Wielkie odsłony w żużlu. Szefowie klubów bez skrupułów ujawniają stawki zawodników

Wielkie odsłony w żużlu. Szefowie klubów bez skrupułów ujawniają stawki zawodników

Żużlowy świat przeżywa prawdziwe trzęsienie ziemi. I nie chodzi o wstrząsy na torze, ale o szokujące metody za zamkniętymi drzwiami biur prezesów. Nagle zrobiło się bardzo transparentnie, a raczej – nieprzyjemnie dla zawodników.

Witold Skrzydlewski, właściciel Orła Łódź, postanowił bez ogródek opowiedzieć o tym, jak wyglądały negocjacje kontraktowe na sezon 2026. I nie chodzi o ogólniki. Mówił o konkretnych stawkach. Jego twarda linia miała jednak swoją cenę.

W efekcie tych negocjacji klub stracił ważną postać. Jan Kvech nie dołączył do zespołu, gdyż jego ofertę przebiła propozycja z klubu z Górnego Śląska.

Twarda gra i jej konsekwencje

Skrzydlewski wyjaśnił, że jego strategia była prosta i bezkompromisowa. W rozmowach z zawodnikami przedstawiał klarowną ofertę i się jej trzymał. Nie było miejsca na długie targi. Jeśli stawka nie pasowała zawodnikowi, drogi się rozchodziły.

I tu pojawia się najbardziej kontrowersyjny element. Prezes publicznie ujawnił szczegóły dotyczące stawek i negocjacji. To posunięcie bez precedensu, które burzy niepisany kodeks dyskrecji w sporcie.

Czy to nowy trend? Wygląda na to, że tak. Bo Skrzydlewski nie jest pierwszym szefem, który zdecydował się na takie odsłonięcie kart.

Dlaczego to takie szokujące?

Ujawnianie stawek zawodników zawsze było tematem tabu. To delikatna strefa, dotykająca nie tylko finansów, ale też prestiżu i pozycji w grupie. Publiczne porównywanie zarobków może siać niezdrową rywalizację w szatni i całkowicie zmienia dynamikę negocjacji.

Dla klubów to broń obosieczna. Z jednej strony mogą grać na opinii publicznej, tworząc narrację o „zachłannych” zawodnikach. Z drugiej – ryzykują, że przyszli piłkarze czy żużlowcy będą unikać rozmów z klubem, który ma reputację wywlekającego szczegóły kontraktów na światło dzienne.

Co dalej z żużlem?

Te działania otwierają puszkę Pandory. Jeśli ujawnianie stawek ma się stać normą, cały proces transferowy stanie się jeszcze bardziej toksyczny. Zawodnicy mogą żądać klauzul milczenia w kontraktach, a zaufanie między stronami – fundament każdej udanej współpracy – legnie w gruzach.

Dla kibiców to mieszane uczucia. Z jednej strony chcą wiedzieć, na co idą ich pieniądze z biletów i gadżetów. Z drugiej – czy naprawdę potrzebują znać każdy grosz, by cieszyć się widowiskiem na torze?

Strategia Skrzydlewskiego pokazuje, że kluby są coraz bardziej zdesperowane w walce o zdrowie finansowe. Koszty utrzymania drużyn rosną, a presja na wyniki jest ogromna. Czasami jedynym wyjściem wydaje się gra bardzo twarda, nawet za cenę utraty wizerunkowej przyzwoitości.

Pytanie, czy żużel na tym skorzysta. Czy większa transparentność przyniesie racjonalizację płac, czy tylko wzajemne oskarżenia i jeszcze głębsze podziały? Na razie widać pierwsze ofiary tej nowej wojny – zawodników, którzy po prostu poszli tam, gdzie dostali lepszą propozycję.

Źródła

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *