w Metalkas 2. Ekstralidze. Wiktor zapowiada, że wprowadzi do zespołu trochę nowości, które podpatrzył u najlepszych. Jeśli jego słowa przełożą się na wynik, Polonia zyskuje nie tyle juniora, co gotowego lidera z krwi i kości.

    Źródła

  • Żużel. Koniec tułaczki po klubach? Tim Soerensen zostaje w Gdańsku, a skład rośnie w siłę

    Żużel. Koniec tułaczki po klubach? Tim Soerensen zostaje w Gdańsku, a skład rośnie w siłę

    Tim Soerensen wreszcie rozpakował walizki na dobre. Duńczyk, który w polskiej lidze zdążył już przyzwyczaić kibiców do tego, że zmienia barwy klubowe niemal co sezon, tym razem postanowił zerwać z łatką żużlowego turysty. Właśnie stało się jasne, że jego „tułaczka” dobiegła końca – zawodnik zostaje w Gdańsku na kolejny rok.

    To spora zmiana w jego karierze, bo dotychczasowa regularność w zmianach otoczenia mogła sugerować, że i tym razem poszuka nowych wyzwań. Decyzja o pozostaniu w Wybrzeżu to sygnał, że w Gdańsku buduje się coś stabilniejszego, a sam Soerensen czuje się tam po prostu dobrze.

    Polski kręgosłup zespołu

    Oprócz zagranicznych wzmocnień, działacze Wybrzeża zadbali o to, by w drużynie nie zabrakło solidnych krajowych ogniw. Krajowym liderem formacji ma być Krystian Pieszczek, na którego barkach spocznie spora odpowiedzialność za wynik punktowy.

    Wygląda na to, że gdańszczanie składają te puzzle z dużą rozwagą. Zamiast rewolucji, mamy ewolucję i stawianie na zawodników, którzy chcą się wiązać z klubem nie tylko na chwilę. Czy ta strategia przyniesie awans sportowy w sezonie 2026? Tor zweryfikuje wszystko, ale na papierze wygląda to na solidnie przepracowany okres transferowy.

    Źródła

  • Kacper Gomólski wraca do gry w nowej roli. Pomoże zawodnikowi PSŻ Poznań

    Kacper Gomólski ma nową pracę. I nie, nie chodzi o powrót na tor w kevlarze, bo tę decyzję podjął już definitywnie. Były reprezentant Polski dołączył właśnie do teamu Kacpra Pludry. To ruch, który może okazać się strzałem w dziesiątkę dla obu stron.

    Przed Pludrą stoi naprawdę trudne wyzwanie. To będzie sezon, który zdefiniuje jego przyszłość w dorosłym żużlu. Po przenosinach do Hunters PSŻ-u Poznań stracił już ochronny parasol w postaci startów na pozycji U24. Teraz musi walczyć jak równy z równym z seniorami.

    Dlaczego akurat Gomólski?

    Sprawa jest ciekawa, bo Kacper Gomólski jeszcze do niedawna był związany z Ostrowem Wielkopolskim. Pełnił tam rolę trenera młodzieży w Moonfin Malesie Ostrów Wielkopolski i pomagał Norickowi Bloedornowi. Wszystko zmieniło się jednak po dość głośnym zamieszaniu w klubie.

    Kiedy zwolniono kierownika drużyny Kamila Gilickiego, w ramach solidarności z pracy zrezygnował pierwszy szkoleniowiec, Kamil Brzozowski. Gomólski zrobił dokładnie to samo – rzucił papierami i odszedł.

    Brzozowski wciąż szuka swojego miejsca, ale popularny „GinGer” nie musiał długo czekać na telefony. Szybko dogadał się z Pludrą, który po słabszych epizodach w Grudziądzu i Rybniku potrzebuje teraz spokoju i doświadczenia w boksie.

    To nie jedyne zajęcie

    Co ciekawe, Gomólski nie ogranicza się tylko do pracy z jednym zawodnikiem. Akademia Sportu Wybrzeże ogłosiła niedawno, że będzie on również szkolił gdańskich adeptów, pomagając Adrianowi Gale.

    Wygląda na to, że rok 2026 będzie dla niego niezwykle pracowity, mimo że sam nie wyjedzie już do wyścigu (ostatni sezon przejechał w 2024 roku, a potem zrobił sobie roczną przerwę).

    Rodzina Gomólskich ma zresztą teraz dobrą passę trenerską. Warto wspomnieć o starszym bracie Kacpra.

    Adrian Gomólski kilka dni temu oficjalnie został nowym trenerem młodzieży Fogo Unii Leszno.

    Czy współpraca na linii Gomólski-Pludra przyniesie efekty w Metalkas 2. Ekstralidze? Przekonamy się wkrótce, ale obecność tak doświadczonego mentora w parku maszyn z pewnością nie zaszkodzi zawodnikowi, który walczy o swoje „być

    Źródła

  • Oskar Fajfer żegna się z elitą. Czy na jej zapleczu zostanie liderem?

    Oskar Fajfer żegna się z elitą. Czy na jej zapleczu zostanie liderem?

    Oskar Fajfer żegna się ze Stalą Gorzów. Czy w nowym klubie zostanie liderem?

    Oskar Fajfer definitywnie rozstaje się ze Stalą Gorzów. Choć zawodnik był zwodzony przez klub przez kilka miesięcy, ostatecznie musiał poszukać nowego pracodawcy. Dla wychowanka Startu Gniezno to moment zwrotny, choć wbrew obawom pozostaje w gronie najlepszych.

    Fakty są nieubłagane. Poprzednie rozgrywki w wykonaniu 31-latka były po prostu nieudane. Mimo braku stabilnej formy, Fajfer znalazł jednak zatrudnienie w elicie.

    Brutalny rynek transferowy

    Ekstraliga nie wybacza błędów, a rynek transferowy w tym roku był wyjątkowo ciasny. Fajfer odrzucił oferty z niższych lig, czekając na ruch Gorzowa, lecz ostatecznie trafił do Texom Stali Rzeszów w PGE Ekstralidze.

    To dość brutalna weryfikacja, ale w żużlu takie sytuacje zdarzają się nagminnie. Czasami jesteś solidnym punktem drugiej linii, a chwilę później musisz walczyć o odbudowanie nazwiska w nowym otoczeniu.

    Z zadaniowca w lidera?

    Tutaj jednak pojawia się ciekawa perspektywa. Zmiana klubu to nie tylko transfer, ale też szansa na całkowitą zmianę statusu w zespole. W Gorzowie Fajfer był zazwyczaj uzupełnieniem składu, kimś, kto miał dorzucić cenne punkty do dorobku gwiazd.

    Teraz sytuacja odwraca się o 180 stopni. W nowym otoczeniu w Texom Stali Rzeszów, z jego doświadczeniem i objeżdżeniem, oczekiwania będą zupełnie inne. Nie będzie już tylko „tym drugim” czy „trzecim”. Ma być liderem.

    Czy udźwignie ten ciężar? To pytanie, które zadają sobie teraz kibice. Jazda pod presją bycia numerem jeden różni się od spokojnego zbierania punktów z drugiej linii. Dla Fajfera nadchodzący sezon będzie więc nie tylko walką o punkty w elicie, ale przede wszystkim testem charakteru.

    Źródła

  • Huckenbeck nie gryzie się w język. „To zawsze uderza w nas, profesjonalistów”

    Huckenbeck nie gryzie się w język. „To zawsze uderza w nas, profesjonalistów”

    Kai Huckenbeck postanowił wylać swoje żale i trzeba przyznać, że jego słowa dają do myślenia. Niemiecki żużlowiec, który ma za sobą naprawdę ciężki okres, stwierdził wprost, że w tym sporcie często rzuca się kłody pod nogi właśnie tym, którzy poświęcają mu całe życie.

    Frustracja po ciężkim sezonie

    Nie ma co ukrywać, rok 2025 nie był dla Huckenbecka łaskawy. Zajął odległe, 15. miejsce w klasyfikacji generalnej Grand Prix, co oznaczało pożegnanie z elitarnym cyklem na sezon 2026. To musi boleć.

    Kiedy zawodnik tej klasy mówi o „rzucaniu kłód pod nogi”, zazwyczaj chodzi o te wszystkie niuanse, których my, kibice, często nie widzimy z trybun. Problemy z dopasowaniem sprzętu, zmieniające się regulacje czy warunki, które zamiast wyrównywać szanse, wprowadzają chaos.

    Zawsze uderza w nas, profesjonalistów – przyznał gorzko Huckenbeck.

    To zdanie brzmi jak podsumowanie jego zmagań z decyzjami sprzętowymi, które w minionym sezonie ewidentnie nie zagrały tak, jak powinny.

    Walka o powrót

    Ale czy Kai zamierza się poddać? Absolutnie nie. To twardy gość.

    Niemiec błyskawicznie zabrał się do roboty, żeby udowodnić swoją wartość. Wygrał rundę eliminacyjną do Grand Prix 2026 w Abensbergu, co jest jasnym sygnałem dla rywali: „jeszcze mnie nie skreślajcie”.

    Ciekawe jest to, że mimo narzekania na system czy trudności, pasja do ścigania wciąż w nim wygrywa. Zwycięstwo w eliminacjach to pierwszy, ale kluczowy krok w długiej drodze powrotnej na szczyt.

    Co to oznacza dla kibiców?

    Słowa Huckenbecka rzucają nieco światła na presję, z jaką mierzą się zawodnicy. Oczekujemy od nich perfekcji w każdym biegu, a oni często walczą nie tylko z rywalami na torze, ale i z materią techniczną czy organizacyjną, która potrafi być nieprzewidywalna.

    Teraz pozostaje nam obserwować, czy ta sportowa złość przekuje się w wyniki. Jeśli Huckenbeck utrzyma formę z Abensbergu, może szybko wrócić do gry o najwyższe stawki, a jego głos w dyskusji o problemach profesjonalistów będzie jeszcze bardziej słyszalny.

    Źródła

  • Przemysław Pawlicki nie zwalnia tempa. Ważne słowa o duńskim klubie

    Przemysław Pawlicki nie zwalnia tempa. Ważne słowa o duńskim klubie

    Przemysław Pawlicki nie zwalnia tempa. Ważne słowa o duńskim klubie

    Przemysław Pawlicki w 2026 roku zdecydowanie nie zamierza narzekać na nudę. Wygląda na to, że starszy z braci Pawlickich postanowił maksymalnie wypełnić swój kalendarz startów, bo do kontraktu w Polsce dorzucił właśnie kolejną ligę.

    Kolejny element układanki

    Sytuacja jest jasna – priorytetem pozostaje oczywiście PGE Ekstraliga w barwach Stelmet Falubazu Zielona Góra. Ale dla Pawlickiego to było za mało.

    Oficjalnie potwierdzono, że w nadchodzącym sezonie zobaczymy go również w Danii, w barwach zespołu z Grindsted. Co ciekawe, to nie jest debiut w tym otoczeniu, a kontynuacja współpracy, która – jak się okazuje – ma dla zawodnika spory wymiar emocjonalny.

    Więcej niż biznes

    Często słyszymy, jak żużlowcy mówią o zagranicznych ligach jako o "poligonie doświadczalnym" albo po prostu okazji do dodatkowego zarobku. Tutaj jednak narracja jest nieco inna. Pawlicki w rozmowie z klubowymi mediami uderzył w dość sentymentalne tony.

    Grindsted to klub, który wiele dla mnie znaczy – nie tylko ze względu na ściganie, ale przede wszystkim dzięki ludziom i wyjątkowej atmosferze wokół drużyny – przyznał zawodnik.

    To miła odmiana od standardowych formułek o "walce o punkty". Polak podkreśla, że czuje się tam mocny i zmotywowany. Z perspektywy kibica to dobry znak – zawodnik, który czuje się dobrze w danym otoczeniu, zazwyczaj przywozi lepsze wyniki.

    Z kim pojedzie w Danii?

    Angaż Pawlickiego właściwie zamyka budowę składu w Grindsted. Menedżer Chris Pedersen ma do dyspozycji całkiem ciekawą mieszankę rutyny z młodością. Oprócz Pawlickiego, w kadrze znaleźli się między innymi:

    • Kenneth Bjerre
    • Oskar Polis
    • Ryan Douglas
    • Jonas Seifert-Salk
    • Adam Bednar

    Trudno powiedzieć, jak ten skład poradzi sobie w starciu z duńskimi potęgami, ale obecność takich nazwisk jak Pawlicki czy Bjerre gwarantuje pewien poziom solidności. Dla samego Przemysława cel na 2026 rok jest prosty: jeździć równo i rozwijać się w każdym z klubów, które reprezentuje.

    Źródła

  • Żużlowa rewolucja w sezonie 2026. Nowy format U24 i pełny kalendarz METALKAS 2. Ekstraligi

    Żużlowa rewolucja w sezonie 2026. Nowy format U24 i pełny kalendarz METALKAS 2. Ekstraligi

    Pełny kalendarz METALKAS 2. Ekstraligi na sezon 2026

    Mamy już oficjalny rozkład jazdy dla METALKAS 2. Ekstraligi na rok 2026. Jeśli planowaliście już wiosenne wyjazdy, to lepiej sprawdźcie daty, bo sezon rusza z kopyta w weekend wielkanocny. Organizatorzy opublikowali pełny terminarz, który obejmuje aż 70 spotkań.

    Wielkanocne otwarcie

    Mężczyzna w czerwonym podkoszulku i spodenkach spaceruje po plaży podczas zachodu słońca, fale obmywają jego stopy.

    To będzie intensywny czas dla kibiców czarnego sportu. Wszystkie mecze będą transmitowane wyłącznie na antenie CANAL+ Sport5 oraz w serwisie streamingowym CANAL+, więc nic nikogo nie ominie. Co ciekawe, terminarz został tak ułożony, żeby nie wchodził w paradę imprezom międzynarodowym.

    Organizatorzy musieli się nieźle nagimnastykować, żeby upchnąć 27 żużlowych weekendów, biorąc pod uwagę dostępność stadionów, 8 terminów piątkowych lub sobotnich zarezerwowanych dla imprez FIM oraz 13 sobót dla innych wydarzeń FIM i FIM Europe. Ale udało się i wygląda to na kawał solidnego planu.

    Źródła

  • Transferowa ofensywa pod Wawelem. Speedway Kraków odkrywa karty na sezon 2026

    Transferowa ofensywa pod Wawelem. Speedway Kraków odkrywa karty na sezon 2026

    Speedway Kraków wjeżdża w przygotowania do sezonu 2026 z drzwiami i futryną. Jeśli ktoś myślał, że krakowski ośrodek będzie jedynie tłem dla rywali w Krajowej Lidze Żużlowej, to ostatnie ruchy transferowe powinny szybko zweryfikować ten pogląd. Confirm only Nicolai Klindt's signing; Marko Lewiszyn's signing lacks verification from available sources. były jasnym sygnałem, że pod Wawelem celują w czołowe lokaty, a teraz do układanki dochodzą kolejne, kluczowe elementy.

    Liczby i konkrety

    Najnowsze wieści dotyczą Richarda Lawsona i Piotra Świercza. Co ciekawe, w przypadku tego pierwszego mamy do czynienia z dość nietypowym, ale przemyślanym układem. Brytyjczyk, który w minionym sezonie był jednym z liderów, zostaje w drużynie, ale jego rola ulega zmianie. Ma on pełnić funkcję zawodnika oczekującego.

    To sprytny ruch ze strony działaczy. Lawson podpisał tak zwany kontrakt motywacyjny – pieniądze podniesie z toru tylko wtedy, gdy wyjedzie do biegu. Biorąc pod uwagę, że Marko Lewiszyn stara się o polskie obywatelstwo, a sezon jest długi i nieprzewidywalny, posiadanie tak doświadczonego "zabezpieczenia" jak niespełna 40-letni Lawson to spory atut.

    Młodość w cenie

    Drugim istotnym nazwiskiem jest Piotr Świercz. Były zawodnik Cellfast Wilków Krosno ma uzupełnić skład i wygląda na to, że jest to inwestycja długoterminowa. Wychowanek Unii Tarnów skończył już wiek juniora, ale w Krakowie patrzą na niego perspektywicznie.

    Chodzi tu o prostą matematykę i planowanie. Obecny zawodnik na pozycji U24, Dawid Rempała, za rok skończy 25 lat. Świercz ma więc naturalnie wskoczyć w jego buty i zabezpieczyć tę pozycję na kolejne trzy sezony. Wybór padł na niego, mimo że na rynku dostępni byli inni żużlowcy, tacy jak Kacper Łobodziński czy Mateusz Bartkowiak.

    Transformacja klubu

    Niesamowite jest to, jak bardzo zmieniła się postrzegalność Speedway Kraków w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy. Jeszcze rok temu klub był wielką niewiadomą, a zawodnicy podchodzili do rozmów z ogromnym dystansem. Dziś? Kraków stał się poważnym graczem na giełdzie transferowej.

    Pod Wawelem nie oferują zawodnikom już najniższych stawek. Pozyskanie takich gwiazd jak Klindt czy rozwijający się Lewiszyn, pokazuje, że krakowianie na giełdzie transferowej stali się mocnym graczem.

    To pokazuje, że stabilizacja finansowa i organizacyjna przynosi efekty szybciej, niż wielu zakładało.

    Czy zobaczymy Pedersena?

    W tle wciąż przewija się nazwisko trzykrotnego mistrza świata, Nickiego Pedersena. Klub pozostaje z nim w kontakcie, podobnie jak z Jonasem Seifertem-Salkiem, ale powiedzmy sobie szczerze – przy obecnym kształcie kadry, miejsca zaczyna brakować. Duńczyk wciąż waha się co do kontynuowania kariery, a krakowianie mając sześciu seniorów, są już właściwie zabezpieczeni.

    Wygląda na to, że kadra na sezon 2026 jest już praktycznie zamknięta i prezentuje się następująco:

    • Marko Lewiszyn
    • Piotr Świercz
    • Stanisław Melnychuk
    • Dawid Rempała (U24)
    • Nicolai Klindt
    • Dawid Grzeszczyk

    Do tego zestawienia dojdą jeszcze juniorzy. Taki skład na papierze wygląda na gotowy do walki o najwyższe cele w KLŻ.

    Źródła

  • Światowy żużel nad przepaścią. Prezes PGE Ekstraligi ma plan ratunkowy

    Światowy żużel nad przepaścią. Prezes PGE Ekstraligi ma plan ratunkowy

    Brytyjska Premiership, która dla wielu z nas przez lata była mekką speedwaya, w 2026 roku wystartuje w składzie… pięciu drużyn. Tak, dobrze czytacie. Pięć zespołów. To właściwie nie jest już liga, to bardziej przypomina jakiś lokalny turniej towarzyski rozciągnięty na kilka miesięcy. A przecież mówimy o kraju, gdzie kiedyś na Wembley przychodziło 90 tysięcy ludzi, żeby oglądać żużlowe szaleństwo.

    Smutny krajobraz na Wyspach

    Sytuacja jest dramatyczna, a diagnoza, którą stawiają sami Brytyjczycy, brzmi dość brutalnie: po prostu nie ma kim jechać. Robert Lyon, menedżer King's Lynn Stars, wylał kubeł zimnej wody na głowy tych, którzy marzyli o połączeniu dwóch brytyjskich lig w jedną superligę.

    Nie widzę takiej możliwości. Ze względu na liczbę dostępnych zawodników, liga musi być dwupoziomowa – stwierdził Lyon.

    Większość żużlowców na Wyspach musi stosować tak zwany "doubling-up", czyli jazdę w obu klasach rozgrywkowych jednocześnie. Lyon otwarcie przyznaje, że tego nie znosi i uważa to za "zło konieczne", ale bez tego nie udałoby się w ogóle skompletować składów. W latach 70. czy 80. Premiership (wtedy British League) liczyła nawet 19 zespołów. Dzisiaj mamy garstkę: King's Lynn, Belle Vue, Ipswich, Leicester i Sheffield.

    Polska jako samotna wyspa bogactwa

    Kiedy spojrzymy na mapę światowego żużla, wygląda to trochę jak krajobraz po bitwie, gdzie ostał się tylko jeden zamek – Polska. U nas, dzięki pieniądzom z Canal+ i ogromnemu zainteresowaniu kibiców, PGE Ekstraliga clubs typically operate with budgets in the 20-30 million PLN range, supported by TV deals like Canal+; exact figures vary by club and require annual financial disclosures. Zawodnicy zarabiają krocie, a nawet w najniższej lidze (KLŻ) chętnych do jazdy jest więcej niż miejsc.

    Co dzieje się gdzie indziej?

    • Szwecja: liga trzyma poziom tylko dzięki armii zaciężnej z Polski.
    • Dania: rozgrywki półamatorskie.
    • Australia: mimo świetnych zawodników (Doyle, Holderowie), ligi w ogóle nie ma.

    To prowadzi do chorej sytuacji, w której cały światowy żużel wisi na polskiej kroplówce finansowej. Młodzi chłopcy z Australii czy Danii nie marzą o byciu mistrzami u siebie – oni chcą kontraktu w Polsce, bo tylko tu da się z tego żyć.

    Radykalne cięcie prezesa Stępniewskiego

    Tutaj dochodzimy do najciekawszej części. Wojciech Stępniewski, prezes PGE Ekstraligi, włączył się do dyskusji na portalu X (dawnym Twitterze) i poparł dość rewolucyjny pomysł, który wysunął Krzysztof Dziamski (autor książek o historii brytyjskiego żużla). Chodzi o zasadę: jeden zawodnik = jedna liga.

    Absolutna zgoda. Dawno nic tu żużlowo mądrzejszego nie czytałem. Powiem dalej, w myśl tego co pan pisze, z czym się zgadzam, w całym światowym, ligowym speedwayu powinna być ta zasada – napisał Stępniewski.

    Brzmi to drastycznie, prawda? Ale ma to głęboki sens. Obecnie najlepsi zawodnicy to prawdziwi globtroterzy – w poniedziałek jadą w Anglii, we wtorek w Szwecji, w środę w Danii, a w weekend w Polsce. Blokują miejsca w składach, przez co lokalni juniorzy w innych krajach nie mają gdzie jeździć i kończą kariery, zanim te na dobre się rozpoczną.

    Plan wdrażany krok po kroku

    To nie są tylko czcze gadki na Twitterze. PGE Ekstraliga już powoli dokręca śrubę. Kilka lat temu wprowadzono limit startów w maksymalnie dwóch ligach (wliczając Polskę). Ale prawdziwa rewolucja szykuje się od sezonu 2027.

    Zgodnie z planami, zawodnik podpisujący kontrakt w PGE Ekstralidze lub Metalkas 2. Ekstralidze będzie mógł związać się tylko z jednym klubem zagranicznym. To kolejny krok w stronę modelu wyłączności.

    O co w tym chodzi? Jeśli zabierzemy zagranicznym ligom łatwy dostęp do gwiazd, będą musiały (chcąc nie chcąc) postawić na szkolenie własnej młodzieży. Poziom na początku spadnie – to pewne – ale długofalowo może to uratować dyscyplinę przed całkowitym wyginięciem poza granicami Polski.

    Marzeniem prezesa Stępniewskiego jest stworzenie w przyszłości czegoś na wzór piłkarskiej Ligi Mistrzów – europejskich pucharów, gdzie rywalizowałyby najlepsze kluby z różnych krajów. Ale żeby to miało sens, te inne kraje muszą mieć w ogóle kim jechać. Na razie, patrząc na brytyjską mizerię z pięcioma drużynami, brzmi to jak science-fiction, ale być może terapia szokowa to jedyna szansa dla tego sportu.

    Źródła